Lech rozgromił Szwajcarów, spektakl przy Bułgarskiej. W Poznaniu czekają na powtórkę
W czwartek do rywalizacji w Lidze Konferencji wrócą zawodnicy Lecha Poznań. Mistrz Polski po dwóch porażkach zmierzy się na swoim stadionie ze szwajcarskim Lausanne-Sport. Podopieczni Nielsa Frederiksena będą chcieli nawiązać do słynnego już starcia sprzed lat, gdy Lech rozbijając szwajcarskiego przeciwnika dokonał historycznego wyczynu.

Lech Poznań aktualną edycję fazy ligowej Ligi Konferencji rozpoczął w najlepszy możliwy sposób. Mistrz Polski na swoim terenie rozbił 4:1 Rapid Wiedeń, a więc ćwierćfinalistę poprzedniej edycji tych rozgrywek. Później poszło już zdecydowanie gorzej, a najbardziej odczuwalna była kompromitująca porażka na Gibraltarze z Lincoln Red Imps. W trzeciej serii spotkań "Kolejorz" prowadził do przerwy 2:0 z Rayo Vallecano. Druga połowa należała już do przedstawiciela La Liga, a gol na wagę porażki Lecha 2:3 padł już w doliczonym czasie gry.
W czwartej serii spotkań Lech zmierzy się ze szwajcarskim FC Lausanne-Sport. Najbliższy rywal mistrza Polski, póki co pozostaje niepokonany. Na start Szwajcarzy pokonali 3:0 Breidablik. Później przyszły zwycięstwa 1:0 z Hamrun Spartans, a także remis 1:1 z Omonią Nikozja.
Kibice "Kolejorza" mogą mieć mieszane wspomnienia w związku z potyczkami ze szwajcarskimi klubami. Chodzi tu zwłaszcza o zdecydowanie przegrane batalie z FC Basel. Jest jednak jeden występ przeciwko Szwajcarom, który zapisał się w historii poznańskiego klubu.
Rekord Lecha w starciu ze Szwajcarami. Wynik przeszedł do historii
Sezon 2008/09 był wyjątkowy dla kibiców Lecha Poznań. Debiutujący w Ekstraklasie Robert Lewandowski, budujący swoją markę w polskiej piłce Sławomir Peszko i Semir Stilić, a na ławce trenerskiej Franciszek Smuda. Taki skład zrobił furorę w rozgrywkach Pucharu UEFA, w którym "Kolejorz" zagrał na wiosnę i odpadł w III rundzie z Udinese Calcio. Legendarny stał się już mecz o awans do fazy grupowej z Austrią Wiedeń, gdy o sukcesie przesądziło trafienie w 120. minucie Rafała Murawskiego.
Zanim jednak do tego doszło, Lech w eliminacjach musiał mierzyć się ze szwajcarskim Grasshopper-Club Zurych. Polski zespół na pewno nie był murowanym faworytem tego starcia, chociaż szansę na awans niewątpliwie były spore. Mało kto jednak spodziewał się, co 14 sierpnia 2008 roku wydarzy się na stadionie przy ulicy Bułgarskiej.
Zaczęło się już w 4. minucie. Dośrodkowanie Sławomira Peszki z prawego skrzydła celną główką wykończył Hernan Rengifo. Później ciężar strzelania goli na swoje barki wziął Robert Lewandowski. W 14. minucie przyszły kapitan polskiej kadry po zgraniu Rengifo wbił futbolówkę do pustej bramki z najbliższej odległości. To był dopiero początek popisów strzeleckich piłkarzy "Kolejorza".
Na kolejne trafienia licznie zgromadzona publiczność musiała czekać do drugiej połowy. W 56. minucie Lewandowski skompletował dublet, tym razem dobijając piłkę po uderzeniu Peszki, które zatrzymało się na słupku. Lech miał rywala na widelcu i absolutnie nie zamierzał zwalniać tempa. Efektem tego były kolejne trafienia. Bramka na 4:0 padła po samobójczym strzale Guillermo Valloriego. Grashopper w końcówce dobili Dimitrije Injac oraz Peszko.
Piłkarze Lecha pokonując rywala w europejskich pucharach wynikiem 6:0, zapisali się w historii poznańskiego klubu. Rozbicie Szwajcarów było najwyższym zwycięstwem Lecha w historii występów w europejskich pucharach. Wyczyn ten został pobity dopiero ostatniego lata, gdy Lech w eliminacjach Ligi Mistrzów rozgromił aż 7:1 islandzki Breidablik.
W Poznaniu nie mieliby z pewnością nic przeciwko, gdyby w czwartkowym starciu ze szwajcarskim Lausanne-Sport doszło do powtórki z rozrywki. Kolejne starcie "Kolejorza" w Lidze Konferencji odbędzie się 27 listopada o godz. 18:45. Relację z tego meczu będzie można śledzić na łamach serwisu Interia Sport.
Zobacz również:













