Reklama

Reklama

Barcelona może im zazdrościć. Wielki sukces zadłużonego Lille

Z piekła do nieba. Lille niespodziewanie awansowało do fazy pucharowej Ligi Mistrzów i sprawiło jedną z większych sensacji w pierwszej części rozgrywek, równie wielką jak ogranie w poprzednim sezonie Paris Saint-Germain w Ligue 1. Ten sukces znacząco podratuje sytuacje zadłużonego po uszy klubu.

Barcelona może pozazdrościć Lille. Oba kluby przeżywają ogromne problemy finansowe. W planach odbudowy finansowej w Barcelonie zakładano awans co najmniej do 1/8 finału Ligi Mistrzów. To było również marzenie szefów Lille. Im się udało, Katalończycy zagrają tylko w Lidze Europy. Stracą, bo nie zarobią co najmniej 20 milionów euro. Lille, przynajmniej na pewien czas, złapie oddech.

Lille na krawędzi bankructwa

Lille stoi na krawędzi od kilku lat. W 2018 roku "Dogues", czyli "Psy", cudem uniknęli spadku. Uratował ich wtedy nowy trener Christophe Galtier, który w tym roku doprowadził klub do mistrzostwa.

Reklama

Przed kolejnym sezonem 2018/19 Lille zostało zdegradowane przez finansowego żandarma ligi, czyli Komisję Nadzoru Finansowego, ale po odwołaniu przywrócono klub do rozgrywek Ligue 1. Kolejne raporty finansowe zmuszały jednak Komisję do kolejnych kar: zakazu transferów, grzywny za nieprawidłowe informacje o budżecie.

W tym roku, mimo zdobytego latem mistrzostwa kraju, Lille ma 160 milionów euro długu. We wrześniu w klubowej kasie było tylko dziewięć milionów euro przeznaczonych na bieżącą działalność. Dyrektor klubu Olivier Letang uznał sytuację za alarmującą.

Plus 200 milionów euro z transferów. Ale gdzie są te pieniądze?

Zgliszcza w Lille pozostawił po sobie poprzedni właściciel, luksemburski-hiszpański biznesmen Gerard Lopez. To on zbudował obecną sportową potęgę klubu, ale ogromnym kosztem. Jego model działania opierał się na skupywaniu zdolnych piłkarzy, a potem ich sprzedaży. Wysokie kontrakty zawodników i trenerów (jednym z nich był Marcelo Bielsa) tylko generowały długi.

Teoretycznie metoda kupna i sprzedaży przynosiła Lille zyski. Przez cztery ostatnie sezony mistrzowie Francji mają dodatni bilans transferowy, wynoszący 200 milionów euro.

Zobacz TOP 5 bramek i interwencji z Ligi Mistrzów - sprawdź teraz!

Przeprowadzono kilka znakomitych transferów. Kupiony za 23 miliony euro z Charleroi Victor Osimhen został sprzedany za blisko 80 milionów euro do Napoli. Nicolasa Pepe, który wcześniej grał w Angers, sprowadzono za 18 milionów euro, a sprzedano do Arsenalu Londyn za 80 milionów euro. W tym roku transferowym hitem sprzedaży w Lille okazał się Mike Maignan, niechciany za młodu w PSG i oddany do Lille za około milion euro. "Dogues" wzięli za niego 14 milionów euro.

Jest i druga strona medalu. To są tylko kwoty oficjalne. Nie uwzględniają procentu dla agentów i innych operacji finansowych. Transfer Osimhena został wzięty pod lupę przez włoską prokuraturę. Już wiadomo, że z deklarowanych 80 milionów euro Lille mogło zarobić 68 milionów. Wciąż dużo, ale jednak 12 milionów mniej.

Pozbawili PSG mistrzostwa, a teraz wyeliminowali Sevillę

Mimo tych kłopotów finansowych Lille udało się utrzymać wysoki poziom sportowy.  Od 2019 roku to topowy zespół francuski. W tym roku sprawiło jedną z większych sensacji w Europie - wygrało Ligue 1 z miliarderami z Paryża, a właściwie z Kataru.

Te sukcesy zawdzięcza ówczesnemu trenerowi Chrisophowi Galtierowi, ale też sztabowi skautów, którzy potrafili stworzyć mocny zespół zdolny rywalizować z PSG.

Dziś okazuje się, że mimo wyprzedaży co roku najlepszych zawodników, Lille potrafi walczyć w Europie. To prawda, mieli jedną z najłatwiejszych grup, ale mimo wszystko to wielka niespodzianka, że dalej w Lidze Mistrzów grają oni, a nie Sevilla czy Wolfsburg.

Najbardziej wartościowym piłkarzem Lille jest dziś Renato Sanches, któremu nie udało się w Bayernie, a - jeśli jest zdrowy - we Francji czuje się znakomicie. To wciąż młody zawodnik, ma 24 lata i pewnie długo w Lille nie zostanie. Podobnie jak Jonathan Davis. Kanadyjczyk potrzebował trochę czasu, aby zadomowić się w klubie (przyszedł w 2020 roku z Gent), ale pokazał swoje zdolności w drugiej połowie poprzedniego mistrzowskiego sezonu. Nie zwalnia tempa. W Ligue 1 zdobył w tym sezonie 11 goli, a w Lidze Mistrzów trzy. Mistrzom Francji trudno będzie go zatrzymać.

Dla wszystkich we Francji zaskoczeniem jest jednak trener Jocelyn Gourvennec. Do tej pory nie odnosił spektakularnych sukcesów, kiedy go zatrudniano pojawiało się wiele głosów krytycznych. Awans do fazy pucharowej LM uznano za wielki sukces 49-letniego szkoleniowca.

Lille po raz drugi zagra w 1/8 finału LM. We Francji nie wiąże się z tym występem wielkich nadziei. Cała uwaga jest skupiona na PSG. Lille wykonało już swoje zadanie.

Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama