Męczarnie Jagiellonii. Debiutant się postawił. Dwa "skasowane" gole i czerwona kartka
Jagiellonia Białystok pokonała 1:0 Hamrun Spartans w inauguracyjnej kolejce Ligi Konferencji. Mistrz Malty okazał się nad wyraz wymagającym przeciwnikiem, mimo że momentami dominacja "Jagi" nie podlegała dyskusji. Jedyną bramkę spotkania zdobył po przerwie Jesus Imaz. Wcześniej arbiter nie uznał gospodarzom dwóch goli, opierając się na analizie VAR. Goście przez ostatnie pół godziny grali w dziesiątkę, a mimo to... bliscy byli wyrównania.

Jedno zdanie, które zapadło w pamięć z przedmeczowej konferencji prasowej trenera Adriana Siemieńca? Dotyczyło serii, na jaką Jagiellonia zapracowała od końca lipca - czyli 14 meczów bez porażki. Szkoleniowiec białostoczan podkreślał, że bardziej interesują go dwa ostatnie spotkania bez wygranej.
Po dwóch remisach (wyjazdowe starcia z Legią i Lechem) "Jaga" miała więc wrócić do zwyciężania. Okazja ku temu nadarzała się znakomita. W stolicy Podlasia meldował się mistrz Malty, debiutujący w zasadniczej fazie europejskich pucharów.
Męczarnie Jagiellonii. Arbiter "kasuje" dwa gole, ale cios Imaza rozstrzyga
Już pierwsze minuty spotkania pokazały, że atutem Jagiellonii nie będzie bojaźliwe nastawienie niżej notowanego rywala. Goście przystąpili do rywalizacji bez kompleksów. Potrafili składnie wymienić piłkę, a nawet oddać strzał w światło bramki.
Białostoczanie nie forsowali tempa. Sprawiali wrażenie przekonanych, że bramkarz przeciwnika prędzej czy później musi skapitulować. Tymczasem w 33. minucie przed stratą gola uratowała ich tylko ofiarna interwencja Sławomira Abramowicza, gdy z dystansu przymierzył Ante Corić.
Ta sytuacja podziałała na gospodarzy ożywczo. Kilka chwil później piłkę do siatki skierował Jesus Imaz, ale jego radość okazała się przedwczesna. Moment wcześniej jednego z defensorów faulował Afimico Pululu i arbiter słusznie bramki nie uznał.
Drugą połowę Jagiellonia rozpoczęła ze sporym animuszem. Efekt? Już po trzech minutach mogła objąć prowadzenie, ale po strzale głową Duszana Stojinovicia w ostatniej chwili szczęśliwie interweniował Henry Bonello.
Golkiper gości w kolejnej akcji musiał jednak wyciągać futbolówkę z bramki. Tyle że rozjemca tego spotkania po raz kolejny nie wskazał na środek boiska. Tym razem Pululu znajdował się na minimalnym ofsajdzie.
Po niespełna kwadransie gry piłkarze z Hamrun wyczerpali limit szczęścia na dobre. Wślizgiem piłkę wywalczył Pululu, zagrał do Imaza, a ten przymierzył technicznie sprzed pola karnego i było 1:0. A niebawem za brutalny faul na Tarasie Romanczukun z boiska wyleciał Joseph Mbong.
Mecz rozstrzygnięty? Nic z tych rzeczy. Białostoczanie ruszyli z ofensywą, szukając drugiej bramki, ale kolejne próby kończyły się niepowodzeniem. Sami zaś mogli zostać boleśnie skarceni przez N'dri Philippe Koffiego, który w 72. minucie na raty usiłował pokonać Abramowicza i... niewiele mu do satysfakcji zabrakło.
Wynik nie uległ już zmianie. "Jaga" wraca na zwycięską ścieżkę po skromnym triumfie. Ma jednak pełną świadomość, że w kolejnych spotkaniach będzie już tylko trudniej.













