Ostatnie lata polskich występów w Europie sprawiły, że obecnie wicemistrz PKO BP Ekstraklasy jest uprawniony do walki o udział w Lidze Mistrzów. W tym sezonie tej misji podjął się Górnik Zabrze. Problemem było jednak to, że ekipa z Zabrza w ostatnich latach w Europie nie grała, więc nie mogła liczyć na rozstawienia.
"Przepraszam". Boniek nie chce dłużej czekać. Ogłasza wszystkim już teraz, otwiera się w nowym oknie
Wobec tego o Ligę Mistrzów Zabrzanie walczyli z tureckim Fenerbahce. Tam pozostawili po sobie dobre wrażenie, ale przegrali. Podobnych słów można użyć także w kontekście dwumeczu trzeciej rundy eliminacji do Ligi Europy. Tym razem rywalem był węgierski Ferencvaros i ponownie skończyło się honorową porażką.
Górnik postawił się AS Monaco. Przed rewanżem wszystko możliwe
W związku z tym Górnikowi pozostała już tylko walka o występ w Lidze Konferencji Europy, ale na ścieżce ekipy z Zabrza stanęło Monaco. Francuski klub był oczywiście bardzo wyraźnym faworytem dwumeczu, a także pierwszego spotkania. To odbywało się na stadionie ekipy z Ekstraklasy.
Spotkanie w Zabrzu nie rozpoczęło się dla Górnika dobrze. W 9. minucie gospodarze mieli stały fragment gry pod bramką gości. Ci zdołali się wybronić i szybkimi podaniami wyprowadzili zabójczą kontrę. Egzekutorem okazała się Biereth, który nie pomylił się w sytuacji sam na sam z bramkarzem.
Od tego momentu stopniowo to Górnik stawał się drużyną lepszą. Gospodarze z każdą minutą zwiększali swoją optyczną przewagę, kilka razy zmusili Hradecky'ego do pracy. Niestety żadna z tych prób nie zakończyła się trafieniem dla Górnika. Do przerwy goście prowadzili więc 1:0.
Druga połowa rozpoczęła się ponownie od mocnego akcentu przyjezdnych. W 51. minucie piłkę w środku pola około 25. metrów od bramki Górnika zebrał Lamine Camara. Pomocnik gości nawet się nie zastanawiał. Od razu huknął z pół woleja w kierunku bramki Górnika, a bramkarz gospodarzy był bezradny.
Dosłownie w kolejnej akcji w końcu gospodarze odnaleźli remedium na skuteczną defensywę Monaco. Piłkę z bocznej strefy po ziemi w pole karne dograł Janza, a do siatki wpakował ją Prekop. Niestety równie szybko odpowiedź znaleźli goście, a konkretnie Brunner. Napastnik Monaco głową pokonał bramkarza Górnika.
W 74. minucie znów na odległość jednego trafienia zbliżył się Górnik. Tym razem znakomicie w zamieszaniu w polu karnym odnalazł się wprowadzony z ławki Liseth, który kopnął bez zastanowienia i piłka po rykoszecie wpadła za plecy bramkarza. Ostatecznie to był ostatni gol w tym meczu. Monaco wygrało 3:2, ale Górnik pozostawił po sobie dobre wrażenie przed rewanżem.









