Damian Gołąb, Interia Sport: Jesteś kojarzony z siatkówką, ale teraz czeka cię zadanie związane z piłką nożną. Traktujesz komentowanie meczów Rakowa Częstochowa w europejskich pucharach jako wyzwanie?
Marek Magiera, komentator Polsatu Sport: Może nie wszyscy wiedzą, ale ja się wychowałem w Rakowie. Razem z bratem Jackiem stawialiśmy tam pierwsze sportowe kroki - dawno temu, minęło grubo ponad 40 lat. Nie ukrywam, że utożsamiam się z tym klubem na wszelkich możliwych poziomach emocjonalnych. Mój tata był kierownikiem drużyny za czasów pierwszej gry Rakowa w Ekstraklasie, to były lata 90. My marzyliśmy o pięknych sportowych karierach. Jackowi się udało, mi też, ale w trochę innym kierunku. On był trochę lepszy, a ja nie zamierzałem się kopać w czoło, poszedłem inną drogą.
Wszyscy kojarzą mnie z siatkówką, bo zajmuję się nią zawodowo od 30 lat, a od 20 lat komentuję mecze w Polsacie Sport. Natomiast piłka nożna absolutnie nie jest mi obca. Nie mogę się tego wyzwania doczekać i traktuję to jako swego rodzaju prezent od pana dyrektora Mariana Kmity na 25-lecie istnienia naszej stacji. Swego czasu powiedziałem mu, że o niczym innym nie marzę, jak o tym, by kiedyś skomentować mecz Rakowa w Polsacie Sport, haha.
I w końcu jest ku temu okazja.
- Doczekaliśmy takich czasów i teraz się śmieję, że warto było czekać. W dodatku na poziomie europejskich pucharów. O tych pucharach przed laty marzyliśmy. Pamiętam pierwszy sezon, wtedy funkcjonował Puchar Intertoto. I zabrakło jednego czy dwóch punktów, by Raków się do niego zakwalifikował. Wtedy z chłopakami mieliśmy po kilkanaście lat i kręciliśmy głowami, że chyba drugiej takiej szansy już nie będzie. A tu proszę, Raków otarł się o prawdziwą Champions League, grał w fazie grupowej Ligi Europy, teraz zagra w Lidze Konferencji. Bardzo się z tego cieszę. W Rakowie przeżyłem różne chwile - jako chłopak, który próbował grać w piłkę, jako zawodnik na różnych poziomach rozgrywkowych, do trzeciej ligi włącznie.
Polski klub naciska na UEFA, możliwa zmiana. Pierwszy taki przypadek
Liga Konferencji. Marek Magiera skomentuje mecze Rakowa Częstochowa. "Czuję ekscytację"
Można chyba powiedzieć, że przeszedłeś z Rakowem wszystkie koleje losu? Byłeś przecież nawet działaczem.
- Byłem w takiej "grupie rekonstrukcyjnej", której udało się ponad 20 lat temu uratować ten klub, by nie zniknął z mapy Polski. A niestety takie zagrożenie było. Oczywiście udało się temu zaradzić przy wsparciu grupy znajomych i przede wszystkim kibiców, którzy odegrali kluczową rolę. Cieszę się, że pamiętają o tym wydarzeniu i o tym, że jakąś cząsteczkę siebie temu klubowi oddałem. Kiedy klub obchodził stulecie, z tej okazji dostałem od kibiców Rakowa medal. I bardzo sobie cenię to wyróżnienie. Nie ma chyba lepszej grupy społecznej w sporcie, niż kibice, którzy potrafią takie rzeczy docenić.
Skoro Raków jest obecny przez całe twoje życie, spodziewasz się, że przy komentowaniu meczów tej drużyny emocje będą trochę inne niż zazwyczaj? I to mimo że komentujesz przecież spotkania siatkarskiej reprezentacji Polski.
- To przede wszystkim inna dyscyplina sportu. Nie jest mi obca, bo mecze Rakowa już komentowałem, kiedy zaczynałem swoją pracę reportersko-dziennikarską 30 lat temu w lokalnych rozgłośniach radiowych w Częstochowie. Jeździłem na mecze, komentowałem spotkania m.in. z udziałem mojego brata Jacka. Co do stopnia emocji, będę starał się jak najrzetelniej przedstawiać to, co będę widział. Moją rolą będzie prowadzenie tego komentarza, bo w Polsacie Sport znam się chyba najlepiej na Rakowie Częstochowa. Obok będę miał natomiast kogoś, kto się świetnie zna na piłce. I mam nadzieję, że uda nam się to fajnie połączyć, a odbiór dla kibiców będzie sympatyczny. Nie zamierzam absolutnie iść w kierunku żadnego szowinizmu.
Postaram się przekazać moje doświadczenia bez nadmiernych emocji. Nie ukrywam jednak, że chociaż komentuję mecze już długo, to stworzyło się teraz we mnie coś, co czułem dawno temu, kiedy zaczynałem pracę. Czuję ekscytację tym wszystkim. Mam nadzieję, że to pójdzie w pozytywną stronę i przełoży się na dobre rzeczy, a bariera emocjonalna nie zostanie złamana.
Z kim będziesz komentować pierwsze mecze?
- Z Marcinem Kalitą, który jest bardzo doświadczonym komentatorem. Jego obecność nie jest przypadkowa, bo Raków trafił na czeskie drużyny, a Marcin regularnie komentuje w Polsacie Sport ligę czeską. Doskonale zna Sigmę Ołomuniec i Spartę Praga, co pomoże widzom w odbiorze tego spotkania i jeszcze bardziej ubarwi widowisko. Moim atutem jest natomiast to, że doskonale znam się na Rakowie, i tu mnie nikt nie zaskoczy, haha. Może uda mi się też powiedzieć trochę o historii tego klubu. Szeroko pojętej publiczności Raków jest znany krótko. Ostatnie lata ma wspaniałe, mistrzostwo Polski, dwa Puchary Polski, regularna gra w europejskich pucharach. To teraz prawdziwa piłkarska korporacja.
Pamiętam natomiast ten klub środowiskowy, który skupiał ludzi związanych z Częstochową, z regionem. To będzie dobra okazja, by o tej historii poopowiadać. Niedawno rozmawiałem z Dawidem Krzętowskim, wiceprezesem klubu, z którym dawno temu grałem w piłkę, i wspominaliśmy czasy, gdy na mecze jeździliśmy do, uwaga: Sławkowa, Kromołowa, Kalet. A teraz była Kopenhaga, otarcie się o Champions League, wielkie marki ze Sportingiem na czele. Mam nadzieję, że będzie okazja, by historię tego klubu "sprzedać" - bo ona pokazuje, jaką Raków przeszedł drogę.
Nudne murowanie bramki w piłce nożnej? "W siatkówce to niemożliwe"
Czyli będzie też walor edukacyjny komentarza, pewnie przypomnisz kilka zasłużonych postaci?
- Pewnie tak, natomiast skupimy się na tym, co tu i teraz, bo to jest najważniejsze. Mam nadzieję, że odbiór będzie dobry. Jak mówiłem, dla mnie komentowanie meczu piłkarskiego nie będzie nowością. Teraz całe moje zawodowe życie zajmuje siatkówka, natomiast traktuję to wszystko jako formę fajnej odskoczni, sprawdzenia się, dużego wyzwania. Dla mnie to mega radocha.
Ale mecze piłkarskie w Polsacie Sport też już miałeś okazję komentować?
- Tak, w ramach eliminacji do jednego z dużych turniejów, mistrzostw świata albo Europy. Pierwszym meczem, jaki komentowałem, był Luksemburg - Francja, Francuzi wygrali na wyjeździe 3:1, bramki strzelili Kylian Mbappe i Olivier Giroud. Pamiętam też komentowanie meczu Niemcy - Kazachstan, wygrany przez Niemców 6:0. A ze spotkań dla koneserów Finlandia - Węgry. Remis 0:0, który utkwił mi w pamięci, bo w całym spotkaniu nikt nie oddał celnego strzału. "Robiłem" ten mecz sam, nie miałem u boku żadnego eksperta, który by mi pomógł, i to było ciekawe doświadczenie. Bo jakoś ten czas trzeba było wypełnić. Tutaj takich problemów nie będzie. Raków, emocje, fajny kolega obok - będziemy się świetnie uzupełniać. Jedyne, czego żałuję, to że te mecze nie będą rozgrywane w Częstochowie. Trzeba będzie jeździć do Sosnowca, ale to temat na zupełnie inną historię.
Wspomniałeś o remisie 0:0 dla koneserów. Tutaj jest chyba największa różnica w komentowaniu meczu piłkarskiego i siatkarskiego: w siatkówce zawsze coś się dzieje, każda akcja kończy się punktem. A w piłce nożnej może się zdarzyć 90 minut "kopania się po czole".
- Tak jest. Mam natomiast w rodzinie trenera, który nawet w bezbramkowym remisie coś dla siebie znajdzie. Wiem, że tacy ludzie są. Specyfika gry jest inna, w siatkówce każda akcja ma wpływ na końcowy wynik. Dlatego w tej dyscyplinie, w porównaniu do piłki nożnej, jest tak mało dużych sensacji. Pamiętamy Greków, którzy w 2004 r. wygrali z Otto Rehhagelem piłkarskie mistrzostwa Europy, strzelając w każdym spotkaniu turnieju po jednej bramce. Ale sobie nie dali strzelić i to był klucz do ich sukcesu. W siatkówce to jest niemożliwe. Przez to, że każda akcja jest punktowana, prawdopodobieństwo takich sensacji jest stosunkowo niewielkie.
Najbardziej sensacyjnym triumfatorem dużej imprezy była chyba Hiszpania z 2007 r., triumfator mistrzostw Europy siatkarzy.
- Wtedy Hiszpanię prowadził Andrea Anastasi, choć to i tak nie była taka sensacja, jak gdyby teraz mistrzostwa świata wygrał na przykład Katar. Każdy z Hiszpanów z tamtej reprezentacji grał wtedy w dobrym klubie, zebrali się razem, było ich sześciu czy siedmiu, ale to wystarczyło, by wygrać cały turniej. To była chyba jedna z większych niespodzianek.
FIVB ogłasza po mistrzostwach świata. Polska traci przewagę, wielki skok rewelacji turnieju
Raków Częstochowa przed szansą w Lidze Konferencji. "Wszystkie drużyny w zasięgu"
Czego się spodziewasz po występach Rakowa w Lidze Konferencji? Ostatnie sezony rozbudziły oczekiwania kibiców co do występów w europejskich pucharach, a ta jesień ma być historyczna, cztery polskie kluby zagrają w fazie grupowej Ligi Konferencji. Tymczasem Raków nie zaczął ligi najlepiej.
- Raków jest w trudnym dla siebie okresie, choć ma fajną grupę ludzi - mówię o piłkarzach - i bardzo dobrego trenera. Marka Papszuna uważam za fachowca z najwyższej półki i jestem przekonany, że opanuje sytuację. Ale na bazie doświadczeń i przykładzie Jacka, który prowadził różne drużyny, mam świadomość, że kiedy się wymienia kilku zawodników, trzeba czasu, by to wszystko zagrało. A Raków gra jednak bez Gustava Berggrena i Władysława Koczerhina - to trochę tak, jakby sobie wyrwać dwa zęby z przodu i szukać uzupełnienia na siłę. Potrzeba czasu. Natomiast częstochowianie fajnie wybronili się w eliminacjach, wytrzymali ciśnienie na Węgrzech, w meczu z Izraelczykami. Wiedziałem też, że w Bułgarii nie będzie łatwo. Fajnie, że udało się to przebrnąć.
Jak będzie w fazie ligowej? Zobaczymy, ja jestem optymistą. Liczę na to, że przygoda Rakowa nie zakończy się na rozegraniu już rozlosowanych meczów i potrwa trochę dłużej, przeciągnie się do wiosny. Chętnie bym się wybrał wiosną na mecz Rakowa.
Losowanie było chyba całkiem dobre. Drużyna z Częstochowy uniknęła meczów z dużymi markami, których parę jest w stawce. Choć może tego akurat trochę szkoda ze względu na kibiców?
- A ja właśnie myślę, że kibice Rakowa są zadowoleni. Do Ołomuńca mają rzut beretem, spodziewam się, że dużo będzie ich również w Pradze. Rapid Wiedeń to fajna drużyna, z ciekawą przeszłością. Nikozja, to jest kawał drogi na Cypr, ale myślę, że Raków tam także będzie mógł liczyć na swoich kibiców. Natomiast sportowo wszystkie te drużyny są w zasięgu. Dlatego spodziewam się, że to będzie dobry występ. Tego chyba wszyscy powinniśmy sobie życzyć.
Rozmawiał Damian Gołąb
Mocny głos ws. polskich siatkarzy. "Ze zdumieniem czytam niektóre artykuły"








![Panthers Wrocław rozbili London Warriors. Wystarczyły dwie kwarty [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N6HNC5OWK2N5O-C401.webp)





