Koszmar Lecha w Poznaniu, a potem magiczne zagranie Pereiry. Kosmiczny gol zamknął mecz
Lech poznań bez większych kłopotów przebrnął przez fazę barażową Ligi Konferencji Europy. W 1/8 finału na ekipę z Poznania czekał ukraiński Szachtar, a pierwszy mecz rozegrano na stadionie przy Bułgarskiej. Niestety Lech nie będzie wspominał tego spotkania dobrze. Goście byli zespołem lepszym i zasłużenie wygrali 3:1, zapewniając sobie zaliczkę przed rewanżem.

Lech Poznań kolejny raz bez większych turbulencji zapewnił sobie udział w fazie pucharowej europejskich pucharów. "Kolejorz" tym razem został skojarzony przez los z ukraińskim Szachtarem, z którym już w tym sezonie wygrała Legia Warszawa. Ekipa z Wielkopolski do pierwszego spotkania podchodziła w dość złych nastrojach.
Wszystko to ze względu na weekendowe wydarzenia w naszej rodzimej PKO BP Ekstraklasie. Lech przegrał sensacyjnie swój mecz z Widzewem Łódź. W tej samej kolejce przegrała także Jagiellonia Białystok, co oznaczało, że Lech nie wykorzystał bardzo dużej szansy na awans.
Lech pod ścianą. Bolesny wieczór w Poznaniu
Szansą na poprawę nastrojów był właśnie mecz z ukraińską ekipą na stadionie przy Bułgarskiej. "Kolejorz" podchodził do tego meczu bez: Douglasa, Murawskiego czy Jagiełło. Po stronie gości także odnotowano kilka nieobecności. Minimalnym faworytem wydawał się nasz zespół.
Pierwszy raz naprawdę groźnie zrobiło się w 20. minucie. Wybornie przed polem karnym zachował się Elias, który zwiódł obrońcę Lecha i kopnął w kierunku bramki. Znakomicie jego strzał wybronił Mrozek. Niestety kwadrans później już takich wątpliwości odnośnie wyniku nie było.
Wojciech Mońka przegrał pojedynek, piętą przepięknie podał Elias, a sytuację ze spokojem szpicem buta wykorzystał Marlon. Można się zastanowić, czy Mrozek nie mógł zrobić nieco więcej, bo piłka przeleciała tuż pod jego dłonią. W 44. minucie gorąco zrobiło się pod drugim polem karnym.

Wszystko za sprawą upadku Mikaela Ishaka, który od razu zaczął domagać się rzutu karnego razem z trybunami. Sędzia pozostał jednak niewzruszony, a powtórka pokazała, że raczej miał rację. Dosłownie kilkadziesiąt sekund później mogło być 2:0 dla gości, ale czujnie w sytuacji 1 na 1 zachował się Mrozek.
Ostatecznie ta akcja podsumowała pierwszą połowę, a Lech do szatni schodził ze świadomością konieczności odrobienia jednego gola. W drugą połowę gospodarze weszli z jedną zmianą. Bengtssona zastąpił Ouma, na niewiele się to jednak zdało. Już w 48. minucie Lech nieco zamotał się we własnym polu karnym.
To skończyło się tym, że piłka spadła idealnie pod nogi Newertona, a ten z bliska pokonał bezradnego Mrozka. Lech zdołał jakkolwiek odpowiedzieć dopiero w 69. minucie. Strzał Joela Pereiry obronił jednak bramkarz. Chwilę później golkiper nie miał już najmniejszych szans na interwencję.
Znakomicie zewnętrzną częścią stopy w pole karne dograł Pereira, a z bliska piłkę do siatki wpakował Ishak. Od tego momentu jakość gry Lecha nieco się poprawiła. Na niewiele się to jednak zdało, bo w 86. minucie przepięknym strzałem przewrotką popisał się wprowadzony z ławki Isaque.
Po tym kopnięciu goście wrócili do dwubramkowego prowadzenia. Wiele więcej już się nie wydarzyło w tym spotkaniu. Lech ostatecznie przegrał 1:3 i do rewanżu podejdzie w bardzo niewygodnej sytuacji. Ekipa "Kolejorza" będzie musiała bowiem wygrać przynajmniej dwiema bramkami, aby doprowadzić do dogrywki.











