Zaciekła batalia w Pradze. Dwa gole anulowane. Raków wciąż niepokonany w Europie
Raków Częstochowa zremisował 0:0 wyjazdowy mecz ze Spartą Praga w 3. kolejce Ligi Konferencji. Oba zespoły skierowały piłkę do bramki rywala po razie, ale za każdym razem arbiter anulował gola, odgwizdując ofsajd. Tym sposobem ekipa Marka Papszuna tej jesieni pozostaje w Europie niepokonana. Ale tylko w Czechach zgubiła już w sumie cztery punkty, być może w końcowym rozrachunku bezcenne.

Praga nie kojarzyła się piłkarzom Rakowa dobrze. To tam latem 2022 roku przeżyli ogromne rozczarowanie. W ostatniej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europy rozgrywali rewanż ze Slavią. Bramkę, która zatrzasnęła im wówczas wrota do fazy grupowej, stracili w ostatniej minucie dogrywki.
Tym razem w innej części stolicy Czech stawką rywalizacji były punkty Ligi Konferencji. Częstochowianie w starciu ze Spartą nie byli stawiani w roli faworytów. Ale pełna pula jawiła się jak najbardziej w ich zasięgu.
Sparta - Raków w Lidze Konferencji. Starcie bez wystrzału, dwa gole "skasowane"
Dla ekipy Marka Papszuna była to druga tej jesieni wyprawa za naszą południową granicę. Przed dwoma tygodniami zremisowali 1:1 z Sigmą Ołomuniec. Wyrównującą bramkę zdobyli krótko przed końcowym gwizdkiem.
Teraz Raków meldował się na obiekcie rywala z trzema kolejnymi zwycięstwami na koncie. Sparta? Też miała się czym pochwalić. U siebie pozostawała niepokonana od 24 maja tego roku.
Przed przerwą zgodnie z przypuszczeniami stroną dominującą byli prażanie. Tyle że nie od pierwszego gwizdka. Istotna okazała się 24. minuta, gdy na murawie pojawił się dobrze znany z polskiej Ekstraklasy Lukas Haraslin.
To właśnie on umieścił piłkę w siatce, ale cieszył się z tego tylko kilka sekund. Arbiter bez wahania odgwizdał w tej sytuacji ofsajd. Później ten sam zawodnik popisał się idealnym zagraniem do Kevina-Pricne'a Milli, ale jego strzał wybronił instynktownie Oliwier Zych. A gdy Haraslin przymierzył niebezpiecznie z dystansu, bramkarz Rakowa sparował piłkę na korner.
Po zmianie stron mieliśmy kopię incydentu z pierwszej połowy. Tym razem futbolówka znalazła się w bramce Sparty. Uderzający Michael Ameyaw był jednak na pozycji spalonej.
Po godzinie gry Raków miał na murawie trzech nowych graczy z potencjałem ofensywnym. Szansę otrzymali Lamine Diaby-Fadiga, Adriano Amorim i Peter Barath. Efekt? Nadal bezbramkowy remis.
Za to w 72. minucie groźnie zrobiło się pod bramką polskiego zespołu. Ale tym razem nie zapracowali na to rywale. Zych tak niefortunnie wybijał piłkę w pole, że ta odbiła się od Jana Kuchty i... niewiele brakowało do nieszczęścia.
Wynik nie uległ już zmianie, choć jeszcze w samej końcówce gospodarzy ratował słupek po strzale głową Apostolosa Konstantopoulosa. Częstochowianie pozostają w Europie niepokonani. Tyle że w Czechach zostawili już w sumie cztery punkty - być może w końcowym rozrachunku bezcenne.












