Reklama

Reklama

Bayern nie potrzebował Guardioli, by rozbić Barcelonę

​Po raz pierwszy od lat Barcelonie pozostała gra o honor w Champions League. Klęska 0-4 na Allianz Arena rozstrzyga rywalizację z Bayernem o finał na Wembley już po 90 minutach.

Andujar Oliver, specjalista od spraw sędziowskich dziennika "Marca" dopatrzył się błędów Viktora Kassai przy trzech bramkach dla Bawarczyków. Przy pierwszej Dante faulował Alvesa, przy drugiej Mario Gomez był na spalonym, przy trzeciej Thomas Mueller nieprawidłowo blokował Jordiego Albę. Bez względu na polemiki Bayern starł Katalończyków z powierzchni ziemi, rozstrzygając sprawę awansu do finału na Wembley już w pierwszym meczu.

Rozmiary wygranej przeszły najśmielsze oczekiwania nawet Juppa Heynckesa, trener Bayernu prorokował, że bez względu na wynik na Allianz Arena, wszystko i tak zdecyduje się na Camp Nou. Prezes Barcy Sandro Rosell nie ukrywał, że dla jego graczy to jest mecz roku, pokonanie Bawarczyków byłoby dowodem na przedłużeniem hegemonii Katalończyków. Naczelny "przystojniak" Barcelony Gerard Pique ogolił nawet głowę, jak ktoś, kto idzie na wojnę. Nie mógł przypuszczać, że bitwa na Allianz Arena będzie aż tak beznadziejna i jednostronna.

Tym, których rozczarował Leo Messi wypada przypomnieć, że grając pierwszy raz po kontuzji Argentyńczyk nie miał nawet jednego dobrego podania w pole karne. Jedyną okazję na gola dla Barcelony "otrzymał" stoper Bartra, po unikalnym błędzie bawarskiej obrony, ale był tak zszokowany, że źle przyjął piłkę, a potem kopnął ją prosto w niebo. Poza tym Manuel Neuer mógł stać w bramce oparty o słupek przez 90 minut.

Goście grali w poprzek, gospodarze wzdłuż boiska. Pierwsi byli wolni i przewidywalni, drudzy szybsi niż błyskawica. Mecz zaczął się od 60 sekund wymiany piłki w tyłach między graczami Barcelony, po czym natychmiast po jej przejęciu, Bayern powinien zdobyć bramkę na 1-0. Robben nie podał do Gomeza, ale sam strzelił w Valdesa. Z biegiem minut Holender robił dla zespołu coraz więcej.

Reklama


To był pojedynek pokazujący, że w futbolu kolektyw stoi zdecydowanie ponad indywidualnościami. Gdy przed meczem dziennik "Marca" zapytał czytelników o porównanie graczy obu drużyn na pozycjach, tylko trzech Bawarczyków: van Buyten, Robben i Mario Gomez wygrali "pojedynki" z Bartrą, Pedro i Villą. Pierwszy i ostatni okazali się potem tylko rezerwowymi, bez względu na wszystko można zgodzić się z hiszpańskimi fanami, że to w Barcelonie wciąż gra więcej gwiazd. Tyle, że Bayern okazał się bezdyskusyjnie lepszą drużyną.

Porządek, dyscyplina, odpowiedzialność, serce do gry - o tym mówił Philipp Lahm po wielkim zwycięstwie. Kapitan Bawarczyków "uczepił" się tradycyjnych wartości futbolu niemieckiego, zapominając o jakości, umiejętnościach i błyskotliwości swoich kolegów. To było wygrana tak przekonująca, jakiej nad Barceloną nie odniósł nikt w ostatnim pięcioleciu. Wszystko co złego przytrafiło się do wczoraj drużynie Messiego, można było od biedy potraktować, jako wypadek przy pracy, lub incydent.

Kataloński dziennik "Sport" pożegnał czytelników relacji na żywo z Allianz Arena słowami, że wszystko rozstrzygnie się jednak na Camp Nou. Słowa zaklinające rzeczywistość, wątpliwe, by ktokolwiek w Barcelonie wierzył jeszcze w wywalczenie prawa do wyjazdu na Wembley. Od sezonu 1997-98 Barcelona nie przegrała w Champions League 0-4. Wtedy poległa z Dynamem Kijów i odpadła z rozgrywek. Katalończykom nigdy nie udało się odrobić straty czterech goli z pierwszego meczu. Pokonali co prawda 4-0 Milan w 1/8 finału obecnej edycji, ale z Bawarczykami powtórka wydaje się kompletnie nierealna. To nie jest rywalizacja dwóch równych drużyn.

Od 2009 roku, gdy Pep Guardiola stworzył Barcelonę od nowa, przegrała ona dwa półfinały Champions League z Interem (2010) i Chelsea (2012). Zawsze jednak rywal potrzebował do awansu sporo szczęścia. Bawarczycy pokazali, że dziś drużyna z Messim, Iniestą i Xavim przestała już być w europejskiej piłce najważniejszym punktem odniesienia. Raczej sama musi szukać zmian, by się w czołówce utrzymać. Zespół wciąż jest młody, z wczorajszego składu tylko Xavi i Valdes przekroczyli trzydziestkę, być może trzeba personalnych zmian, lub nawet reform w sposobie gry drużyny.

Bayern jest o krok od trzeciego finału Champions League w ostatnich czterech sezonach. Wygląda przy tym na drużynę kompletną, zdolną do odgrywania kluczowej roli w Europie przez najbliższe lata. Ktokolwiek zmierzy się z Bawarczykami w finale na Wembley (Real, lub Borussia) będzie stał na pozycji straconej. Zmierzch Barcelony na Allianz Arena nie byłby tak oczywisty, gdyby nie fenomenalna postawa Bayernu. Trudno sobie wyobrazić, co będzie poprawiał po Heynckesie Pep Guardiola.

Dyskutuj na blogu z Darkiem Wołowskim

Zobacz terminarz Ligi Mistrzów

Reklama

Reklama

Reklama