Dwa trafienia Lecha w Madrycie. Koszmar z Gibraltaru mógł pójść w niepamięć. To nie był koniec
Dwa tygodnie temu mistrz Polski przegrał z rywalem z Gibraltaru, tydzień temu wymęczył wygraną w Pucharze Polski z klubem z piątego poziomu. Jakie były więc jego szanse w starciu z niezłym klubem z La Liga, który dwa miesiące temu zremisował na tym samym obiekcie z Barceloną? Niewielkie. A tymczasem po pierwszej połowie "Kolejorz" prowadził z Rayo Vallecano 2:0, był do bólu skuteczny. Zanim minął kwadrans drugiej części meczu, gospodarze nawiązali kontakt. A później Lech bronił korzystnego wyniku. Nie wybronił nawet remisu.

Dwa tygodnie temu mistrzowie Polski gościli już na Półwyspie Iberyjskim - skompromitowali się w starciu z Lincolm Red Imps z Gibraltaru, przegrali 1:2. Tamte punkty były w stolicy Wielkopolski niejako wliczone do dorobku w kontekście walki o awans do fazy pucharowej, nikt nie zakładał takiej wpadki.
I raczej też trudno było wierzyć w to, że poznaniacy będą w stanie powalczyć o komplet punktów w meczu ze średniakiem z La Liga - Rayo Vallecano. Nie w sytuacji, gdy od dawna nie są w stanie wygrać na własnym stadionie meczu ligowego, a w krajowym pucharze ogromny kłopot sprawia im zespół z piątej klasy rozgrywkowej. A przecież dziś na Estadio de Vallecas wybiegł niemal ten sam skład co tydzień temu w Słupsku.
Lech zagrał zupełnie inaczej niż w ostatnich spotkaniach. Być może gracze Rayo Vallecano byli już myślami przy niedzielnym starciu z Realem Madryt na tym samym stadionie, zapewne bardziej dla nich prestiżowym.
Nie zmienia to jednak faktu, że Lech podszedł do tej rywalizacji bez respektu dla silniejszego rywala. Dokładnie tak samo jak trzy lata temu w Walencji, gdy mierzył się na stadionie Levante z Villarrealem. Wtedy jednak skończyło się to porażką 3:4, mimo dwóch trafień Mikaela Ishaka.
Rayo Vallecano - Lech w Lidze Konferencji. Zaskakujący początek, VAR w akcji. A później zabójcza główka Luisa Palmy
Podczas przywitania piłkarzy można było dojrzeć, jak Antonio Milić dłużej wita się z kapitanem gospodarzy Oscarem Valentinem - Chorwat grał tu z nim wspólnie zanim trafił do "Kolejorza". Gospodarze od razu ruszyli z pressingiem, z dystansu nie trafił Gerard Gumbau, za chwilę podbity został strzał Ivan Balliu. A już za moment gorąco było przed polem karnym Rayo - Luis Palma wyszedł na czystą pozycję, czuł, ze Florian Lejeune pociągnął go za koszulkę. Ukraiński sędzia Wiktor Kopijewśkyj od razu pokazał żółtą kartkę, podyktował rzut wolny dla gości. A później udał się przed ekran, wezwany przez VAR.
Wydawało się, że Ukrainiec może zmienić kartkę na czerwoną, a tymczasem... wycofa się ze swojej decyzji. Anulował napomnienie dla Lejeune'a, Rayo dostało piłkę.
Lech zareagował jednak w idealny sposób. Już chwilę później Joel Pereira dorzucił piłkę z prawej strony, Luis Palma wbiegł przed obrońców i przelobował Augusto Batallę.

Tak jak się można było spodziewać, Hiszpanie uzyskali przewagę. Lech jednak nie skupiał się tylko na obronie. Owszem, Bartosz Mrozek był raz po raz zatrudniany, ale nie w jakichś ekstremalnie trudnych sytuacjach. Aż w 39. minucie mistrz Polski wyprowadził drugi cios. Świetnie z połowy wyszedł Milić, znakomicie odegrał Pablo Rodriguez, a Antoni Kozubal uderzył bez przyjęcia zza pola karnego. Było 0:2, kibice na Vallecas nie dowierzali.
Można się było spodziewać, że Hiszpanie ruszą do natarcia zaraz po przerwie. A tu już pod koniec pierwszej minuty w sytuacji sam na sam znalazł się jedyny Hiszpan w Lechu - Pablo Rodriguez. Niepotrzebnie chciał mijać Batalię, ten zdołał trącić futbolówkę nogą. A szkoda, 3:0 byłoby już potężną zaliczką.
Uwidaczniała się jednak przewaga gospodarzy, trener Rayo Inigo Perez dokonał aż czterech zmian. Jakościowych, co pokazała już akcja z 59. minuty. Pedro Diaz dograł przed bramkę, Isi Palazon wpakował piłkę do siatki, a obaj ledwie kilkadziesiąt sekund wcześniej weszli na boisko.
W Lechu tej pewności co zmienników nie było, skoro Yannick Agnero zastąpił Ishaka, a Kornel Lisman Pablo Rodrigueza.
Rayo atakowało, Lech się dobrze bronił - dużo lepiej niż w wielu spotkaniach tego sezonu. Były nawet fragmenty, gdy potrafił przebywać z piłką w okolicach pola karnego Rayo. Został kwadrans do końca, gdy ukraiński arbiter pokazał żółtą kartkę Mrozkowi za przedłużanie wznowienia gry i zasugerował, że takich akcji nie chce.

Było bardzo blisko wielkiego sukcesu, bo takim byłby triumf Lecha. Ale nie udało się, zabrakło kilku minut. W 83. minucie piłką z boku stracił Taofeek Ismaheel, kolejny rezerwowy. A z bliska wpakował ją do siatki Jorge De Frutos, najlepszy snajper Rayo, dziś wszedł chwilę wcześniej z ławki.
Lech więc wciąż bronił, ale tylko remisu. I nawet to mu się udało, mimo że Pacha obił tylo poprzeczkę. Gdy zaczynała się ostatnia doliczona minuta, Alvaro Garcia pokonał Mrozka. I Rayo wygrało 3:2.
Dokładny, minutowy zapis relacji z meczu Rayo Vallecano - Lech Poznań jest dostępny TUTAJ.













