Reklama

Reklama

Barca gra z Bayernem tylko o honor?

O co gra dziś Barcelona w Champions League? O honor, czy o coś jeszcze? Niemiecki finał na Wembley wydaje się nieunikniony. Chyba, że Barca na początku strzeli dwa gole....

Barcelona - Bayern - zapraszamy na tekstową relację LIVE!

Reklama

Tu znajdziesz relację LIVE dla urządzeń mobilnych!

Przez ostatnie dni Tito Vilanova tłumaczył swoim piłkarzom, by nie myśleli o golach, które muszą wbić Bayernowi na Camp Nou, ale o tym, by grać od mistrzów Niemiec lepiej. Faktycznie, to, co się stało na Allianz Arena osiem dni temu musiało dotknąć Katalończyków do żywego. Pierwszy raz od lat zetknęli się z rywalem, który tak totalnie ich zdominował. Tiki taka wyglądała na oręż bezwartościowy wobec siły, witalności i efektywności Bawarczyków.
Klęska 0-4 to tylko konsekwencja postawy obu drużyn. Jeden z przyjaciół Pepa Guardioli ujawnił, iż były trener Barcy, a przyszły Bayernu dostrzegł klucz w różnicach motywacyjnych. Bawarczycy chcieli Barcelonę "połknąć", by udowodnić sobie i Europie, jak są silni. Bastian Schweinsteiger, czy Philipp Lahm przeżyli w ostatnim czasie tyle traum (dwa przegrane finały Champions League, porażki z kadrą w półfinałach mundialu i Euro 2012), że pragnęli rehabilitacji ze wszystkich sił. Ich pasją zaraził się nawet tak notoryczny leń i indywidualista jak Arjen Robben, który nigdy wcześniej nie wykonał na boisku tak tytanicznej roboty.

Gwiazdy przestały być głodne wygrywania?


Syte gwiazdy Barcy nie potrafiły dotrzymać im kroku. Cóż może wiedzieć o głodzie zwyciężania taki Gerard Pique, który zanim skończył 26 lat wygrał Ligę Mistrzów dwa razy, będąc też mistrzem świata i Europy. Związek z Shakirą wzmógł w nim tęsknotę za doznaniami pozaboiskowymi. Jaką można mieć motywację, jeśli w futbolowym CV jest już wszystko?
Pique stara się przekonać kibiców, że pali się w nim wciąż ten sam entuzjazm co w 2008 roku, gdy Pep Guardiola odkupywał go z Manchesteru United. Mówi, iż w dzisiejszym rewanżu z Bayernem wszyscy cules (tak się określa kibiców Barcy - przyp. red.) powinni być jak dzieci. "Nie ma lepszej okazji, by puścić wodzę fantazji" - tłumaczy pytany o szanse na awans do finału na Wembley.
4-0 z pierwszego meczu jest dla Bayernu na Camp Nou polisą na życie. W taki sposób opisał sytuację Ottmar Hitzfeld. "Bild" opublikował słowa Franza Beckenbauera przestrzegającego graczy z Bawarii przed brudnymi sztuczkami Barcelony. "Cesarz" się ich wypiera, Pique nie wierzy, że taki dżentelmen mógłby opowiadać podobne androny. Nikt nie ma jednak wątpliwości - po laniu w Bawarii rolę się zmieniają. To Barca wyjdzie na Camp Nou z zadrą w sercu chcąc udowodnić, że różnica między obydwoma drużynami nie jest przepaścią.

Mają ubezpieczenie na życie


Polisa na życie Barcelony nazywa się Leo Messi - totalnie wyłączony z gry na Allianz Arena. Gdyby Bayernowi udało się to także dziś na Camp Nou, sposób na Katalończyków mogliby opatentować. Dotąd z Barceloną nauczył radzić sobie Real Madryt, stosując kontrę i potrójne zasieki przed własną bramką. Tymczasem na Allianz Arena Bawarczycy ruszyli do przodu frontalnie, czy są zdolni powtórzyć to dziś w twierdzy Barcelony?
Być może Barca zrehabilituje się za wpadkę sprzed ośmiu dni? Tak jak wczoraj Real zrehabilitował się w jakimś stopniu za klęskę w Dortmundzie. Wrażenia artystyczne są ważne, szczególnie dla fanów Barcelony broniącej swojego stylu jak niepodległości. Czym innym jest zwycięstwo, czym innym odrobienie czterech goli. Bayern w obecnej formie to nie Milan.

Od meczu w Monachium kadrowe kłopoty Vilanovy nie zmalały. Nie wyleczył się ani Carles Puyol, ani Javier Mascherano, tymczasem niezdolni do gry są dziś jeszcze Eric Abidal, a przede wszystkim Sergio Busquets. Dzięki temu szansę dostanie Alex Song, jeśli nie zda egzaminu, zapewne latem odejdzie z klubu. Przez osiem miesięcy nie nawiązał porozumienia z Xavim i Iniestą, wychodził na boisko tylko wtedy, gdy Busquets musiał odpocząć.

Największe dziury w tyłach


W dodatku obrona Barcy osłabiona jest karą Jordiego Alby. Pique będzie miał więc masę okazji, by zademonstrować jak jest zmotywowany. Defensywa Tito Vilanovy rozleciała się w drobny mak, kłopoty Katalończyków najjaskrawiej widać właśnie w tyłach. Wysoki pressing nie działa, rywale regularnie zagrażają Victorowi Valdesowi. To co wypracuje w ataku Messi, często zaprzepaszczane jest grze obronnej, tak jak w ostatnim meczu z Athletic w Bilbao.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Barcelona nie gra dziś o awans, ale raczej o zachowanie twarzy. Chyba, że jak w starciu z Milanem Messi szybko wymyśli coś magicznego. Plany mogą wtedy ulec modyfikacji. Na razie Barca musi udowodnić sobie i innym, że choć przestała być drużyną ponad wszystkie, wciąż potrafi się utrzymać wśród potentatów.

Szósty z rzędu awans do półfinału Ligi Mistrzów to powód do satysfakcji. Od 1992 roku nikt nie wygrywał Pucharu Europy częściej niż Katalończycy. Wszystko to jednak tylko historia. Czy Barca potrafi dopisać do niej kolejny rozdział? Czy przestraszy Bayern, choćby tak jak Arsenal w 1/8 finału? To są pytania na dzisiaj. Prasa w Barcelonie chwyta się brzytwy, jeden z felietonistów "Sportu" wymyślił, że dodatkowym bodźcem dla graczy Vilanovy jest porażka Realu z Borussią Dortmund.

Po meczu na Allianz Arena Xavi Hernandez i Javi Martinez ucięli sobie pogawędkę. Pierwszy zwymyślał drugiego podczas gry, potem nastąpiło pojednanie nauczyciela z uczniem. Lider Barcelony i reprezentacji Hiszpanii przyznał, że w obecnej formie Bayern jest raczej nie do zatrzymania. Chodziło mu o rewanż na Camp Nou, czy już niemiecki finał na Wembley?

Autor: Dariusz Wołowski

Zapraszamy do dyskusji na blogu autora

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje