1:3 Lecha z Szachtarem, a Fredriksen jest pewny. Te słowa usłyszeli piłkarze
Lech Poznań w czwartkowy wieczór dość boleśnie przekonał się, jakie umiejętności mają piłkarze Szachtara Donieck. A dokładniej - Brazlijczycy z ekipy mistrza Ukrainy. A tych zagrało aż dziesięciu. Przed rewanżem, ze tydzień w Krakowie, Szachtar ma dwie bramki zaliczki. Trener Lecha Niels Frederiksen dość uczciwie skomentował to, co działo się na murawie. Ale też przypomniał jedno ze spotkań z zeszłego lata, gdy Lech też musiał odrabiać straty.

Eksperci szanse Lecha Poznań i Szachtara Donieck na awans do 1/4 finału Ligi Konferencji oceniali dość podobnie, choć raczej ze wskazaniem na klub z Ukrainy. Atutem "Kolejorza" miało być to, że oba spotkania mógł rozegrać w kraju, a pewnie w rewanżu w Krakowie też na trybunach zjawi się wielu jego sympatyków. Tyle że ostatecznie decydowały umiejętności piłkarskie, przynajmniej w pierwszej potyczce. Lech nie miał za wiele do powiedzenia, lepszy fragment po przerwie pozwolił mu na zdobycie kontaktowej bramki, ale już nie na wyrównanie.
Skończyło się na porażce 1:3 (0:1), wszystkie bramki dla gości zdobyli Brazylijczycy: Marlon Gomes w 36. minucie, Newerton w 48. oraz Isaque Silva w 85. Ten ostatni - przewrotką. Lech odpowiedział trafieniem Mikaela Ishaka w 70. minucie.
Przed rewanżem zespół z Ukrainy ma więc spory komfort.
Lech Poznań - Szachtar Donieck 1:3 w Lidze Konferencji. Niels Frederiksen ocenił spotkanie
- Każdy chyba widział, że rywal prezentował dziś bardzo wysoką jakość. I miałem poczucie, że to drużyna lepsza od tych, z którymi mierzymy się w naszej lidze - nie ukrywał Niels Frederiksen.
Trener Lecha przyznał, że gości byli znakomicie przygotowani szybkościowo i fizycznie, dobrze utrzymywali się przy piłce.
Powinniśmy patrzeć jednak na siebie, co my mogliśmy zrobić lepiej. A powinniśmy mieć większą kontrolę nad piłką, bo mamy do tego właściwych graczy
- A traciliśmy zbyt wiele piłek. I napędzaliśmy im kontry - przyznał duński trener mistrza Polski. On oczekiwał innego spotkania, większego spokoju w grze. I stąd w przerwie dokonał zmiany, Leo Bengtssona zastąpił Timothy Ouma. Po to, by trochę opanować sytuację w środku pola.
- Nie byliśmy w stanie wygrywać tam piłek, szukałem balansu przy stratach. I po przerwie to wyglądało już lepiej - dodał.

Zaznaczył przy tym, że aby liczyć na korzystny wynik w starciu z taką ekipą jak Szachtar, drużyna musi wejść na najwyższy poziom. - Nam to się dzisiaj nie udało - przyznał.
Trener Lecha nie uważa jednak, że sprawa awansu Szachtara jest przesądzona. Przypomniał sytuację z zeszłego lata, gdy Lech walczył o fazę grupową Ligi Europy z Genkiem. I poległ przy Bułgarskiej 1:5, by wygrać na wyjeździe. Choć rywalizacja była o tyle inna, że Belgowie mogli z dużo większym spokojem podejść do rewanżu niż obecnie Szachtar. - To nie jest dobry punkt wyjściowy, ale na pewno się nie poddamy. I to właśnie powiedziałem zawodnikom. Bo też mam w pamięci tamto spotkanie w Belgii.

Lech nie ma co jednak liczyć na ulgę ze strony Szachtara. Zapewnił o tym trener mistrza Ukrainy Arda Turan. I przypomniał, że jako piłkarz Barcelony grał w pamiętnym spotkaniu z PSG, gdy "Duma Katalonii" odrabiała straty w rewanżu w 1/8 finału Ligi Mistrzów. A w Paryżu przegrała 0:4.
Turek wszedł w rewanżu na boisko w 65. minucie, przy stanie 3:1. A skończyło się na 6:1, Barca trafiła dwa razy w doliczonym czasie gry. I awansowała. - W rewanżu musimy zagrać na takiej samej koncentracji - ocenił.
Drugie spotkanie tych drużyn w kolejny czwartek w Krakowie.












