Sześć dni temu na Węgrzech (spotkanie rozgrywane na terenie neutralnym z powodu napiętej sytuacji geopolitycznej w Izraelu) Katowiczanie polegli 0:2. Wynik spotkania został ustalony już po 18 minutach. Forma polskiego zespołu musiała w perspektywie rewanżu niepokoić.
GKS rywalizuje już w lidze, podczas gdy Hapoel wciąż nie wystartował w rozgrywkach krajowych. Kto znajdował się w lepszym położeniu? Rezultat dwumeczu nakazuje wskazać na rywali - to oni w IV rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji zagrają z Atalantą Bergamo.
GKS Katowice - Hapoel Tel Awiw. Szalona pogoń "Gieksy". Ostatni gwizdek wybawianiem dla gości
- Jeżeli otworzymy wynik, to nie ma rzeczy niemożliwych. 0:2 w pierwszym meczu to nie jest porażka, po której przejdziemy do historii, odrabiając wynik. Znamy europejskie puchary i sytuacje od 0:4 do 5:0 w rewanżu - nie tracił rezonu trener Rafał Górak na przedmeczowej konferencji prasowej.
W początkowej fazie spotkania przewagę optyczną szybko uzyskali jednak goście. Tyle że Katowiczanie nie pozwolili sobie na moment dekoncentracji w defensywie. Skutecznie w destrukcji spisywał się zwłaszcza Lukas Klemenz.
GKS mógł objąć prowadzenie w 21. minucie. Kąśliwie z rzutu wolnego uderzał wówczas Bartosz Nowak. Ofiarną interwencją niebezpieczeństwo zażegnał jednak stojący między słupkami Assaf Tzur.
Chwilę później celnie na bramkę izraelskiego zespołu uderzał głową Borja Galan. Te dwie sytuacje rozluźniły gospodarzy. I przyszło im za to zapłacić najwyższą cenę.
Wystarczył moment nieuwagi, by Hapoel wyprowadził szybką kontrę. W jej końcowej fazie piłka trafiła do niepilnowanego Stava Turiela, a ten przytomnie posłał ją do siatki. W tym momencie sytuacja "Gieksy" stała się więcej niż trudna - by doprowadzić do dogrywki, potrzebowała trzech goli.
Nie wiadomo, jakie słowa padły w przerwie w szatni Katowiczan, ale nie przyniosły dobrego efektu. Niespełna dwie minuty po rozpoczęciu drugiej połowy heroiczną interwencją na linii bramkowej popisał się Kobylak. Arbiter odgwizdał w tej sytuacji ofsajd, ale incydent był wymowny i nie wróżył niczego dobrego.
W późniejszej fazie gospodarze ruszyli do zdecydowanych ataków. Długo nie przyniosły one jednak korekty rezultatu. Wydawało się, że najbliżej szczęścia będzie Ilja Szkurin, który stanął oko w oko z golkiperem, ale sędzia i w tym przypadku zasygnalizował pozycję spaloną.
Wyrównanie padło dopiero w 83. minucie. Tym razem Szkurin idealnie wbiegł między dwójkę defensorów, otrzymał podanie ze skrzydła od Mateusza Wdowiaka i strzałem bez przyjęcia sprzed pola bramkowego trafił na 1:1.
"Gieksa" złapała wiatr w żagle. W kolejnej akcji groźnie uderzał Szymon Bartlewicz. Tzur z najwyższym trudem przeniósł jednak futbolówkę nad poprzeczką.
Chwilę potem w polu karnym gości faulowany był Wdowiak. Arbiter wskazał na "wapno". Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych i okazał się niezawodnym egzekutorem. 2:1!
Spotkanie zostało przedłużone o pięć minut. Polskiemu zespołowi brakowało już tylko jednej bramki, by prolongować nadzieje na awans. W światło bramki potężnym strzałem trafił jeszcze Eman Marković, ale raptem końcowy gwizdek zakończył przygodę GKS-u w bieżącej edycji Ligi Konferencji.













