Dziekanowski: Przed Jagiellonią ważne decyzje
Tak niewiele brakowało, aby Jagiellonia sprawiła bardzo miłą niespodziankę i awansowała do kolejnej rundy Ligi Konferencji. Ogromna szkoda… Do szczęścia zabrakło bowiem ciut lepszego, bardziej sprawiedliwego wyniku w pierwszym spotkaniu z Fiorentiną. Sprawiedliwszego, ponieważ ekipa Adriana Siemieńca grała znacznie lepiej, niż wynik na to wskazuje. Generalnie, do awansu zabrakło dwóch rzeczy. Po pierwsze - lepszej postawy bramkarza i postawienia kropki nad "i" we wczorajszym meczu. Rywal był już na linach i trzeba było do niego dopaść i zadać mu jeszcze jeden, kończący cios. Druga sprawa to, o czym pisałem przed tygodniem - w pierwszym spotkaniu brakowało kluczowych piłkarzy, czyli Pululu i Romańczuka. Obaj byli już wiodącymi postaciami rewanżowego starcia. Do tego we Włoszech błysnął - i to bardzo jasnym światłem - 19-letni Bartosz Mazurek. Trzy gole w takim spotkaniu na pewno odbiły się szerokim echem nie tylko w Polsce.

Jagiellonia jest w tej chwili, już od jakiegoś czasu, naszym najlepszym klubowym zespołem. Takim, który - jak to powiedział po wczorajszym meczu Pululu - "pokazuje, że polski futbol rośnie w siłę". Trenerowi Adrianowi Siemieńcowi udało się zbudować zespół, który świetnie się rozumie, znalazł wspólny język z piłkarzami. Potrafi też szybko i celnie diagnozować oraz reagować w kwestii tego, co jest potrzebne zespołowi.
Jaga pozostaje w czołówce ligi od kilku lat, jej postawa na boisku, ale też w gabinetach ludzi odpowiedzialnych za stronę sportową świadczy o tym, że idzie to wszystko w dobrą stronę. Jeśli do Białegostoku przychodzą nowi piłkarze, to nie są to głośne transfery pod względem finansowym, ale transfery trafione. Kilka tygodni temu za duże pieniądze do FC Porto przeszedł Oskar Pietuszewski, ale w czwartkowy wieczór Europa zobaczyła, że klub z Podlasia ma zaplecze w postaci młodych, utalentowanych zawodników. Znowu pozwolę sobie w tym miejscu na pytanie: co by było, gdyby Pietruszewski dalej był w Jagiellonii? Jestem przekonany, że drużyna byłaby w kolejnej rundzie europejskich pucharów, a jego cena latem byłaby może nawet dwukrotnie wyższa.
Przed szefami klubu kilka decyzji, które wskażą czy klub ma mądry długodystansowy plan, by być czołowym klubem. Wciąż nierozwiązana jest sytuacja ze wspomnianym Afimico Pululu. Kongijczykowi latem wygasa kontrakt i od jakiegoś czasu wiadomo, że 26-letni napastnik ma chrapkę na coś więcej: zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym. Jagiellonii może być trudno przekonać go, żeby przedłużył kontrakt. Jeśli odjedzie za darmo, będzie to cios dla klubu. Rzadko się zdarza, by piłkarz, który ma atrakcyjne oferty i w perspektywie odejście za darmo (co zazwyczaj wiąże się z dużą kwotą dla niego za podpisanie umowy z nowym klubem) robił ukłon w stronę obecnego klubu i godził się na przedłużenie kontraktu - tylko po to, by ten klub mógł zarobić na jego sprzedaży. Nie jestem pewny, czy Jaga ma finansowe argumenty, żeby go zatrzymać, nawet jeśli prawdą jest, że klubem, do którego odejdzie, będzie Widzew. Ale może sprzedaż Pietuszewskiego oznacza, że Pululu dostanie to, co chce w Białymstoku?
Druga niewiadoma to losy Bartosza Mazurka. Wiadomo, że za chwilę pojawią się oferty, ale jeśli można było mieć wątpliwości co do tego, czy Pietruszewski odchodzi za wcześnie, to w tym wypadku sprawa jest jasna: jeśli Jaga ma długofalowy plan, to ten zawodnik powinien jeszcze pograć w Ekstraklasie co najmniej dwa lata.
A skoro mowa o transferach - kilka dni temu Legia sprzedała Widzewowi Steve'a Kapuadiego. I to jest szok - nie jestem bowiem w stanie inaczej tego określić. Kolejny dowód, że szukanie uzasadnienia dla decyzji decydentów warszawskiego klubu nie ma sensu. Fakty są takie, że zagrożony spadkiem klub sprzedaje jednego z najlepszych swoich piłkarzy drużynie, która w tej walce jest dla Legii rywalem w walce o utrzymanie. Dyrektor sportowy Michał Żewłakow tłumaczy, że Legia musiała sprzedać Kapuadiego, by ratować budżet. Z drugiej strony na liście płac są tacy zawodnicy, jak Goncalves, Stojanović, czy Colak, nie wspominając o zapłaceniu trzech milionów euro za Rajovicia. Trzeba też wspomnieć o 21-letnim Kacprze Urbańskim, który już 11 razy wystąpił w reprezentacji kraju, a w Legii ma problemy z grą w pierwszej jedenastce i przegrywa rywalizację z Chodyną czy Biczachczjanem. Słowem: pomieszanie z poplątaniem.












