Tak piłkarze Rakowa "odpowiedzieli" Papszunowi. Koncert, hat-trick w kluczowym meczu LK
Raków przystąpił do czwartkowego meczu z Rapidem Wiedeń w napiętej atmosferze po deklaracji Marka Papszuna. Wprost wyznał on, że chce zostać trenerem Legii Warszawa. Ostatecznie nie przeszkodziło to piłkarzom częstochowskiej drużyny w zgarnięciu trzech punktów. Przedstawiciel Ekstraklasy triumfował aż 4:1. Hat-tricka ustrzelił Lamine Diaby-Fadiga.

- Legia chce mnie jako trenera. Chcę być jej szkoleniowcem. To tyle, jeśli chodzi o komentarz do tej sprawy - mówił Marek Papszun w środę, przed spotkaniem z Rapidem w Lidze Konferencji.
Zaraz przed pierwszym gwizdkiem obecny (jeszcze) trener Rakowa zirytował się na dziennikarzy, którzy dopytywali go o transfer do warszawskiego klubu. - Jestem skupiony na meczu. Przygotowałem drużynę do spotkania i tak robię dalej. Będę zarządzał zespołem w trakcie meczu i tyle. Czy żałuję wczoraj słów na konferencji? Nie - podkreślał.
Raków perfekcyjnie wykonał zadanie. Arcyważna wygrana w Lidze Konferencji
W takiej aurze częstochowianie rozpoczęli kluczowe spotkanie fazy ligowej. W czwartej kolejce ich rywalem był Rapid Wiedeń. Spotkanie zostało rozegrane na stadionie w Sosnowcu o godz. 18:45.
Od początku gospodarze próbowali narzucić swoje tempo gry. Raków utrzymywał się przy piłce, jednak nie potrafił sfinalizować akcji kreowanych poprzez atak pozycyjny. Austriacy sporadycznie wybierali się pod pole karne ekipy z Ekstraklasy, czasami straszyli niecelnymi uderzeniami z dystansu.
Kluczowy moment miał miejsce w okolicach 24. minuty. Wtedy to w obrębie szesnastki Rapidu padł Patryk Makuch. Początkowo sędzia nie odgwizdał rzutu karnego, jednak VAR od razu wezwał go do monitora. Po ponownym zapoznaniu się z całą sytuacją arbiter wskazał na jedenasty metr. Powtórki pokazały, że Polak był faulowany przez Ange Ahoussou.
Karnego na bramkę precyzyjnym strzałem zamienił Jonatan Brunes. Pod koniec pierwszej połowy Raków dołożył drugie trafienie. Tym razem po naprawdę świetnej akcji. Strzelec pierwszego gola zagrał do Lamine Diaby'ego-Fadigi, który po przyjęciu spojrzał na golkipera rywali, poczekał, po czym przymierzył obok wewnętrznej strony słupka. Gwinejczyk spisał się na medal.
Zespół z Wiednia ewidentnie nie miał pomysłu na grę. Nie tylko w meczu z Rakowem. Rapid jest ostatnią drużyną w tabeli. W trzech meczach zdobył tylko jedną bramkę i z bilansem 1:8 szoruje po dnie. Podczas meczu z częstochowskim klubem nic nie wskazywało na to, że cokolwiek ulegnie zmianie.
Na początku drugiej połowy Diaby-Fadiga podwyższył prowadzenie na 3:0. Wykorzystał dośrodkowanie Adriano, lobując bramkarza Rapidu przy użyciu... głowy. Co gol, to ładniejszy. Chwilę później skompletował hat-tricka. Przeciwnicy byli kompletnie rozbici. W 53. minucie gospodarze prowadzili już 4:0, nic złego nie miało prawa się wydarzyć. Gospodarze wciąż tłamsili Austriaków na ich połowie. Licznik zatrzymał się na czterech bramkach, jednak mogło być ich jeszcze więcej. W końcówce ekipa z Ekstraklasy nie zachowała czujności i straciła bramkę na 4:1.
Wygrana sprawiła, że obecnie zespół Marka Papszuna ma na koncie osiem punktów (po dwóch remisach i dwóch zwycięstwach). W takiej sytuacji Raków jest niemal pewny kwalifikacji do play-offów Ligi Konferencji, ale z pewnością do końca będzie walczył o pierwszą ósemkę w tabeli, która oznacza bezpośredni awans do 1/8 finału.













