Łatwy dwumecz ze słowackim MSK Zilina zakończony zwycięstwem 6:1 z pewnością zaostrzył apetyty sympatyków Rakowa Częstochowa. I to pomimo kiepskiej formy w Ekstraklasie. Wicemistrz Polski jedyne punkty w lidze w tym sezonie zdobył na inaugurację pokonując 1:0 GKS Katowice. W kolejnych dwóch spotkaniach Częstochowianie sprawili spory zawód przegrywając 1:2 z Wisłą Płock oraz 1:3 z Radomiakiem Radom.
Kolejnym przeciwnikiem, który zawitał do Częstochowy było izraelskie Maccabi Hajfa. Zespół, który w pierwszym meczu miał spore problemy z białoruskim Torpedem Żodzino i ostatecznie zremisował 1:1. Rewanż nie pozostawił już żadnych złudzeń. Dwie szybkie bramki plus jedna dorzucona po przerwie sprawiły, że to Maccabi zawita do Polski.
Raków był uznawany za faworyta tego spotkania i w pierwszych fragmentach to właśnie wicemistrz Polski zdawał się przeważać nad przeciwnikiem. Aktywny na prawej flance był Fran Tudor, jednak żaden z jego wypadów nie przyniósł finalnie trafienia.
W drugiej części meczu do głosu doszli goście. Raków nie był w stanie wykorzystać swojego momentu przewagi, natomiast Maccabi okazało się zdecydowanie bardziej skuteczne, za co nagroda przyszła w 61. minucie spotkania. Ethan Azoulay otrzymał zdecydowanie za dużo miejsca w polu karnym Rakowa, zdołał obrócić się w kierunku bramki i przy wyjątkowo biernej postawie Ericka Otieno mocnym uderzeniem pokonał Kacpra Trelowskiego. Była to jedyna bramka w tym meczu, która przypieczętowała porażkę Rakowa.
Raków ma spory problem. W rewanżu trzeba wygrać, najlepiej dwoma golami
- Boli na pewno stracona bramka, w dodatku w dziwnych okolicznościach, kiedy jesteśmy w niskiej obronie. Piłka przeleciała pod nogami, rywal zachował się w tej sytuacji z dużą łatwością. Oprócz tego oddali jeden strzał, który był potencjalnym zagrożeniem - ocenił przebieg spotkania na pomeczowej konferencji prasowej cytowany przez Przegląd Sportowy Onet trener Rakowa Marek Papszun.
Raków ponownie zawiódł. Dotychczas zdarzało się to tylko na krajowym podwórku, a teraz przydarzyła się również pierwsza wpadka w europejskich pucharach. Boli to tym bardziej, że zespół z Izraela w czwartek nie przewyższał umiejętnościami swojego przeciwnika. Przynajmniej nie na tyle, by pozbawić polski zespół wszelkich złudzeń. Mówiąc wprost, nie mieliśmy w tym spotkaniu powtórki ze środowego starcia Lecha Poznań z Crveną zvezdą Belgrad.
Zawodu nie ukrywał również szkoleniowiec Rakowa. - Mocno wkurzony byłem tylko raz w tej rundzie. Było to po meczu z Wisłą Płock i mam nadzieję, że to był ostatni raz. Teraz jest mi smutno, bo zespół włożył dużo wysiłku w to, by wygrać - skomentował Marek Papszun.
Sporo wątpliwości kibice mieli jeszcze długo przed pierwszym gwizdkiem. Te pojawiły się w momencie opublikowania przez klub składu na to spotkanie. W kadrze meczowej zabrakło najlepszego strzelca Rakowa Jonatana Brauta Brunesa. Wszelkie spekulacje dotyczące potencjalnego konfliktu Norwega z Papszunem uciął sam trener "Medalików".
- To plotki, nie mogę komentować plotek. To pojawia się już od jakiegoś czasu i widzieliśmy, że nie miało to nic wspólnego z prawdą, i podobnie jest teraz. Przed meczem ja już w wywiadzie mówiłem, że ma uraz - odniósł się do tej sprawy szkoleniowiec Rakowa.
Porażka 0:1 z Maccabi powoduje, że do węgierskiego Debreczyna pojedzie z intencją odrobienia jednobramkowej straty. Oczywiście najlepszym scenariuszem byłoby wygranie co najmniej dwoma golami i uniknięcie potencjalnej dogrywki. Świadomy skali wyzwania jest również Papszun. - Na pewno na wyjeździe te mecze są trudniejsze, natomiast my też potrafimy grać na wyjeździe, więc nie obawiamy się tego meczu. Nie mamy nic do stracenia, musimy tam jechać i zrobić wszystko, żeby te straty odrobić - skomentował Marek Papszun.
Rewanżowe spotkanie Rakowa Częstochowa z izraelskim Maccabi Hajfa odbędzie się 14 sierpnia o godz. 20:00 w węgierskim Debreczynie. Relację z tego spotkania będzie można śledzić na łamach Interia Sport. W przypadku awansu Raków w ostatniej rundzie eliminacji zmierzy się z litewskim Żalgirisem Kowno lub bułgarską Ardą Kyrdżali. W pierwszym spotkaniu Arda wygrała na wyjeździe 1:0.














