Zawrzało w Hiszpanii przed meczem Lecha. Jest ciąg dalszy, jednak przeprosiny
Sporą popularnością cieszył się czwartkowy mecz Lecha Poznań w ramach Ligi Konferencji. Aktualni mistrzowie Polski wybrali się do Madrytu, by tam zmierzyć się z Rayo Vallecano. Mnóstwo ciekawych rzeczy działo się nie tylko na boisku. Między klubami zawrzało jeszcze przed meczem, ze względu na aktywność przedstawiciela PKO BP Ekstraklasy w mediach społecznościowych. Hiszpanie byli oburzeni, finalnie nie obyło się bez przeprosin. Poinformował o tym Maciej Sypuła, czyli człowiek odpowiedzialny za telewizję "Kolejorza".

W czwartkowy wieczór w jednym z najpopularniejszych miast świata kibice zobaczyli łącznie pięć bramek. Mistrzowie naszego kraju byli już blisko historycznego zwycięstwa, ponieważ znajdowali się na dwubramkowym prowadzeniu, lecz zagrali katastrofalną końcówkę i do Wielkopolski wrócili bez choćby jednego punktu. Przegrana nie była jedynym zmartwieniem utytułowanego ośrodka. Nieoczekiwanie "Kolejorz" stał się bohaterem wielu artykułów na Półwyspie Iberyjskim. Powód? Kilkuminutowy filmik przedstawiający warunki jakie zastali na miejscu.
Hiszpanom bardzo nie spodobały się słowa, które usłyszeli we wspomnianym materiale. Do tego stopnia, że zareagowały władze Rayo Vallecano. "To podłe i nie do zaakceptowania. W tych szatniach przebierali się Cristiano Ronaldo i Lionel Messi i żaden z nich nie miał zastrzeżeń. Żaden zawodnik Lecha Poznań nie dorównuje im pod względem sportowym. To nie jest luksusowa szatnia, ale jest godna" - przyznał, o czym więcej piszemy TUTAJ.
Koniec zamieszania po filmie Lecha. Pojawił się komunikat
Jeszcze w piątek głos w sprawie zabrał Maciej Sypuła, pracownik telewizji klubowej Lecha. "Chciałbym tym jednym postem ustosunkować się do tematu wiadomego wideo. Moim zamiarem nigdy nie było wyśmianie lub obrażenie naszych rywali. Podczas naszych wejść na żywo ze stadionu wiele razy podkreślałem, że naprawdę mi się on podoba, bo chociaż jest wiekowy, to ma charakter i piłkarską duszę, a atmosfera podczas wczorajszego spotkania to potwierdziła" - napisał na wstępie.
"W nagraniu chciałem pokazać specyfikę miejsca, tak jak robimy to na każdym odwiedzanym stadionie, bo każdy ma swoje charakterystyczne i wyjątkowe elementy. Niestety, przyjąłem zdecydowanie zbyt swobodną i żartobliwą formę nagrania, i wiem, że to był błąd, który nie powinien się wydarzyć. Przeprosiłem za to osobiście wczoraj przed meczem przedstawicieli Rayo Vallecano i przeprosiny zostały przyjęte" - dodał w dalszej części obszernego wpisu.
Wygląda na to, że w ten sposób zakończyło się nikomu niepotrzebne zamieszanie związane z listopadowymi wydarzeniami w Madrycie. Pomimo, że wideo wciąż zdobywa tysiące nowych wyświetleń, oba kluby między sobą wyjaśniły nieporozumienie.












