Reklama

Reklama

25 lat Ligi Mistrzów. Niezapomniane chwile

Przed nami 25. sezon elitarnej Ligi Mistrzów UEFA. Kibice na całym świecie po raz kolejny zasiądą przed telewizorami, aby delektować się najlepszymi rozgrywkami piłkarskimi na świecie. Przypominamy 10 najbardziej niezapomnianych momentów.

Liga Mistrzów - sprawdź terminarz!

Od momentu powstania Ligi Mistrzów, która zastąpiła Puchar Europy w 1992 roku minęły 24 lata. Dzisiaj rozpocznie się 25. sezon najlepszych rozgrywek piłkarskich na świecie. Z tej okazji wybraliśmy dziesięć najbardziej niezapomnianych momentów. Nie zabrakło polskich akcentów.

Zdewastowana bramka

Półfinał sezonu 1997/1998 przyniósł pojedynek Realu Madryt i Borussii Dortmund. Kiedy do rozpoczęcia spotkania na Estadio Santiago Bernabeu zostały minuty, kibice z grupy "Ultra Sur" wdarli się na murek i zdewastowali... jedną z bramek, która była do niego przymocowana. Przedstawiciele Realu, ale i oficjele UEFA nie mieli pojęcia, co z tym zrobić.

Reklama

Ostatecznie mecz opóźnił się o prawie półtorej godziny, a bramkę przywieziono z centrum treningowego "Królewskich". Hiszpańska prasa, która wspomina tamto wydarzenie pisze o hańbie i wstydzie na całą Europę. Real wygrał 2-0, a na Bernabeu wyznaczono specjalne miejsce, gdzie przechowuje się "rezerwową" bramkę.

Finał Solskjaera

Manchester United w sezonie 1998/1999 triumfował w Lidze Mistrzów. Finał na Camp Nou przeszedł do historii jako jeden z najbardziej spektakularnych powrotów współczesnego futbolu. Prowadzenie Bawarczykom, już w 7. minucie dał Mario Basler. Przez kolejne 83 minuty nic nie wskazywało na to, że prowadzony przez Ottmara Hitzfelda Bayern straci Puchar Europy.

Wówczas nadszedł doliczony czas gry, w którym najpierw trafił Teddy Sheringham, a następnie Ole Gunnar Solskjaer. Norweg, który zameldował się na boisku w 81. minucie, otrzymał po meczu łatkę doskonałego jokera, którego wspomina się przy każdej podobnej sytuacji.

Łzy Canizaresa i klasa Kahna

Zasłużony triumf w najbardziej prestiżowych rozgrywkach na świecie przypadł Bayernowi dwa lata później - w 2001 roku. Finałowym rywalem monachijczyków była Valencia, która w regulaminowym czasie gry i dogrywce ugrała remis z faworyzowanymi Niemcami. Na San Siro w Mediolanie zasłużono konkurs rzutów karnych.

Bayern zaczął fatalnie, bo pomylił się Paulo Sergio. Potem błyszczeli bramkarze - Oliver Kahn obronił trzy jedenastki, zaś Santiago Canizares jedną. Hiszpan nie potrafił powstrzymać po meczu łez, a Niemiec, zamiast cieszyć się ze swoim zespołem, podszedł do kolegi po fachu i starał się pocieszyć. Klasa sama w sobie!

Deportivo awansuje po porażce 1-4

Deportivo La Coruna wzorem Manchesteru United również pokazało jak należy odrabiać starty. Klub z Galicji zaprezentował jednak sztukę odwracania losów rywalizacji w dwumeczu ćwierćfinałowym z Milanem w sezonie 2003/2004. "El Depor" przegrało 1-4 w pierwszym spotkaniu w Mediolanie i rewanż na El Riazor wydawał się być formalnością.

Nie minęło 5 minut, a Walter Pandiani otworzył wynik meczu. Już przed przerwą, Deportivo prowadziło 3-0 i miało awans w kieszeni. Prowadzony przez Carlo Ancelottiego Milan, który bronił tytułu, potrzebował zaledwie gola, aby awansować do półfinału. "Rossoneri" odkryli się i na kwadrans przed końcem stracili czwartego gola, którym Hiszpanie przypieczętowali awans do najlepszej czwórki.

Racowisko podczas derbów Mediolanu

Rok później, również na etapie ćwierćfinału AC Milan spotkał się z Interem Mediolan. Spotkanie tych dwóch zespołów zawsze wywołuje wyższą temperaturę u kibiców i piłkarzy, ale dwumecz w Champions League na zawsze trafił do historii. "Rossoneri" wygrali pierwszy mecz 2-0 i w drugim objęli prowadzenie w 30. minucie.

Fani "Nerazzurrich" w drugiej połowie wywołali zamieszki na trybunach, a w kierunku boiska poleciały race. Sędzia Markus Merk przerwał mecz i piłkarze skupili się na środku boiska. Pech chciał, że nie wszyscy, bo brazylijski bramkarz Dida odrzucał resztki rac z własnego pola karnego i sam oberwał jedną z nich. UEFA przyznała Milanowi zasłużony walkower.

Z 0-3 na 3-3 i "Dudek Dance"

"Dudek Dance" to nie tylko historia polskiej, ale i, a może przede wszystkim europejskiej piłki. Zanim jednak do tego doszło, Liverpoolu sprawił świat w osłupienie, odrabiając 0-3 do przerwy i przedłużając mecz na Atatuerk Stadium w Stambule z Milanem. Polski bramkarz wsławił się szczególnie interwencją w sytuacji sam na sam, kiedy zatrzymał Andrija Szewczenkę.

Ukrainiec, jak i kilku jego kolegów nie sprostali Jerzemu Dudkowi także w decydującej serii rzutów karnych. Liverpool pod wodzą Rafy Beniteza mógł się cieszyć ze zdobycia Pucharu Europy.

Przedwczesna radość

Ostatnia dekada też przyniosła kilka niezapomnianych momentów. Jednym z nich, jest rzut karny z półfinału Villarreal - Arsenal Londyn. "Kanonierzy" wygrali u siebie 1-0 i w rewanżu wystarczył im bezbramkowy remis, który utrzymywał się do 88. minuty. Wówczas Gael Clichy faulował we własnym polu karnym Jose Mariego i sędzia Valentin Iwanow wskazał na "wapno".

Do piłki podszedł lider "Żółtej Łodzi Podwodnej" - Juan Roman Riquelme. Kibice i działacze Villarrealu już zaczęli się cieszyć, nie spodziewając się, że Argentyńczyk może zmarnować szansę. Riquelme uderzył jednak lekko i czytelnie, a Jens Lehmann odbił piłkę do boku, wprowadzając "The Gunners" do finału Ligi Mistrzów.

Iniesta na Stamford Bridge

Równie ciekawa była końcówka rewanżowego półfinału z sezonu 2008/2009, kiedy na Stamford Bridge w Londynie Barcelona zmierzyła się z Chelsea. Na Camp Nou był remis 0-0, a u siebie "The Blues" szybko objęli prowadzenie. Kiedy wydawało się, że Chelsea awansuje do finału, w ostatniej minucie doliczonego czasy gry, piłka trafiła do Andresa Iniesty, który strzałem w samo okienko bramki zaskoczył Petra Czecha.

Radość Hiszpana przeszła do historii, ale nie tylko ten obraz zapisał się w pamięci kibiców. Równie ciekawym obrazkiem z tamtej rywalizacji jest moment, kiedy Michael Ballack biegnie za norweskim arbitrem Tomem Henningiem Ovrebo i próbuje wymusić na nim decyzję na korzyść londyńskiego klubu. Angielska prasa nie zostawiła suchej nitki na rozjemcy, który zdaniem dziennikarzy z Wysp sprzyjał Katalończykom.

Poker "Lewego"

"El poker de Lewandowski" - tak o wyczynie Polaka w półfinale Ligi Mistrzów w sezonie 2012/2013 pisała madrycka "Marca". Właśnie tak w Hiszpanii nazywa się sytuację, w której zawodnik strzela aż cztery bramki w jednym meczu. "Lewemu" ta sztuka udała się na Signal Iduna Park w Dortmundzie, a BVB wygrało 4-1. Real w rewanżu wygrał 2-0, ale to było za mało i to dortmundczycy awansowali do finału.

Jeśli wierzyć plotkom, to właśnie ten mecze sprawił, że prezydent "Królewskich" Florentino Perez zachwycił się Robertem Lewandowskim i chciał sprowadzić Polaka na Estadio Santiago Bernabeu.

"La Decima"

Na jubileuszowy, dziesiąty Puchar Europy, "Królewscy" czekali jedenaście lat. Zatrudniali trenerów, największe gwiazdy, a happy end przyszedł w 2014 roku na Estadio da Luz w Lizbonie. Dodatkowego smaczku triumfowi dodał fakt, że finałowym rywalem zespołu Carlo Ancelottiego było Atletico Madryt.

"La Decimy" nie byłoby jednak, gdyby nie głowa Sergio Ramosa. To właśnie Hiszpan w doliczonym czasie gry wyrównał i doprowadził do dogrywki, po której "Królewscy" wygrali aż 4-1.

Autor: Kamil Kania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy