Reklama

Reklama

Bayern broni przewagi z Realem

"To najważniejszy mecz w moim życiu" - wyznaje Franck Ribery przed rewanżem z Realem. Czy Bayern będzie pierwszą drużyną, która zagra finał Champions League na swoim stadionie, czy też szansę na 10. trofeum wywalczy kolos z Madrytu?

Na taki dzień jak ten, czeka się czasem całe życie. Najkrócej czeka Jose Mourinho, który zaledwie dwa lata temu wygrał Ligę Mistrzów z Interem Mediolan. Portugalski szkoleniowiec jest jednak o krok od jeszcze wyższego wzlotu. Jeśli awansuje z Realem do finału na Allianz Arena, odniesie ostateczny triumf nad całą armią krytyków. Tu nie chodzi o jeden wygrany mecz, ale o toczącą się od lat debatę nad jego wizją futbolu. Wizją, która ma przeciwników nawet w Madrycie.

Wymarzony finał

Reklama

Gdyby do Chelsea, która już wywalczyła prawo gry w Monachium, dołączył Real, byłby to dla Mourinha finał wymarzony. Wiele razy deklarował dozgonną miłość dla "The Blues", jeszcze wczoraj życzył im szczęścia na Camp Nou i szczęście Chelsea nie opuściło. Na ławce trenerskiej siedział Roberto di Matteo, ale wszyscy wiedzą, że to Mourinho definiował styl tego zespołu.

Co mogłoby być dla Portugalczyka bardziej satysfakcjonującego, niż wygrać trzeci raz Champions League z trzecim klubem? Już za kilka dni będzie pierwszym szkoleniowcem z tytułami mistrzowskimi w trzech czołowych ligach Europy (angielskiej, włoskiej i hiszpańskiej). Zwolennicy Pepa Guardioli musieliby z pokorą zwiesić głowy. Mourinho zostałby solistą na firmamencie futbolowym.

Znacznie dłużej niż portugalski trener na sukces czeka Real Madryt. Do chwili zatrudnienia go przed dwoma laty, "Królewscy" padali sześć razy w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Ostatni raz zdobyli trofeum 10 lat temu, z tamtej galaktycznej drużyny przetrwał tylko Iker Casillas, w zwycięskim starciu na Hampden Park z Bayerem Leverkusen zaledwie rezerwowy.

Na swój drugi triumf w Champions League wyczekuje także najdroższy piłkarz świata. Cristiano Ronaldo ma wręcz niepowtarzalną szansę na odebranie "Złotej Piłki" Lionelowi Messiemu. Laureat z ostatnich trzech lat, swoją szansę przekreślił. Miejsce na szczycie jest wolne, wystarczy wyciągnąć rękę. Tak jak po miejsce na szczycie opuszczone przez Barcelonę.

Być może jednak awans do monachijskiego finału najważniejszy jest dla Florentina Pereza. Nikt nie wpakował w futbolowy biznes tylu pieniędzy, co prezes Realu. Od dekady bije się o powrót na szczyt, nigdy nie był tak blisko. Dla Mourinha zrobił wszystko, dziś czeka na najcenniejszy efekt pracy Portugalczyka.

Mecz życia

Tak samo wielką motywację ma jednak rywal z Monachium. Franck Ribery mówi, że to dla niego mecz życia. Arjen Robben wraca na Santiago Bernabeu, gdzie kiedyś mocno podrażniono jego ambicję. Bójka genialnych skrzydłowych kolosa z Bawarii w przerwie pierwszego meczu na Allianz Arena jest dowodem, jakie emocje wchodzą w grę. Bayern ma szansę być pierwszym klubem, który zagra finał Champions League na swoim stadionie.

Napięcie sięga zenitu. Na trybunach Santiago Bernabeu pojawi się dziś ogromna mozaika z wizerunkiem Juanito, legendarnego gracza "Królewskich" utożsamianego z niezłomną wiarą w zwycięstwo. Cristiano Ronaldo ogłosił, że oczekuje od kibiców, iż to oni zdobędą pierwszą bramkę dla Realu. Mourinho działa jednak na zimno. W swoich wystąpieniach próbował zapanować nad emocjami piłkarzy uświadamiając im, że do awansu nie trzeba cudów. Chce by prawo gry na Allianz Arena wywalczyli głową a nie sercem.

Trener Realu miał też przesłanie dla rywali Bayernu. "Oni wiedzą, że aby zagrać w finale, muszą dziś zdobyć gole" - mówił. Czy uzyska spodziewany efekt? Najgorszą rzeczą dla Realu byłaby skrajnie defensywna gra monachijczyków. Gdyby goście, broniąc zwycięstwa 2-1 z Monachium, okopali się we własnym polu karnym, jak wczoraj Chelsea na Camp Nou, sprawiliby "Królewskim" poważny kłopot. Śmiercionośną bronią Realu jest gra z kontrataku. Cristiano Ronaldo i Angel di Maria uwielbiają wolne przestrzenie za plecami obrońców. Gdy ich nie ma pozostają strzały z dystansu.

Jupp Heynckes wie, że w ofensywie atuty jego drużyny są większe niż defensywne. Czy pozwoli się wciągnąć w zasadzkę? Jeśli Bayern zagra otwarty futbol, zwiększy szanse własne, ale także Realu. Dwa lata temu na Santiago Bernabeu Mourinho przechytrzył Louisa van Gaala. W finale Champions League to Bayern prowadził grę, ale gole zdobywał Inter.

Zobacz zestaw par półfinałowych Ligi Mistrzów

Real od rana do nocy! Bądź na bieżąco i zaprenumeruj wszystkie informacje na jego temat!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje