Mistrz Polski pod ścianą w europejskich pucharach. Kapitan Lecha mówi o panice
Jeśli Lech Poznań w czwartej kolejce Ligi Konferencji przegra ze szwajcarskim Lausanne (czwartek, godz. 18:45, transmisja Polsat Sport 1), niemal straci szanse na bezpośredni awans do fazy pucharowej, a nawet w ogóle wypadnie z grona zespołów, które wiosną nadal będą grały w europejskich pucharach.

W poprzednim sezonie najgorszy zespół, który znalazł się w czołowej ósemce, uzbierał w sześciu meczach jedenaście punktów. Te drużyny awansują od razu do 1/8 finału. Lech po trzech kolejkach ma na koncie tylko jedną wygraną (z Rapidem Wiedeń). Dwa kolejne wyjazdowe spotkania jednak przegrał, w tym sensacyjnie z Lincoln FC z Gibraltaru. Trzy tygodnie temu miał ogromne szanse, by się zrehabilitować. W Hiszpanii z Rayo Vallecano do przerwy prowadził 2:0, a jeszcze w 82. minucie było 2:1. W końcówce to jednak gospodarze strzelili dwa gole i wygrali.
W efekcie Lech ma tylko trzy punkty, a do końca został trzy mecze. Gdyby je wygrał, najpewniej wywalczy bezpośredni awans do 1/8 finału. Nie jest to niemożliwe, bo dwa z nich zagra u siebie - najpierw z Lausanne, a potem z niemieckim FSV Mainz. Na koniec fazy ligowej mistrzów Polski czeka wyjazd do Ołomuńca na mecz z Sigmą, z którą w Lidze Konferencji zremisował Raków.
Potknięcie Lecha może być bardzo kosztowne
Z kolei zespoły z miejsc 9-24 rozgrywają między sobą dwumecz, by dołączyć do drużyn z czołowej ósemki. To w tej chwili bardziej prawdopodobny scenariusz na Lecha, który obecnie w tabeli zajmuje 23. miejsce, czyli przedostatnie wśród drużyn, które awansują do fazy pucharowej. Porażka czy nawet remis może wypchnąć poznaniaków poza to grono. Potknięcie może słono kosztować i postawić Lecha jeszcze mocniej pod ścianą. W poprzednim sezonie trzeba było mieć siedem punktów, by przejść do fazy pucharowej.
- Wszystkie europejskie mecze są trudne. Każda drużyna ma sporą jakość, a wiele mówi to, że awansowały do tej fazy Ligi Konferencji. Jestem jednak pewny, że wyjdziemy na boisko i pokażemy formę - mówi Mikael Ishak, kapitan Lecha.
Szwajcarski rywal wydaje się być w zasięgu mistrzów Polski. Na razie miał dość łatwych przeciwników. Pokonał islandzki Breidablik, z którym Lech rozprawił się w eliminacjach Ligi Mistrzów i pozostający bez punktu maltański Hamrun. Z cypryjską Omonią zaledwie zremisował. W kraju Lausanne zajmuje dopiero dziewiąte miejsce i na razie wygląda na to, że będzie grała w grupie spadkowej.
Rywal Lecha z niecodzienną taktyką
- To mocny fizycznie zespół, grający bezpośrednio i mający szybkich zawodników, co wykorzystują w swojej taktyce. My jednak spróbujemy, by najważniejsza w tym meczu była gra piłką. Chcemy jak najdłużej się przy niej utrzymywać i kontrolować mecz - podkreśla Niels Frederiksen, trener mistrza Polski. - Jeszcze nigdy nie graliśmy pod moją wodzą z zespołem, który stosuje taktykę 4-4-2 z tzw. diamentem w linii środkowej. Groźni są przede wszystkim napastnicy i środkowi pomocnicy. Musimy skupić się jednak przede wszystkim na sobie.
Forma Lecha jest jednak niewiadomą. Z ostatnich ośmiu ligowych spotkań przegrał niby tylko jedno, ale aż cztery zremisował. Dzięki trzem wygranym dystans do lidera nie jest jeszcze bardzo duży, ale i tak mistrz Polski ma od Górnika Zabrze sześć punktów mniej. - Więcej paniki było na zewnątrz drużyny niż w środku. My zachowywaliśmy spokój i nie brakowało żartów w szatni. I dalej ciężko pracowaliśmy, by zacząć znów odnosić wygrane - zapewniał Ishak.
Światełkiem w tunelu ma być efektowne zwycięstwo nad Radomiakiem (4:1). Cztery gole to jedno, ale na boisko po niemal trzech miesiącach przerwy wrócił Ali Gholizadeh i to od razu do podstawowego składu. Daleko jednak jeszcze do komfortu przy ustalaniu składu dla trenera Frederiksena.
Niezdolni do gry są wciąż Radosław Murawski, Antonio Milić, Alex Douglas, Patrik Walemark i Daniel Hakans. Większość z nich do momentu odniesienia kontuzji była podstawowymi zawodnikami Lecha w poprzednim sezonie. Podobnie jak pozyskany przed tym sezonem Kenijczyk i Timothy Ouma, który wrócił z ojczyzny, gdzie załatwiał sprawy osobiste. W czwartek nie będzie go w kadrze meczowej.












