Gigantyczne emocje w boju Rakowa. To koniec. "Skasowany" karny na wagę złota
Raków Częstochowa przegrał 1:2 z Fiorentiną w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Konferencji. Gospodarze objęli prowadzenie zaraz po przerwie, ale riposta rywali okazała się dubeltowa. Ekipa spod Jasnej Góry kończy pucharową przygodę w bieżącej edycji. Czy stałoby się inaczej, gdyby arbiter nie odwołał rzutu karnego podyktowanego po rzekomym faulu na Jonatanie Brunesie? To pytanie rozbrzmiewać będzie echem przez kilka najbliższych dni, mimo że analiza VAR okazała się jednoznaczna.

Gdyby losy awansu rozstrzygały się w godzinę, Raków byłby w gronie ośmiu najlepszych ekip Ligi Konferencji już przed tygodniem. W 60. minucie prowadził we Florencji 1:0. Do Polski wracał jednak z rezultatem 1:2.
Gorycz porażki była podwójna, bo zwycięska bramka dla włoskiej drużyny padła z rzutu karnego w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. W rewanżu miało być zupełnie inaczej. Częstochowianie przystąpili do konfrontacji bez cienia respektu i pełni wiary w triumf.
Raków - Fiorentina."Medaliki" odarte ze złudzeń. Arbiter odwołuje rzut karny po analizie VAR
Recepta na wyrzucenie zespołu z Serie A za burtę? Na papierze nie wydawała się skomplikowana. Klarownie zarysował ją trener Łukasz Tomczyk na przedmeczowej konferencji prasowej.
- Każdy zawodnik musi zagrać na szóstkę w skali szkolnej - zaznaczył. - Nie może być słabszych ogniw. Trybuny muszą nieść. Musimy być zjednoczeni. Wierzę, że zawodnicy złapią flow, będą odważni, agresywni, skupieni, a przy tym czujni.
W pierwszej odsłonie to się udawało w bardzo ograniczonym zakresie. Raków dominował, miał więcej z gry, ale przewaga optyczna w żaden sposób nie przełożyła się na rezultat. Bezbramkowy remis premiował gości, którzy nie forsowali specjalnie tempa boiskowych zdarzeń.
Straty z pierwszego meczu zostały wyrównane zaraz po zmianie stron. W okolicach narożnika pola karnego futbolówkę od Iviego Lopeza otrzymał Karol Struski, zamarkował krótki drybling i oddał płaski strzał. Po rykoszecie piłka wpadła do bramki tuż przy bliższym słupku. 1:0!
Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Jak można było się spodziewać, "Viola" przycisnęła i dosyć szybko zebrała profity. Sygnał do ataku dał Roberto Piccoli - po jego strzale futbolówka trafiła w słupek. Na tym limit szczęścia gospodarzy się wyczerpał.
W 68. minucie było już 1:1. Na listę strzelców wpisał się Cher Ndour - ten sam, który bramkarza Rakowa pokonał również w pierwszej konfrontacji. Tym razem pomógł mu rykoszet. Oliwier Zych miał w tej sytuacji bardzo nikłe szanse na skuteczną interwencję.
Końcówka spotkania okazała się mocno "zapalna". Arbiter najpierw podyktował rzut karny dla "Medalików" po rzekomym faulu na Jonatanie Brunesie. Po analizie VAR odwołał jednak decyzję. Jak pokazały powtórki - słusznie.
Główny rozjemca niebawem zignorował sytuację, w której - jak się wydawało - jeden z defensorów Fiorentiny zagrywał ręką. Częstochowianie domagali się gorliwie "jedenastki", ale ich wysiłki nie przyniosły pożądanego efektu. Ten incydent był co najmniej dyskusyjny.
W siódmej minucie doliczonego czasu rezultat spotkania strzałem z własnej połowy ustalił Marin Pongracić. Uderzał do opuszczonej bramki, gdy Zych gościł na przedpolu rywala przy stałym fragmencie gry. Ryzyko się nie opłaciło, ale było nieodzowne.
Raków żegna się z pucharami z poczuciem ogromnego niedosytu. A armada z Florencji wyrasta na kata polskich drużyn. W lutym zastopowała Jagiellonię Białystok, teraz odprawiła z kwitkiem wicemistrza Polski.







![Tenis. Polska - Ukraina w Billie Jean King Cup. Gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MMI2NFIC6UQ4G-C401.webp)





