Reklama

Reklama

Bayern Monachium - Olympiakos Pireus 2-0, awans "Bawarczyków" do 1/8 finału

Bayern Monachium niemiłosiernie męczył się z Olympiakosem Pireus, ale od czego w takich sytuacjach jest Robert Lewandowski! Nasz supersnajper zdobył pierwszą bramkę, drugą pod koniec spotkania dołożył Ivan Periszić i "Bawarczycy" wygrali 2-0 w meczu grupy B Ligi Mistrzów, z kompletem punktów awansując do 1/8 finału. Dla Polaka był to już 59. gol w historii jego występów w LM, dzięki czemu umocnił się na piątym miejscu w klasyfikacji wszech czasów. Dodatkowo "Lewy" po golu ogłosił, że razem z żoną Anną spodziewają się drugiego dziecka.

Kliknij w zapis relacji na żywo z meczu Bayern - Olympiakos

Tu znajdziesz mobilny zapis relacji z meczu Bayern - Olympiakos

Bawarczycy po trzech seriach gier przewodzili w grupie B z kompletem dziewięciu punktów. Spora przewaga nad Tottenhamem Hotspur sprawiała, że w środę wystarczyło postawić kropkę nad "i", co też się stało. Monachijczykom do awansu mógł wystarczyć nawet remis (warunkiem zwycięstwo "Ostróg" nad Crvenę Zvezda Belgrad), ale wielu jednak spodziewało się ze strony Bayernu wygranej w starciu z najsłabszym zespołem grupy.

Reklama

Oczekiwania były spore mimo ostatniego tąpnięcia w Monachium, bowiem z zespołem pożegnał się trener Niko Kovacz. Dotychczasowy asystent Chorwata Hansi Flick tylko tymczasowo przejął stery, lecz musiał pomóc drużynie podźwignąć się po kompromitującej klęsce w lidze 1-5 we Frankfurcie z Eintrachtem.

W ofensywie ciężar zdobywania goli znów spoczywał na niezawodnym Lewandowskim. Gwiazdor Bayernu nie zawiódł, strzelił bramkę na wagę zwycięstwa i awansu, a na koncie w tej edycji Champions League ma już sześć bramek. Patrząc na skuteczność na wszystkich frontach, Polak w tym sezonie jest nie do zatrzymania.

Mecz w Monachium miał też inny polski akcent, bo sędzią spotkania był Paweł Raczkowski, a jego asystentami rodacy: Michał Obukowicz i Radosław Siejka, zaś czwartym arbitrem Krzysztof Jakubik. Do tego jednym z sędziów VAR był Tomasz Kwiatkowski.

W porównaniu do meczu z Eintrachtem, trener Flick dokonał trzech zmian w wyjściowym składzie. Na ławce posadził tego, który w bezmyślny sposób osłabił we Frankfurcie zespół czerwoną kartką, czyli Jerome'a Boatenga, a w pomocy wymienił Philippe'a Coutinha i Thiago Alcantarę. W ich miejsce na środek obrony posłał Javiego Martineza, a w drugiej linii zaufał od pierwszej minuty Leonowi Goretzce oraz Kingsleyowi Comanowi.

Bayern nie rozpoczął porywająco, ale zdecydowanie. Kilkoma podaniami, mimo dobrego przesuwania się formacji drużyny Olympiakosu, gospodarze raz za razem przedostawali się w okolice pola karnego rywala, a także wpadali w samą "16". Szybko w ostrej walce o piłkę upadł Thomas Mueller, ale nasz arbiter nie wskazał na jedenasty metr. Po chwili Leon Goretzka sprawdził bramkarza strzałem z dystansu, lecz Jose Sa wyciągnął się jak długi i lewą ręką sparował futbolówkę. Gwizdek naszego arbitra słusznie milczał również chwilę później, gdy Mueller, po podaniu Lewandowskiego, ponownie przewrócił się w polu karnym.

Piłkarze Olympiakosu czyhali na nieliczne okazje i pierwszej doczekali się w 16. minucie, gdy wielki błąd popełnił David Alaba, który zbyt lekko odgrywał do Manuela Neuera. Piłkę w polu karnym dostał Lazar Randelović i oddał kąśliwe uderzenie w kierunku dalszego słupka, lecz nieznacznie się pomylił.

Bayern sprawiał wrażenie pięściarza, który wraca na ring po ciężkim nokaucie. Niby miał sporą przewagę, atakował, ale wyglądał tak, jakby sam potrzebował przekonać się, czy ciężkie "deski" przypadkiem nie zostawiły trwałego śladu w psychice.

Na pierwszy celny strzał "Lewego" trzeba było czekać aż do 25 minuty, ale uderzenie głową zamykającego akcję Polaka nie sprawiło żadnych problemów golkiperowi z Pireusu. Nasz zawodnik nie mógł jednak włożyć całej siły w kierunkowy strzał, bo otrzymał piłkę, która odrzucała go ze światła bramki.

Kapitalną, najlepszą szansę Bayern stworzył sobie w 34. min, a dokładnie uczynił to Coman. Francuz przedryblował dwóch rywali z prawej strony pola karnego, wypracował sobie pozycję strzelecką i oddał bardzo dobre uderzenie. Jednak najwyższy kunszt pokazał Sa, który intuicyjną interwencją zagrodził piłce drogę do bramki. Kilkadziesiąt sekund później znów zapachniało golem, najpierw "Lewy" został wyrzucony ze światła bramki, po czym spod linii końcowej zdołał odegrać w środek "16" i do strzału doszedł Mueller. Tyle tylko, że strzał reprezentanta Niemiec lewą nogą był bardzo anemiczny, w efekcie czego Sa otrzymał praktycznie podanie.

Bayern miał nieustanną przewagę, ale w gruncie rzeczy nie stwarzał zbyt wiele naprawdę klarownych sytuacji. Szczęście mogło uśmiechnąć się do Bawarczyków w 45. minucie, gdy po centrze z kornera "Lewy" dość przypadkowo przedłużył piłkę na głowę Benjamina Pavarda. Francuz instynktownie trącił piłkę, lecz ta trafiła jedynie w słupek.

Druga połowa rozpoczęła się w identyczny sposób, od ekspresowego przeniesienia gry na połowę Olympiakosu, a golem zapachniało po pięciu minutach. Z rzutu wolnego dobrze dośrodkował Joshua Kimmich, na bliższym słupku piłkę przedłużył głową Lewandowski i do strzału doszedł Goretzka, ale na wysokości zadania po raz wtóry stanął Sa.

Piłkarze Bayernu sprawiali wrażenie, jakby z gry nie czerpali żadnej przyjemności. A już błędy, popełniane przez Comana i Gnabry’ego, którzy dośrodkowywali tak, jakby celem samym w sobie było posłanie piłki w pole karne, przyprawiały o ból głowy. Efekt? Piłka raz za razem wpadała w ręce bramkarza z Pireusu.

Jednak od czego w takich sytuacjach mistrzowie Niemiec mają Lewandowskiego? Nasz supersnajper, w swoim stylu, otrzymując podanie po udanym dryblingu Comana, z wyczuciem dołożył prawą nogę i kierując piłkę przy bliższym słupku nie dał szans Sa. Gdy sędzia Raczkowski dostał potwierdzenie z wozu VAR, że nie było pozycji spalonej, wtedy "Lewy" przekazał wspaniałą nowiną, że córeczka Klara wkrótce będzie miała rodzeństwo.

Monachijczycy mogli pójść za ciosem, Gnabry posłał szybkie zagranie po ziemi w pole karne, ale Coman tylko w sobie znany sposób nie skierował piłki do pustej bramki.

Wynik spotkania w 89. min ustalił Ivan Periszić w swoim pierwszym kontakcie z piłką. Wprowadzony z ławki Chorwat nie miał problemów, by z kilku metrów trafić przy bliższym słupku. Wymowne było to, że żadnej z dwóch bramek gospodarze nie celebrowali w szczególny sposób, zapewne mając świadomość, że z tak dysponowanym rywalem podział punktów byłby po prostu wstydliwy.

AG

Bayern Monachium - Olympiakos Pireus 2-0 (0-0)

Bramki: 1-0 Robert Lewadndowski (69), 2-0 Ivan Periszić (89).

Sędzia: Paweł Raczkowski

Grupa B: wyniki, strzelcy, terminarz, tabela

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje