Z prezesem Rakowa Częstochowa rozmawiamy przed meczem wicemistrzów Polski z bułgarską Ardą Kyrdżali. Stawką jest awans do fazy ligowej Ligi Konferencji. Przegrany odejdzie z niczym.
Raków - Arda. Pełna pokora
Przemysław Langier (Interia Sport): Macie poczucie, że w bezpośrednim meczu o Ligę Konferencji zagracie ze słabszym przeciwnikiem, niż w poprzedniej rundzie?
Piotr Obidziński (prezes Rakowa Częstochowa): Nie. To chyba tylko media tak oceniają, natomiast my mówimy: wstrzymajcie konie. Mamy ważny mecz, podchodzimy do niego w pełni zmotywowani, a najgorsze, co moglibyśmy zrobić, to myśleć za daleko do przodu. Rewanż zostanie rozegrany na trudnym terenie, przy trudnej pogodzie oraz niełatwej logistyce zawierającej długie dojazdy i niewielką bazę hotelową. Zresztą sami logistykę planujemy na oba warianty, a do sprawy podchodzimy z pełną pokorą.
Na oba warianty? Czyli jaka byłaby logistyka w przypadku porażki?
Mówię o naszej wewnętrznej. Przy awansie - jako władze klubu - musimy lecieć w inne miejsce niż przy jego braku. Odgórnie nie zakładamy żadnego z tych scenariuszy.
Widziałem gdzieś wypowiedź bodajże prezesa Ardy, że szanse są 50/50. Tak szczerze - jak wy je oceniacie?
Nie będę ich oceniał. Mamy po prostu zagrać bardzo dobry dwumecz i awansować. Tego oczekuje przede wszystkim właściciel.
Co się stanie, jak Raków odpadnie?
Raków stać na drugi rok z rzędu bez pucharów, gdyby noga się powinęła?
Mamy stabilne zaplecze finansowe i bufor bezpieczeństwa zbudowany przed rokiem mocnym oknem transferowym. Nie ma żadnego zagrożenia egzystencjonalnego, natomiast poziom kadry, który mamy, finanse, które przeznaczamy, zakładają awans do Europy. Z naszej strony nie działaliśmy na zasadzie "a może się uda", tylko traktowaliśmy grę w pucharach jako bardzo ważny element planu na ten sezon. To bezcenne pod kątem budowania marki, transferów wychodzących z klubu, jak i pod kątem bieżącej płynności finansowej.
A gdybym zadał poprzednie pytanie nie w kontekście przełożenia na finanse w obecnym sezonie, tylko czy ewentualną porażkę wytrzyma Michał Świerczewski?
Michał żyje klubem na codzień, więc to nie jest tak, że nie przeżyje porażki - bo kilka już przeżył. Natomiast ewentualny brak europejskich pucharów będzie ogromnym ciosem, który na pewno będzie miał swoje konsekwencje dla całego klubu. To nie jest tak, że jak nie awansujemy, to nie będzie konsekwencji. Budujemy to wszystko, właśnie po to by znów grać w Europie.
Na co przeznaczyć pieniądze?
Awans do Ligi Konferencji gwarantuje ponad 3 mln euro na starcie. Kilka razy tyle jest do podniesienia później. Gdyby się udało, w jakim kierunku będą wydawane te pieniądze, bo wiemy, że są różne tendencje w polskich klubach. Od spłaty zadłużeń, przez poduszkę finansową, po dofinansowanie pierwszej drużyny.
Wszystkie z tych punktów są do zaspokojenia. Kadra jest dość szeroka i na drużynę przeznaczone są duże finanse. Mamy też znaczące zadłużenie, które powinniśmy spłacać oraz mamy też potrzeby inwestycyjne związane choćby z rozwojem akademii i infrastruktury.
Zadłużenie względem właściciela?
Tak. Klub operuje na pożyczonym kapitale od spółki-matki w ramach grupy podmiotów, których właścicielem jest Michał Świerczewski. Mamy spore zadłużenie, które widać w sprawozdaniach finansowych. Dobrze byłoby je zmniejszać. Po sezonie z Ligą Europy w dużym stopniu się to udało, ale potem wróciliśmy do starego poziomu z uwagi, że płatności z rekordowego lata 2024 tworzą bufor na lata a nie zostały skonsumowane w jednym sezonie. Raków docelowo ma być zyskownym przedsiębiorstwem.
Maccabi - Raków. Zaangażowała się polityka
Wracając do meczu z Maccabi Hajfa - macie już jakieś informacje, na czym sprawa stoi po waszym wniosku o ukaranie tego klubu?
Na razie cisza. Złożyliśmy ten wniosek, będzie rozpatrywany. Apelowaliśmy do wszystkich władz zarówno związkowych, jak i państwowych, by ten wniosek został drogą szeroko rozumianej polityki wsparty, bo zarówno zachowanie kibiców, jak i drużyny Maccabi, było karygodne. Nie mówię tutaj o władzach klubu, bo przecież właściciel - narażając się na ogromny hejt ze strony izraelskich nacjonalistów - powiedział, że jego tata był urodzony w Polsce, a zachowanie z trybun stanowczo potępia. Co do kibiców, to skandalicznie zachowywali się wszyscy, którzy pojawili się na Węgrzech, to nie była kwestia jednostek. To było coś niedopuszczalnego.
Macie wiedzę, by ktoś na szczytach władzy w Polsce zaangażował się w tę sprawę?
Tak, jeszcze zanim my złożyliśmy wniosek, poszła nota z Ministerstwa Sportu do szefa UEFA. Wiem też, że formalne działania podjęło Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
W wywiadzie dla Goal.pl właściciel Maccabi potępił kibiców za wiadomy transparent, ale czy wy otrzymaliście jakieś oficjalne przeprosiny?
Nie. Liczę, że UEFA będzie tu bezwzględna. Natomiast podkreślę - do samego właściciela klubu nie mamy uwag, odbyliśmy jeszcze w Częstochowie bardzo przyjemne spotkanie. Skrajny nacjonalizm jest straszny w każdym wydaniu. W tym izraelskim też, może nawet bardziej, bo jest oparty na przerażającym i często też nieuprawnionym, jak w przypadku Polski, przekonaniu rewanżystycznym.
Jak w ogóle zapatrujecie się na to, że UEFA ruszyła z dochodzeniem również przeciwko Rakowowi?
To jest akurat naturalne. Ktoś się zgodzi z transparentem wywieszonym przez naszych kibiców ("Izrael morduje, a świat milczy" - przyp. red.), a ktoś nie, ale zgodnie z przepisami był niezgodny z kwestią piłkarską i jakieś konsekwencje z tego będą.
Co z przyszłością Jonatana Brunesa w Rakowie?
Jeszcze jeden kontekst był w tamtym dwumeczu ciekawy - mianowicie sprawa Jonatana Brunesa. Brunesa, który znalazł się wśród piłkarzy zgłoszonych na Ardę. To wygląda, jakbyście wystawili do niego rękę. Pytanie, czy on wystawia.
Jonatan trenuje z drużyną w sposób zaangażowany. Mam nadzieję, że niedyspozycja była chwilowa i będziemy wspólnie grać w Europie. Odbudowaliśmy wartość tego zawodnika i liczymy, że tendencja zostanie utrzymana dla osiągnięcia obopólnego zysku.
Na pewno rozmawiacie ze sztabem - jak trener na dziś widzi rolę Brunesa w zespole?
Trzeba by spytać trenera (*głos trenera w tej sprawie poniżej wywiadu - przyp. red.).
A doszło do bezpośredniej rozmowy Brunesa czy to z panem?
Nie chcę ujawniać kuchni, choć oczywistą sprawą jest, że się spotykamy z zawodnikiem i jego otoczeniem.
Zatem spytam najbardziej ogólnie jak się da: czy wszystko idzie w dobrym kierunku, jeżeli chodzi o Brunesa?
Mam nadzieję, że tak.
Wpływ rankingu na polskie kluby
To na koniec - ile polskich drużyn zagra na jesień w europejskich pucharach?
Byłoby pięknie mieć cztery, choć wiązałoby się to z kłopotami logistycznymi z telewizjami - oczywiście żartuję. Ale przeżyjmy je, grajmy o pewne miejsce w Lidze Mistrzów. To wniesie polski futbol na miejsce, w którym powinien być, patrząc na rozwój gospodarczy Polski.
Śledzicie na bieżąco ranking, analizując, ile punktów jeszcze brakuje do Ligi Mistrzów z urzędu?
Nie w systemie, w którym budzę się rano i sprawdzam, jak tam ranking, ale oczywiście go śledzimy. On ma bezpośrednie przełożenie na możliwości rozwojowe klubu i planowanie jego strategii - jakiego zawodnika możemy pozwolić sobie zakontraktować, jak ważne jest drugie miejsce w lidze, czy jak budować systemy premiowe…
Załóżmy, że będziemy mieć ranking na tyle wysoki, że dwa kluby będą miały pewne miejsce w fazie ligowej pucharów, zupełnie inaczej patrzylibyście na budowanie kadry?
Zdecydowanie. To kwestia zwiększenia wartości oczekiwanej wpływów czyli zdyskontowanej prawdopodobieństwem równym jeden. Ponadto skoro wiemy, że na pewno pokażemy naszych piłkarzy w Europie, to w sposób naturalny kwoty, które będziemy w stanie przeznaczyć na transfery, będą większe. Bez gwarancji pucharów zawsze się trochę ryzykuje, ale to zawsze właśnie możliwy kłopot że można później zostać ze zbyt szeroką i drogą kadrą.
---
* Marek Papszun zabrał głos na temat Jonatana Brunesa na przedmeczowej konferencji prasowej. Trener Rakowa powiedział: - Jeżeli chodzi o Brunesa, sytuacja jest wyjaśniona. Jest w kadrze meczowej, więc jest traktowany, jak każdy inny gracz. Oczywiście to, co się stało, to się nie odstanie, ale czekamy teraz na reakcję zawodnika. Ja, jak i zespół, wyjaśniliśmy sobie to też wewnątrz drużyny, nie tylko na linii zawodnik - klub, mieliśmy z zespołem wspólne stanowisko, na pewnych warunkach Jonatan wrócił do drużyny i tak, jak powiedziałem, czekamy na jego reakcję. Chciałbym też prosić kibiców, żeby tak samo podeszli. Że jest to sprawa wyczyszczona i zaczynamy od nowa, wierząc, że Jonatan pomoże w najbliższych meczach zarówno nam, jak i sobie.













