Niebywały thriller na Bałkanach. Jagiellonia uderza w 100. minucie. Passa trwa
Jagiellonia Białystok zachowała miano drużyny w tym sezonie na europejskiej scenie niepokonanej. Dokonała tego na Bałkanach w niesamowitych okolicznościach. Jeszcze w szóstej minucie doliczonego czasu przegrywała ze Shkendiją Tetowo 0:1 i walczyła w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Jesusa Imaza. Ale w 100. minucie fenomenalnym strzałem z półwoleja wyrównał Sergio Lozano! To był cud.

Przed pierwszym gwizdkiem pewne było jedno - strata punktów w konfrontacji z tej klasy rywalem będzie dla Jagiellonii bolesna. Skoro w poprzedniej kolejce białostoczanie prowadzili do 79. minuty na obiekcie RC Strasbourg (1:1), nie mogli czuć nadmiernego respektu przed mistrzem Macedonii Północnej.
Ekipa Adriana Siemieńca leciała jednak na Bałkany po dwóch kolejnych porażkach w Ekstraklasie. Przerwana długa seria potyczek bez porażki mogła irytować. Ale w Skopje na 90 minut należało o tym zapomnieć.
Shkendija - Jagiellonia. Bolesny cios tuż po przerwie. Potem cud w 100. minucie!
Już w drugiej minucie trzeba było bić na alarm. W sytuacji sam na sam z Miłoszem Piekutowskim znalazł się Fabrice Tamba. Arbiter odgwizdał ofsajd, ale to było dla "Jagi" bardzo poważne ostrzeżenie.
Po tym incydencie goście szybko osiągnęli przewagę optyczną. Mimo to bliżej szczęścia ponownie była Shkendija. I znów w roli głównej wystąpił Tamba - tym razem minimalnie chybił, posyłając piłkę tuż obok słupka. Minęła 22. minuta spotkania.
To była najgroźniejsza sytuacja przed przerwą. Jagiellonia prowadziła grę, ale jej wysiłki nijak nie przekładały się na klarowne okazje strzeleckie. Tylko częściowo można było to tłumaczyć fatalnym stanem murawy na obiekcie w Skopje.
Druga odsłona rozpoczęła się dla polskiego zespołu fatalnie. Wkrótce po wznowieniu gry 19-letni Piekutowski ofiarnie interweniował poza polem karnym. A w kolejnej akcji ratował się piąstkowaniem.
W 49. minucie było już jednak 1:0. Po centrze z rzutu rożnego żaden z defensorów Jagiellonii nie sięgnął piłki we własnym polu karnym. Uczynił to Liridon Latifi skutecznym strzałem głową.
Sytuacja była jeszcze analizowana przez system VAR, ale arbiter nie dopatrzył się przekroczenia przepisów.
Jeśli ktoś spodziewał się huraganowych ataków "Jagi", musiał się srogo rozczarować. Inicjatywa nadal należała do białostoczan, ale chaos ich poczynań nie mógł przynieść niczego dobrego. Blisko trzy kwadranse bicia głową w mur i zero efektu.
Na domiar złego w szóstej minucie doliczonego czasu gry z boiska po drugiej kartce (próba wymuszenia rzutu karnego) wyrzucony został Jesus Imaz. Wydawało się, że to koniec złudzeń. Tymczasem w 100. minucie fenomenalnym półwolejem wyrównał Sergio Lozano, pakując piłkę pod poprzeczką!
W ten sposób passę meczów bez porażki w europejskich pucharach "Jaga" przedłuża do dziewięciu.













