20 minut i koniec. Hit Ligi Mistrzów rozstrzygnięty. Oto co zrobił Real
Manchester City pragnął zrobić to, czego dosłownie chwilę wcześniej dokonał Sporting na własnym stadionie. Drużyna Pepa Guardioli musiała odrobić trzybramkową stratę z pierwszego starcia. I o ile Portugalczykom ta sztuka się udała, tak w meczu Anglików z Realem Madryt już po pierwszej połowie nic nie wskazywało na to, że remontada jest realna. Ostatecznie to Hiszpanie wygrali 2:1.

Fantastyczne Bodo/Glimt ograło u siebie Sporting CD 3:0. W Lizbonie gospodarze mieli ponoć kilkanaście procent szans na odwrócenie losów dwumeczu i awans. I to wystarczyło aby zameldować się w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
Tego samego chciał Manchester City. Tydzień temu "Obywatele" polegli na Santiago Bernabeu 0:3 po hat-tricku Federico Valverde. Na City of Manchester Stadium marzyła im się remontada.
Nici z remontady. Czerwona kartka ustawiła rewanż w Manchesterze
Równo od godz. 21:00 zespół Pepa Guardioli zaczął atakować. Już po kilku minutach spokojnie mógł mieć na koncie dwie bramki. Niezłym uderzeniem popisał się Rayan Cherki, jednak piłka odbiła się od słupka. Chwilę później Francuz strzelił w środek, wprost w Thibauta Courtois.
Tak czy inaczej gospodarze tworzyli multum sytuacji, tak jak zapowiadał Guardiola. I kiedy wydawało się, że czeka nas pasjonujące i do samego końca emocjonujące widowisko, w 20. minucie z boiska wyleciał Bernardo Silva. Portugalczyk zagrał piłkę ręką, wybijając ją tuż sprzed linii bramkowej po próbie Viniciusa. Początkowo arbiter nie podyktował rzutu karnego, jednak po obejrzeniu całej sytuacji na monitorze VAR błyskawicznie zmienił decyzję.
Na wapnie futbolówkę ustawił Vnicius, który w pierwszym starciu skapitulował z jedenastu metrów. Tym razem pokonał Gianluigiego Donnarummę. W ten sposób Real wyszedł na prowadzenie 1:0 i 4:0 w dwumeczu. Przed udaniem się na przerwę do wyrównania doprowadził Erling Haaland, jednak gospodarzom bardzo trudno grało się w dziesiątkę. Mało kto przypuszczał, że będą w stanie dołożyć jeszcze trzy trafienia, aby doprowadzić do dogrywki.
W drugiej połowie piłkarze City próbowali, nie można odmówić im ducha walki. Na wszystko emocjonalnie - jak zwykle - reagował Pep Guardiola. Zespół z Madrytu bronił tego, co miał, postawił na głęboką defensywę. "Obywatele" natomiast postawili wszystko na jedną kartę, niemal całkowicie porzucili obronę, narażając się na kontry. Dziwić może fakt, że z boiska zdjęty został Haaland, a na plac gry wcześniej weszli Nathan Ake i Marc Guehi.
Wbrew pozorom momentami wydawało się, jakby to goście grali w osłabieniu. Manchester próbował tłamsić "Królewskich" na ich połowie. Bywał bliski drugiego trafienia, jednak Real raczej kontrolował zapędy rywali. Bajeczną techniką brylował Cherki, po jego świetnym dośrodkowaniu z główki trafił Rayan Ait-Nouri, jednak liniowy od razu odgwizdał spalonego. W międzyczasie na murawie pojawił się Kylian Mbappe.
W samej końcówce Vinicius dołożył drugiego gola. To Real Madryt po wygranej 2:1 (5:1 w dwumeczu) zameldował się w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.














