Włosi kompletnie zaskoczeni. Dwa gole w dwie minuty. Potem dramat Rakowa w LK
Była Jagiellonia, przyszedł czas na Raków. Na etapie 1/8 finału Ligi Konferencji klub z Częstochowy walczy z Fiorentiną, z którą niedawno w dwumeczu polegli Białostoczanie. Pierwsze spotkanie zostało rozegrane we Florencji. Po kiepskiej pierwszej połowie w drugiej części gry przedstawiciel Ekstraklasy niespodziewanie objął prowadzenie. Gospodarze odpowiedzieli błyskawicznie, a w samej końcówce wykorzystali rzut karny i wygrali 2:1.

Raków Częstochowa po Ruchu Chorzów, Widzewie Łódź, Lechu Poznań i Jagiellonii Białystok jest piątą drużyną Ekstraklasy, która w europejskich pucharach mierzy się z Fiorentiną. Dosłownie przed chwilą szalony dwumecz z marką Serie A rozegrała Jagiellonia. "Duma Podlasia" na wyjeździe odrobiła straty z pierwszego spotkania (0:3), żeby finalnie odpaść z play-offów po dogrywce (4:5 w dwumeczu).
Raków nie musiał rywalizować na etapie 1/16 finału. Dzięki drugiej pozycji w fazie ligowej zespół - wtedy jeszcze Marka Papszuna - wywalczył bezpośredni awans do 1/8 finału. Teraz "Medaliki" już pod wodzą Łukasza Tomczyka mają szansę napisać historię. W przeszłości żaden polski klub nie wyeliminował Fiorentiny w europejskich pucharach.
Ależ cios Rakowa. Błyskawiczna odpowiedź Fiorentiny
Pierwszy gwizdek wybrzmiał na stadionie we Florencji o godz. 21:00. Już w trzeciej minucie z dobrej strony pokazał się Tomasz Pieńko, który z lewej strony pola karnego oddał groźny strzał zakończony rzutem rożnym dla Rakowa. Walczący o utrzymanie w Serie A gospodarze na starcie w Europie wystawili kilku zmienników, jednak nie można powiedzieć, że był to całkowicie rezerwowy skład.
Zespół debiutującego na tym poziomie Tomczyka wcale nie odstawał od dwukrotnych mistrzów Włoch, przynajmniej początkowo. Po rzucie wolnym dla Fiorentiny ekwilibrystycznym strzałem z piątki popisał się Robin Gosens, jednak na posterunku był Oliwier Zych. Ekipa z Ekstraklasy bywała nieco "elektryczna" przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy, zdarzało się sporo niepotrzebnych strat.
Wraz z upływem czasu zawodnicy Paolo Vanoliego coraz częściej utrzymywali się przy futbolówce i długo kreowali ataki pozycyjne. W 28. minucie na 10. metrze od bramki przestrzelił Jacopo Fazzini. Włoski skrzydłowy dosłownie "miał na nodze" piłkę na 1:0 dla Fiorentiny, jednak ta poszybowała nad poprzeczką. Tak czy inaczej "Fioletowi" rozkręcali się coraz bardziej. Wrażenie mogła robić świetnie przygotowana, wilgotna murawa.
Częstochowianie mieli swoje momenty, ale to Fiorentina była zdecydowanie bliższa premierowego trafienia. Po pierwszej połowie nie oglądaliśmy żadnych bramek. Pochwały należały się przede wszystkim dla Bogdana Racovitana. Rumun świetnie spisywał się w defensywie. - Profesor! - mówili komentatorzy Polsatu Sport.
Kwadrans po rozpoczęciu drugiej połowy stadion zamilkł. A to dlatego, że Raków objął prowadzenie! Cała akcja składała się z... kontaktem z piłką trzech zawodników. Z własnej połowy pod pole karne rywali posłał ją Racovitan. Tam kapitanie, przy pomocy głowy zgrał ją Patryk Makuch, a sytuację sam na sam wykończył Jonatan Brunes. Norweg zachował zimną krew, uderzył w kierunku bliższego słupka, bardzo płasko. Goście dosłownie "z niczego" wygrywali z Fiorentiną.
Niestety radość grupki polskich kibiców trwała zaledwie niecałe dwie minuty. Włosi momentalnie doprowadzili do wyrównania po trafieniu Chera Ndoura. Worek z bramkami ewidentnie się rozpruł.
Mimo utraconego gola piłkarze Łukasza Tomczyka zaczęli grać zdecydowanie lepiej. Nie bazowali już na samej - często desperackiej - obronie. Ożywienie nastąpiło po wejściu Lamine'a Diaby'ego-Fadigi, który zmienił Iviego Lopeza. Ekipa z Ekstraklasy zaczęła coraz śmielej poczynać sobie w okolicach szesnastki przeciwnika, a przy tym agresywnie naciskała w środkowej części boiska.
Dramat Rakowa w końcówce
W samej końcówce ręką w swoim polu karnym zagrał Michael Ameyaw. Reprezentant Polski popełnił błąd, po którym sędzia musiał podyktować rzut karny. VAR nie zmienił jego decyzji. "Jedenastkę" wykorzystał Albert Gudmundsson. Fiorentina triumfowała 2:1. Rewanż za tydzień w Sosnowcu.














