Lech bije się o europejskie salony. Wojna w Ukrainie wiele zmieniła
- Lech ma spore szanse na awans. Przed laty oczywiście faworytem byłby Szachtar, ale dziś szanse oceniam 50 na 50 - podkreśla w rozmowie z Interią Seweryn Gancarczyk, który przez lata występował w lidze ukraińskiej, skąd przeszedł do Lecha Poznań. Dziś o godz. 18:45 mistrzowie Polski podejmują Szachtar Donieck w pierwszym spotkaniu 1/8 finału Ligi Konferencji. Transmisja w Polsat Sport 1 i Polsat Sport Premium 1.

Piotr Jawor, Interia: W lidze ukraińskiej grał pan w latach 2003 - 2009, a później trafił do Lecha Poznań. Przeskok wówczas był duży?
Seweryn Gancarczyk: - Wielkiej różnicy nie było, choć dwa zespoły ukraińskie rzeczywiście były bardzo mocne. Dynamo Kijów i Szachtar Donieck miały silne kadry, my z Metalistem Charków byliśmy trzecią siłą. Ale różnica była spora, w Dynamie i Szachtarze mieli super zawodników. Było to zresztą widać w europejskich pucharach, przecież Szachtar grał nawet o Superpuchar Europy [w 2009 r., jako zdobywca Pucharu UEFA].
Szachtar w XXI w. zdominował ligę ukraińską, zdobywając aż piętnaście mistrzostw kraju.
- Odkąd pamiętam, to byli bardzo mocni. Teraz może to nie jest tak silny zespół jak wtedy, ale nadal mają ciekawy skład. Wówczas jednak mieli kilku Brazylijczyków, którzy tworzyli siłę ofensywną. Zawodnicy z tego kraju grali na "dziesiątce", na skrzydłach, jako wysunięci napastnicy, a obrona bazowała na najlepszych piłkarzach z Ukrainy. Fajnie to wszystko potrafili pogodzić, naprawdę nieźle to funkcjonowało.
Dziś po tak potężnym Szachtarze jednak niewiele pozostało.
- Teraz są inne czasy, a wielki wpływ na futbol ma oczywiście wojna. Pieniądze w ukraińskiej piłce nie są już tak duże jak kiedyś, ale na pewno dalej dobrze płacą. Kluczowe dla zawodników jest jednak bezpieczeństwo. Piłkarze nie chcą ryzykować, dlatego ukraińskim zespołom idzie w europejskich pucharach znacznie gorzej.
Kiedyś z wielkimi firmami grali jak równy z równym, a teraz poziom znacząco spadł. Wystarczy nawet popatrzeć na porażkę Szachtara z Legią Warszawa w fazie ligowej Ligi Konferencji. Przecież kiedyś grali tam tacy zawodnicy jak Brandao czy Fernandinho, który później poszedł do Manchesteru City. Teraz takich piłkarzy już tam nie ma.
Kiedyś w Szachtarze grali Brandao czy Fernandinho, który później poszedł do Manchesteru City. Teraz takich piłkarzy już tam nie ma
Jak w takim razie ocenia pan szansę Lecha w czwartkowym starciu?
- Myślę, że są spore. Przed laty oczywiście faworytem byłby Szachtar, a dziś szanse oceniam 50 na 50. Widzimy, że w Lechu szczególnie fajnie wygląda ofensywa. Co prawda w ostatnich spotkaniach trener niektórych zawodników trochę oszczędzał i skończyło się to dla zespołu nie najlepiej [wyjazdowa porażka w lidze z Widzewem Łódź oraz odpadnięcie w ćwierćfinale Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze].
Mimo wszystko wydaje się, że Lech w optymalnej formie jest w stanie pokazać znacznie więcej.
- Fajnie się patrzy na kilku zawodników, jak Luis Palma, Ali Gholizadeh, czy Mikael Ishak. Pewnie trzeba by więcej popracować nad obroną, ale na ogół tak jest, że jeśli ofensywa funkcjonuje, to w tyłach są problemy (śmiech). Na pewno jednak Lecha w starciu z Szachtarem bym nie skreślał.
Rozmawiał Piotr Jawor













