Koszmar polskich klubów w Europie, ostatni gwizdek to nie był koniec. "Katastrofa"
Ta chwila niestety prędzej czy później musiała nadejść. Wszyscy przedstawiciele PKO BP Ekstraklasy w czwartkowej serii gier Ligi Konferencji rozegrali gorsze niż zazwyczaj spotkanie. Jedyne punkty do tabeli zdobyły ekipy z Częstochowy oraz Białegostoku. Swoich sympatyków zdecydowanie bardziej zawiedli Lech Poznań czy Legia Warszawa. Obie drużyny wypuściły prowadzenie, za co oberwało się im od kibiców oraz ekspertów. Nie było gryzienia się w język.

Dwa punkty z dwunastu możliwych. To dorobek polskich ekip w pierwszej listopadowej kolejce Ligi Europy. Patrząc na ostatnie poczynania ekip z naszego kraju, taki scenariusz jest wręcz koszmarem dla kibiców, którzy liczyli na zdecydowanie więcej. A nie musiało być wcale tak źle. Długo 1:0 na wyjeździe z Celje prowadziła Legia Warszawa. Lech Poznań także był bliski sukcesu w Madrycie, rywalizując Rayo Vallecano. Zagraniczni przeciwnicy obudzili się jednak w najważniejszym momencie.
Nic więc dziwnego, że media społecznościowe rozgrzały się do czerwoności po ostatnim gwizdku sędziego na Półwyspie Iberyjskim. "Ten mecz w Madrycie jest tym bardziej przykry, że zmiany i głębia składu rujnuje coś, co było naprawdę dobre, efektowne. Lech grał świetnie, dobrze się to oglądało, było cmokanie nad Palmą i jego golem itd. Po czym wszystko to ląduje w obśrupanej toalecie. Ciężko to wszystko zrozumieć" - napisał choćby Radosław Nawrot w serwisie X.
Ekstraklasowicze zawiedli ekspertów oraz kibiców. To nie tak miało wyglądać
"Piłkarze Lecha po meczu byli wściekli - dużo przekleństw. Nie widziałem bardziej wściekłego Nielsa Frederiksena niż po meczu z Rayo. Trener Lecha był zły na sędziów" - zabrał nas za kulisy Dawid Dobrasz z redakcji "meczyki.pl". "Frederiksen przegrał jako trener" - nie miał wątpliwości Artur Wichniarek na antenie Kanału Sportowego. "Dwunasty mecz Lecha z przynajmniej dwoma bramkami straconymi. Taki to będzie sezon mistrza, niestety" - brutalnie podsumował Michał Zachodny pracujący dla TVP Sport. "Czarny czwartek" - bezwzględny był także Łukasz Olkowicz.
Nie przemilczano również niespodziewanego remisu Jagiellonii Białystok. Faworyzowani podopieczni Adriana Siemieńca dopiero w ostatnich sekundach wywalczyli jedno "oczko" z dużo niżej notowaną Shkendiją. "Ja oglądam też Jagiellonię i to jest najgorsze wydanie Jagi od meczu z Niecieczą. Jagiellonia bez rytmu, bez płynności, bez polotu i na dodatek cholernie niedokładna. Katastrofa. Nie pamiętam, kiedy Jagiellonia zagrała w meczu tak wiele niecelnych podań. I to prostych, na kilka metrów. Źle się to ogląda" - przyznał Tomasz Urban z Eleven Sports. Najbliższa okazja do poprawy dopiero pod koniec listopada. To właśnie wtedy odbędzie się piąta seria gier.












