Dwa zmarnowane rzuty karne Lecha Poznań. Gol dla Sigmy w 84. minucie. Emocje do końca
Sigma Ołomuniec i Lech Poznań miałyby zapewniony awans do fazy pucharowej Ligi Konferencji, gdyby w ostatnim meczu padł remis. Tyle że w Poznaniu liczyli na spory zarobek, a 400 tys. euro dawała tylko wygrana. "Kolejorz" przez większą część spotkania grał mądrze, ale... zmarnował dwa rzuty karne. Prowadził jednak 2:0, w końcówce stracił bramkę. I musiał bronić korzystnego wyniku. Czesi zaś rzucili wszystkie siły do ataku. A kibice z Ołomuńca rzucali na murawę zapalniczki.

W Lechu Poznań od kilku tygodni czuć już było zmęczenie całą tą rundą letnio-jesienną. Na całe szczęście dla "Kolejorza", pod koniec roku przyszły lepsze wyniki, pozycja w Ekstraklasie nie jest zła, był awans w Pucharze Polski do najlepszej ósemki, praktycznie pewna była też faza pucharowa Ligi Konferencji. I to nawet w przypadku porażki w ostatnim spotkaniu w Ołomuńcu, choć remis urządzał obie ekipy.
W Lechu myślą już jednak o styczniu, gdy do treningów wrócą Patrik Walemark, Antonio Milić, Alex Douglas i Daniel Hakans, a w lutym - Radosław Murawski. Pozostało jeszcze postawić kropkę w Czechach, zapewnić sobie ten awans, ale też - jak mówił w środę trener Niels Frederiksen powalczyć "o wyższe miejsce w tabeli, dodatkowe pieniądze oraz punkty do rankingu krajowej federacji".
A to zapewniało zwycięstwo.
W starciu z Sigmą, która bardzo dobrze prezentowała się miesiąc czy dwa miesiące temu, a teraz zupełnie zgubiła formę. Dowodem na to była porażka tydzień temu z Lincolnem na Gibraltarze (1:2), ale i klęska z Zlinie w niedzielę (0:5).
Sigma Ołomuniec - Lech Poznań w szóstej kolejce Ligi Konferencji. Oba zespoły bardzo blisko awansu. Dawał go remis
Frederiksen, w porównaniu do meczu z Mainz, dokonał w składzie Lecha dwóch zmian. Jedną wymusiła kontuzja Filipa Jagiełło, wejście Timothy'ego Oumy wydawało się trochę ryzykowne, ale Duńczyk nie miał innej opcji.
Zamiast Aliego Gholizadeha na skrzydle znalazł się jednak Taofeek Ismaheel - i to on już w 5. minucie miał wyśmienitą okazję, po podaniu Antoniego Kozubala. Wbiegł w pole karne, wystarczyło mocniej uderzyć, niekoniecznie precyzyjnie. A skrzydłowy mistrza Polski swojego strzału nie dokręcił.

Przez 20 minut Lech grał świetnie, próby pressingu Sigmy były nieudane, choć - nie licząc tej okazji Nigeryjczyka, innych szans goście nie mieli. A później przez kwadrans wyraźnie lepsi byli Czesi, napierali skrzydłami, nie dawali mistrzom Polski wytchnienia.
Sytuacja zmieniła się w 35. minucie, po świetnym strzale Mikaela Ishaka, który z narożnika pola karnego przelobował bramkarza Sigmy. Czesi irytowali się, że w szesnastce leżał wtedy Radim Breite, ale kapitan Sigmy przegrał wcześniej starcie w powietrzu z Pablo Rodriguuezem i liczył, że zostanie odgwizdany faul.
Lech ustawił sobie sytuację w końcówce pierwszej połowy. Najpierw kolejną wyśmienitą okazję zmarnował Ismaheel, ale za moment Abdoulaye Sylla sfaulował Rodrigueza. W sposób głupkowaty, bo mógł blokować Hiszpana ciałem, a wystawił nogę.
Do piłki podszedł jednak nie Ishak, a... Luis Palma. I już to wydawało się dziwne. Honduranin drobił kroki, uderzył niemal w środek, bramkarz Sigmy Jan Koutny odbił piłkę, jego koledzy daleko ją wybili. Tyle że wbiegli szeroką ławą za wcześnie i rzut karny trzeba było powtórzyć.
A teraz do piłki podszedł już kapitan Lecha - i podwyższył na 2:0.

Lech miał więc już to, po co przyjechał do Czech. A nawet więcej, bo w tabeli "na żywo" był w tym momencie na ósmej pozycji, czego nikt w Poznaniu raczej nie zakładał. Dwa wolne czwartki w lutym - to byłoby całkowite spełnienie marzeń.
Tyle że w tej tabeli ścisk na miejscach 8-18 był potężny, wszystkie zespoły miały w tym momencie 9 lub 10 punktów. Decydował bilans bramkowy, Lech mógł go poprawić w 58. minucie, gdy dostał kolejną jedenastkę. Znów po faulu Sylli na Rodriguezie. Ishak nie skompletował jednak drugiego w tym roku hat-tricka, tym razem bramkarz okazał się lepszy.
Im bliżej było końca spotkania, tym poznaniacy coraz bardziej byli spychani do głębokiej defensywy. Długo się udawało wybijać piłkę sprzed bramki Mrozka, aż w 84. minucie - po rzucie rożnym - Jan Kral dał gospodarzom kontaktowe trafienie. Ważne dla Sigmy, która w tym momencie zajmowała 24. miejsce, ostatnie dające awans.
Wynik się nie zmienił. Lech nie skończył na ósmej pozycji - spadł na 11. Sigma utrzymała tę 24, niemal cudem. Bo gdy kończył się mecz, była 25. Bramki w Atenach w 98. i 105. minucie, w meczu AEK - Universitatea Craiova, dały jej awans o jedną pozycję. Kosztem Rumunów.
"Kolejorz" o 1/8 finału zagra z fińskim Kuopion Palloseura lub Skendiją Tetovo z Macedonii Północnej. A jeśli wygra dwumecz, to trafi na Szachtar Donieck lub Rayo Vallecano.
Pełny zapis relacji z meczu Sigma Ołomuniec - Lech Poznań można znaleźć TUTAJ.











