Mecze z klubami z Austrii na długo zapadają w pamięci kibicom Lecha Poznań. Wczesną jesienią 2008 roku przyjechała tu Austria Wiedeń, gra toczyła się o fazę grupową Pucharu UEFA, w ostatniej jego edycji. "Kolejorz" przegrał na wyjeździe 1:2, w rewanżu miał masę sytuacji, ale "tylko" doprowadził do dogrywki. I już był jedną nogą poza rozgrywkami, prowadził bowiem tylko 3:2, gdy Rafał Murawski w doliczonym czasie zdobył czwartą bramkę.
Dwa lata później przyjechał tu FC Salzburg, "Kolejorz" grał w fazie grupowej Ligi Europy także z Juventusem i Manchesterem City. Właśnie podczas starcia z Austriakami otwierano cały stadion, przygotowany już na EURO 2012. Tym razem skończyło się na 2:0, po golach Manuela Arboledy i Sławomira Peszki. A później był sensacyjny awans, kosztem "Starej Damy".
Trener Lecha wypalił tuż przed pierwszym meczem. Taki jest cel w pucharach
Dwa lata temu Austria Wiedeń dostała w fazie grupowej Ligi Konferencji cztery ciosy, trzy w drugiej połowie. I poległa 1:4.
W czwartek przy Bułgarskiej Rapid kontynuował tę austriacką serię.
Liga Konferencji. Lech Poznań kontra Rapid Wiedeń. Show Luisa Palmy przy Bułgarskiej. A mogło się zacząć koszmarnie
O Lechu w tym sezonie można powiedzieć sporo dobrego, ale raczej nie to, że jest pewny w defensywie. Już w pierwszej minucie mógł stracić frajerską bramkę, jakich wiele stracił w tym sezonie. Bramkarz Rapidu Niklas Hedl wybił piłkę z pola karnego, trochę na aferę, na połowę Lecha. A była 20. sekunda od gwizdka sędziego Roberta Hennessy'ego z Irlandii.
Zespół pewny siebie w defensywie przejąłby taką opadającą piłkę, wybił czy podał do bramkarza. Alex Douglas zagrał do Bartosza Mrozka za lekko, z okazji skorzystał Bendeguz Bolla i trafił do siatki. Lecha uratowało to, że napastnik Austrii nie zdążył wrócić za środkowych obrońców, Irlandczyk odgwizdał ofsajd.
Później zaś mistrzowie Polski przesunęli grę daleko od swojej bramki. I niepokoju pod bramką Mrozka już w tej połowie nie było.

Lech dość szybko zobaczył, że Rapid ma defensywę jeszcze gorszą niż on sam. I nie trzeba rzucać za nią długich piłek, ale można ją rozrywać w inny sposób. Choćby krosowymi zagraniami w poprzek, ale też grą na jeden kontakt czy prostopadłymi podaniami w pole karne. Świetnie w odbiorze piłki radził sobie Timothy Ouma, harował na całym boisku Mikael Ishak, prawa strona należała do Taofeeka Ismaheela i Joela Pereiry. Królem był jednak tym razem Luis Palma.
Honduranin w lidze odpoczywa, po czerwonej kartce w meczu z Rakowem, miał więc dodatkową motywację dzisiaj. To on skorzystał z pierwszego błędu bramkarza Niklasa Hedla, który w 13. minucie wybił piłkę przed siebie po dośrodkowaniu Pereiry - trafi ł na 1:0.
To on uderzył w 21. minucie zza narożnika pola karnego, a Hedl "wypluł" piłkę przed siebie - Ishak tylko dopełnił formalności. To po jego uderzeniu był rzut karny, który w 34. minucie zmarnował Ishak (Hedl obronił).
Wreszcie w doliczonym czasie Honduranin rozegrał klepkę z Ismaheelem, a ten podwyższył na 3:0.

Lech miał już właściwie zapewnione zwycięstwo, a przecież mógł prowadzić i znacznie wyżej, nawet bez tego karnego. W 11. miuncie Ishak z bliska uderzył nad poprzeczką, w 35. minucie strzał Szweda odbił się od słupka, wreszcie w 40. minucie Hedl odbił piłkę po strzale głową z bliska Antonio Milicia.
Wiedeńczycy mogli czuć się tak jak gracze Breidabliku w lipcu, ogrywani niemiłosiernie na tym stadionie. I jak gracze... Lecha miesiąc później, w starciu z Genkiem.
Lech spoczął na laurach, Rapid wykorzystał szansę. 3:1, pachniało dalszymi emocjami. Rezerwowy załatwił sprawę
W niedzielę Lecha czeka ostatnie spotkanie przed przerwą reprezentacyjną - w Katowicach z GKS. Mistrzowie Polski uznali więc, że nie będą za wszelką cenę walczyli o pozycję lidera po pierwszej kolejce fazy ligowej. Nie było już więc porywających akcji, za wyjątkiem jednej autorstwa Kornela Lismana. Rapid zaś przejął inicjatywę, ale też nie potrafił kreować sytuacji. Aż do czasu.
W 64. minucie poznaniacy nie zdołali zatrzymać ataku rywali najpierw na ich połowie (Ishak), a później na swojej. Jannes Horn wrzucił piłkę z lewego skrzydła, Milić z pilnowanym przez niego napastnikiem się minęli, ale wbiegający zza ich pleców Andrija Radulović trafił pod poprzeczkę. Zostawiając za sobą Michała Gurgula, co też jakoś specjalnie nie dziwiło.

Goście złapali trochę wiatru w żagle, ale nie na tyle, by jeszcze odwrócić losy spotkania. Niels Frederiksen zaczął zmieniać skład, to też nieco poprawiło grę "Kolejorza". Aż w 77. minucie wprowadzony chwilę wcześniej Leo Bengtsson załatwił sprawę, skorzystał z zagranie "w uliczkę" od Ismaheela i pokonał Hedla. 4:1, zatem dokładnie tyle, ile dwa lata temu oberwała tu Austria Wiedeń.
Kolejne spotkanie poznaniacy rozegrają na wyjeździe - z Lincolnem Red Imps z Gibraltaru. A ten zespół przeg















