Był o krok od blamażu z Jagiellonią. Po meczu nie wytrzymał. Mocne słowa na koniec
W pierwszym meczu 1/16 finału Ligi Konferencji Jagiellonia Białystok przegrała z Fiorentiną aż 0:3. Mało kto wierzył w możliwość powrotu z tak "dalekiej podróży". Zadanie to było jeszcze trudniejsze, ponieważ rewanżowe starcie odbywało się we Florencji. 26 lutego doszło jednak do prawdziwego cudu. 19-letni Bartosz Mazurek zdobył bowiem hat-tricka, wyrównując tym samym stan dwumeczu. Niestety w dogrywce gospodarze dwa razy trafili do bramki "Jagi" pieczętując los polskiego zespołu. Po zakończeniu spotkania szkoleniowiec Fiorentiny nie zamierzał gryźć się w język w kwestii postawy swoich podopiecznych.

Serca kibiców z Białegostoku zapewne zadrżały, kiedy w ramach losowania par 1/16 finału Ligi Konferencji Jagiellonia trafiła na Fiorentinę. Zespół ten co prawda przechodzi w obecnym sezonie poważny kryzys formy, jednak z pewnością nie można było lekceważyć potencjału drużyny, rozgrywającej swoje starcia na poziomie włoskiej ekstraklasy.
"Viola" udowodniła zresztą swoją wartość podczas pierwszego z dwóch meczów barażowych. Włoscy zawodnicy pokonali bowiem "Dumę Podlasia" aż 3:0. Co gorsza, dokonali tego w meczu wyjazdowym. Losy rywalizacji miały się więc rozstrzygnąć na stadionie we Florencji.
To właśnie na włoskiej ziemi doszło do czegoś nieprawdopodobnego. Już w pierwszej połowie wynik spotkania otworzył bowiem 19-letni Bartosz Mazurek. Jego gol wlał w serca sympatyków Jagiellonii ogrom nadziei. Ciężko natomiast opisać radość, jak towarzyszyła im po drugim trafieniu przytoczonego wyżej zawodnika. Dzięki geniuszowi nastolatka, do przerwy Jagiellonia Białystok prowadziła z Fiorentiną wynikiem 2:0.
Wciąż brakowało jednak jeszcze jednego trafienia, które ostatecznie wyrównałoby stan opisywanego dwumeczu. Okazało się jednak, że i na tego gola nie trzeba było czekać przesadnie długo. Już w 49. minucie futbolówka znów znalazła się pod nogami Bartosza Mazurka. Ten nie wahał się ani chwili, pokonując wprowadzonego w połowie spotkania Davida de Geę. Własnoręcznie dokonał on cudu, o którym wielu polskich sympatyków futbolu nawet nie śniło.
Jagiellonia była o krok od cudu w hicie Ligi Konferencji. "Nie jestem zaskoczony"
W drugiej połowie dogrywki bramkarz Jagiellonii zdecydował się jednak na ryzykowną interwencję, która zakończyła się utratą gola. Trafienie Nicolo Fagiolego w połączeniu z późniejszym golem autorstwa Moise Keana zaważyły na końcowym rezultacie całej rywalizacji. Sytuacji niestety nie odmieniła nawet pięknej urody bramka autorstwa Jesusa Imaza.
Tuż po zakończeniu meczu trener włoskiej ekipy, Paolo Vanoli, udzielił krótkiego wywiadu, w którym odniósł się między innymi do pełnej heroizmu postawy rywali z Polski. Przy okazji słownie skarcił również własnych zawodników.
"Absolutnie nie byłe zszokowany postawą Jagiellonii. Zdecydowanie bardziej zszokowany byłem naszą postawą, szczególnie w pierwszej połowie, gdzie naprawdę graliśmy bardzo źle. Pod względem mentalności musimy jeszcze bardzo dużo popracować. Jagiellonia grała dobrze nawet w Polsce. [...]. To był naprawdę trudny mecz" - podsumował to starcie szkoleniowiec Fiorentiny.
W dalszej części swojej wypowiedzi Vanoli przyznał również, że w pierwotnie nie planował wpuścić na boisko takich graczy jak Nicolo Fagioli czy Moise Kean. Zaliczka z pierwszego spotkania miała dać gwiazdorom zespołu szansę na odpoczynek przed trudami kluczowej części sezonu. Ostatecznie wejście późniejszych "katów" Jagiellonii zostało wymuszone przez pogarszającą się sytuację zespołu, który otarł się o porażkę skutkującą odpadnięciem z tegorocznej edycji Ligi Konferencji. Ostatecznie wymiar kary okazał się jednak wystarczający do wywalczenia awansu.












