Włosi byli w szoku po tym co zrobili Polacy. Zaczęło się od trzech goli przewagi
Trzy bramki straty w fazie pucharowej europejskich pucharów bywają nie do odrobienia. Każdy taki wyczyn jest odbierany jako wielka niespodzianka, a nierzadko sensacja. Bliski tej sztuki trzy lata temu był Lech Poznań, który w starciu z włoską Fiorentiną wyrównał stan dwumeczu i był o włos od awansu do kolejnej fazy. O podobną rzecz w czwartkowy wieczór na tym samym stadionie pokusi się Jagiellonia Białystok. Rewanżowy mecz z Fiorentiną będzie można oglądać na sportowych antenach Polsatu.

Jagiellonia Białystok miała za sobą bardzo udaną jesień w europejskich pucharach. Biorąc pod uwagę spotkania eliminacyjne oraz fazy ligowej klub z Białegostoku bardzo długo pozostawał niepokonany. Znakomitą serię przerwała dopiero porażka 1:2 z Rayo Vallecano. To potknięcie, a także remisy z AZ Alkmaar oraz Shkendiją Tetovo sprawiły, że "Jaga" zajęła 17. miejsce i o awans do 1/8 finału Ligi Konferencji musi walczyć w barażu.
Losowanie nie było łaskawe dla polskiego zespołu. Jagiellonia w pierwszym starciu w fazie pucharowej mierzy się z włoską Fiorentiną - zespołem co prawda zmagającym się w lidze z ogromnymi problemami, to jednak powoli wychodzącym na prostą. Szybko stało się jasnym, że nie będzie to dla podopiecznych Adriana Siemieńca spacerek.
Do przerwy wyglądało to jeszcze obiecująco. "Jaga" utrzymywała na swoim boisku bezbramkowy remis, co mogło napawać optymizmem przed drugą połową. W siarczystym mrozie jednak to Włosi wyszli zwycięsko, strzelając liderowi Ekstraklasy aż trzy gole, zachowując jednocześnie czyste konto.
Lech bliski cudu we Florencji. Czy Jagiellonia pójdzie tym samym tropem?
Jagiellonia chcąc marzyć o dalszej grze w tym sezonie w europejskich pucharach musi we Florencji odrobić trzybramkową stratę z pierwszego spotkania. Wielu kibiców może przeżywać swoiste deja vu, gdyż inny polski zespół trzy lata temu był w bliźniaczym położeniu. Wówczas we Florencji zapachniało prawdziwą sensacją.
Sezon 2022/23 przebiegał pod dyktando Lecha Poznań, którego przygodę w Lidze Konferencji Europy (wówczas taka nazwa jeszcze obowiązywała) kibice obserwowali z zapartym tchem. "Kolejorz" po przejściu fazy grupowej oraz wyeliminowaniu Bodo/Glimt oraz Djurgarden dotarł do 1/4 finału rozgrywek, gdzie czekała już Fiorentina.
Znacznie bardziej renomowany rywal dał mistrzowi Polski bolesną lekcję. Na stadionie przy ulicy Bułgarskiej Lech został rozgromiony przez Włochów aż 1:4, co w teorii zamykało jakiekolwiek emocje przed rewanżowym meczem. Niewykluczone, że piłkarze z Serie A pomyśleli bardzo podobnie, przez co wpadli w ogromne tarapaty.
Rewanż we Florencji rozpoczęło trafienie Afonso Sousy z 9. minuty. Prawdziwe trzęsienie zmieni nastąpiło jednak po godzinie gry. "Kolejorz" w przeciągu zaledwie czterech minut przewrócił losy dwumeczu o 180 stopni. Po golach Kristoffera Velde i Artura Sobiecha na tablicy wyników widniał wynik 3:0 dla gości, co w świetle obowiązujących przepisów oznaczało konieczność rozegrania dogrywki.
Do sensacji finalnie nie doszło. Włosi w ostatnim kwadransie wrócili do meczu i zrobili to, czego oczekiwali od nich miejscowi kibice. Trafienia Riccardo Sottila oraz Gaetano Castrovilliego doprowadziły "Violę" do półfinału, a ostatecznie do finałowej potyczki z West Hamem United. W Pradze zespół z Premier League okazał się nieznacznie lepszy po trafieniu z doliczonego czasu gry.
Lech we Florencji nie miał nic do stracenia, zaryzykował i był bardzo bliski dokonania historycznej rzeczy. Kibice z Białegostoku skrycie marzą o podobnym scenariuszu, lecz ze zdecydowanie bardziej fortunnym zakończeniem. Rewanżowy mecz Jagiellonii z Fiorentiną zostanie rozegrany w czwartek 26 lutego o godzinie 18:45. Transmisja będzie dostępna na sportowych antenach Polsatu.













