Barcelona pobita na Camp Nou. "Lewy" zdjęty z murawy. Fatalna klątwa trwa
Barcelona przegrała 0:2 z Atletico Madryt w pierwszym meczu ćwierćfinału Champions League. Dramat mistrzów Hiszpanii zaczął się tuż przed przerwą. Czerwoną kartką ukarany został wówczas Pau Cubarsi, a po chwili fenomenalnym strzałem z rzutu wolnego wynik otworzył Julian Alvarez. Po zmianie stron decydujący cios zadał wprowadzony z ławki Alexander Sortloth. Robert Lewandowski znalazł się w wyjściowej jedenastce, ale na placu gry wytrwał tylko 45 minut. W rewanżu "Duma Katalonii" musi rozegrać mecz sezonu.

Diego Simeone meldował się na Camp Nou jako trener, który nigdy na tym obiekcie nie zaznał smaku triumfu. A przecież szkoleniowe stery Atletico dzierży już ponad 14 lat. Każda okazja wydawała się dobra na przełamanie takiej passy. A ta dzisiejsza - wręcz doskonała.
Większą rangę nadawano innym faktom. Argentyńczyk mierzył się w Lidze Mistrzów z Barceloną dwukrotnie i za każdym razem wyrzucał ją za burtę właśnie w fazie ćwierćfinałowej. Taka sytuacja miała miejsce w latach 2014 i 2016. Po cichu mówiono o klątwie.
Lewandowski zatrzymany, Barcelona też. Sabotaż Cubarsiego pierwszym aktem zagłady
Do ostatniej konfrontacji hiszpańskich gigantów doszło w miniony weekend. Starcie w Madrycie zakończyło się wygraną "Blaugrany" 2:1. Decydującą bramkę zdobył Robert Lewandowski, wpuszczony na murawę na ostatnie kilkanaście minut. Piłkę do siatki skierował szczęśliwie barkiem.
Tym razem - zgodnie z prognozami - Polak znalazł się w wyjściowej jedenastce. Obok niego ustawieni zostali Lamine Yamal i Marcus Rashford (gol w sobotniej potyczce). A tuż za plecami - Dani Olmo. Ten kwartet miał okazać się nie do zatrzymania.
Już po czterech minutach Rashford miał na koncie dwa celne strzały. Za każdym razem gości od utraty gola ratował Juan Musso. Argentyński golkiper godnie zastępuje Jana Oblaka, który po kontuzji nie doszedł jeszcze do pełni sił.
W 18. minucie piłka znalazła się wprawdzie w bramce Atletico po kolejnym uderzeniu Anglika, ale arbiter słusznie gola nie uznał. Wcześniej na ofsajdzie znajdował się Yamal.
"Los Colchoneros" nie ograniczali się do destrukcji. Długimi fragmentami prowadzili otwartą grę. A najwięcej problemów defensorom gospodarzy sprawiał Julian Alvarez.
I to on wpisał się na listę strzelców krótko przed przerwą. Zanim podszedł do wykonania rzutu wolnego, z boiska z czerwoną kartką wyleciał Pau Cubarsi. To kara za sfaulowanie wychodzącego na czystą pozycję Giuliano Simeone.
A potem było już tylko cudowne uderzenie Alvareza. Przymierzył nad murem idealnie. Wyciągnięty jak struna Joan Garcia nie miał prawa tego strzału zatrzymać.
Na drugą połowę Lewandowski już nie wyszedł. Zaliczył występ bez historii. Przez trzy kwadranse nie zrobił nic, by pomóc drużynie przełamać klątwę Atletico.
Po zmianie stron wydawało się, że Barcelona pewnie zmierza po wyrównującą bramkę. Cały czas świetne wrażenie robił Rashford. Najpierw trafił w boczną siatkę, potem znakomicie uderzył z rzutu wolnego pod poprzeczkę, ale jeszcze raz na wysokości zadania stanął Musso.
Po godzinie gry na murawie pojawił się Alexander Sorloth. Potrzebował dokładnie 10 minut, by zadać mistrzom Hiszpanii drugi, nokautujący cios. Po centrze z bocznego sektora ubiegł tuż przed polem bramkowym Gerarda Martina i strzałem bez przyjęcia wpakował piłkę do siatki. 0:2!
Ekipa Hansiego Flicka już się nie podniosła. Dwubramkowa strata na obiekcie zdeterminowanego rywala może się okazać nie do odrobienia. Rewanż już w najbliższy wtorek.














