Klub Polaka daleko od półfinału Ligi Konferencji, zadecydował gol w końcówce
Polscy kibice z ciekawością wyczekiwali czwartkowego półfinału Ligi Konferencji Europy pomiędzy ACF Fiorentiną a Club Brugge. Miało to, rzecz jasna, związek, z dobrą dyspozycją zawodnika gości, Michała Skórasia. Sam Polak nie może być zadowolony ze swojego występu, ale jego zespół pokazał wielki charakter. To okazało się jednak niewystarczające, by wywieźć z Florencji korzystny wynik. W doliczonym czasie gry zwycięskiego gola strzelił bowiem M'Bala Nzola, ustalając wynik na 3:2.

Za nami zmagania w pierwszych półfinałach Ligi Mistrzów, ale w czwartek grały pozostałe rozgrywki europejskie. W jednym z najciekawszych, z perspektywy polskiego kibica, spotkań mierzyły się drużyny ACF Fiorentiny i Club Brugge. W wyjściowym składzie belgijskiego zespołu nie zabrakło Michała Skórasia, ale 7-krotny reprezentant Biało-Czerwonych nie zdołał tego dnia wydatnie pomóc swoim kolegom.
Fiorentina zaczęła z wysokiego C i nie dała się zbić z pantałyku w pierwszej połowie
Pojedynek w ramach półfinału Ligi Konferencji rozpoczął się niezwykle efektownie. Piłkarze ACF Fiorentiny przejęli piłkę na wrogiej połowie, a Nico Gonzalez zagrał na skrzydło do Riccardo Sottila. Włoch efektownie ściął do środka, po czym huknął nie do obrony.
Gdy wydawało się, że "Viola" zdominuje Club Brugge, gospodarze sami utrudnili sobie życie. Cristiano Biraghi intencjonalnie zagrał we własnym polu karnym ręką, a arbiter - po konsultacji z VAR-em - podyktował "jedenastkę". Tę bez zawahania na wyrównującego gola zamienił Hans Vanaken. Włosi pokazali jednak siłę charakteru i podnieśli się po tym niespodziewanym ciosie. Na bramkę gości uderzał Giacomo Bonaventura, a kiepską interwencją popisał się Nordin Jackers.
W zamieszaniu najlepiej zachował się lis pola karnego, Andrea Belotti. Włoch błyskawicznie obrócił się i lewą nogą przywrócił Fiorentinie prowadzenie
Włosi mieli przewagę, ale to ich rozluźniło. Dopięli swego dopiero w samej końcówce
Początek drugiej odsłony również odbywał się pod dyktando reprezentantów Serie A. Wydawało się, że nic złego nie może im się już przydarzyć, gdy na pół godziny przed końcem Raphael Onyedika brutalnie zaatakował Lucasa Beltrana. Arbiter nie zawahał się ani chwili i natychmiast pokazał Nigeryjczykowi drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Paradoksalnie, gra w przewadze niepotrzebnie rozluźniła "Violę". Po jej ataku pozycyjnym Jorne Spileers posłał długie podanie, licząc na łut szczęścia. I to była dobra decyzja, bo Igor Thiago wpadł w pole karne i pewnym strzałem doprowadził do remisu. Tuż po tym trafieniu boisko opuścił Michał Skóraś, który niczym specjalnym się w tym starciu nie wyróżnił.
Ostatnie pół godziny Belgowie spędzili na bronieniu dostępu do swojej bramki. Przez dłuższy czas wydawało się, że pozornie niemożliwa misja zakończy się powodzeniem. Podopieczni Vincenzo Italiano już w doliczonym czasie gry zdołali jednak dopiąć swego. W tłoku najlepiej odnalazł się M'Bala Nzola, który zapewnił swojej drużynie skromną przewagę przed rewanżem.
ACF Fiorentina - Club Brugge 3:2 (2:1)
- 1-0 Sottil 5'
- 1-1 Vanaken 17' k.
- 2-1 Belotti 37'
- 2-2 Thiago 63'
- 3-2 Nzola 91'












