Początkowe rundy eliminacji Ligi Konferencji pozornie wydają się mało atrakcyjne. Bardzo często mierzą się ze sobą drużyny, które, delikatnie mówiąc, nie gromadzą na stadionie i przed telewizorami tysięcy obserwatorów. Nierzadko wyżej notowane zespoły muszą rozpoczynać grę w Europie od najbardziej z początkowych faz. O sensację jest bardzo ciężko, chociaż czasami możemy napotkać nieprawdopodobne historie. Taka przydarzyła się w zeszłym tygodniu, gdy bośniacki Borac Banja Luka odniósł kompromitującą porażkę 1:4 z andorskim FC Santa Coloma.
Spotkanie pomiędzy fińskim HJK a farerskim NSI Runavik od samego początku miało jednego faworyta. Wszak drużyna z Helsinek jest doskonale znana wszystkim obserwatorom zmagań w Europie. Mało tego, HJK w ostatnich czterech sezonach zdołało zakwalifikować się do zasadniczych faz europejskich rozgrywek - trzykrotnie był to udział w Lidze Konferencji, a raz udało się załapać do fazy grupowej Ligi Europy. Drużyna z Wysp Owczych jest za to kopciuszkiem, dla której każda wygrana oznacza wielki sukces.
Sensacja w pierwszym meczu. Kompromitacja faworyta, przegrali aż 0:4
Po pierwszym meczu zapanowało prawdziwe trzęsienie ziemi. Na swoim terenie NSI Runavik rozbił znacznie bardziej utytułowanego rywala aż 4:0. Fiński zespół już od 23. minuty musiał radzić sobie w dziesiątkę, bo czerwoną kartką ukarany został Jere Kallinen. Nawet to jednak nie usprawiedliwia rozmiarów porażki.
Warto wspomnieć, że zawodnikiem NSI jest Michał Przybylski. Mieszkający przez całe życie na Wyspach Owczych zawodnik w przeszłości zanotował występ w reprezentacji Polski do lat 20, a na pewnym etapie kariery wylądował w Widzewie Łódź.
Klęska na tak wstępnej fazie Ligi Konferencji byłaby dla kibiców HJK prawdziwą katastrofą. W poprzednich latach ich klub przyzwyczaił do znacznie lepszych występów. Sami piłkarze z pewnością musieli mieć świadomość sytuacji, przez co scenariusz na rewanż mógł być tylko jeden.
Gwiazdy zawitają do Krakowa. To już pewne, pojawiło się oficjalne potwierdzenie
Totalna dominacja w rewanżu. Awans po oddaniu 57 strzałów
Wszyscy spodziewali się szturmowego ataku od pierwszych sekund spotkania. Jednak tego, co się finalnie w Helsinkach wydarzyło, nikt nie przewidywał. HJK absolutnie zdominowało swojego rywala, co bezlitośnie udowadnia statystyka oddanych strzałów dostarczona przez UEFA. Finowie w przeciągu całego spotkania oddali aż 57 strzałów. NSI odpowiedziało zaledwie trzema próbami.
Uczciwie trzeba przyznać, że rywale w znacznym stopniu ułatwili rywalowi zadanie. NSI już od 15. minuty grało w osłabieniu po tym jak czerwoną kartką ukarany został jeden z defensorów. Od tego momentu wielka pogoń wystartowała na dobre. W doliczonym czasie gry HJK jednak wciąż było na "musiku". Prowadzenie 3:0 nie dawało im nic. Z opresji uratował ich w doliczonym czasie gol Georgiosa Antzoulasa.
W dogrywce wszystko poszło już zgodnie z planem. HJK zaraz po wznowieniu gry strzeliło piątego gola i zdołało utrzymać przewagę do ostatniego gwizdka sędziego. Gola, który sprawił, że niemożliwe stało się możliwe, strzelił w 93. minucie były zawodnik Pogoni Szczecin Santeri Hostikka.
Piłkarze HJK mogą odetchnąć z ulgą. Uniknęli kompromitacji, dokonując przy okazji niebywałego wyczynu. Gdy emocje już opadną, będą musieli skupić się na dalszej rywalizacji w Europie. Ich kolejnym rywalem w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bułgarska Arda Kyrdżali.
Zobacz również:














