Szaleństwo w Lidze Europy, 3 nieuznane gole. Polak jednym z bohaterów
Z nami niezwykle ciekawy mecz między Fenerbahce a Aston Villą. Oba zespoły postawiły na atak kosztem obrony, co doprowadziło do 25 strzałów i wielkich emocji, zwłaszcza w drugiej połowie, gdy turecki zespół trochę się rozbudził. Ostatecznie mimo ofensywnego szaleństwa o zwycięstwie zadecydował jeden cios z pierwszej połowy. Jednym z bohaterów został reprezentant Polski Matty Cash.

Fenerbahce w świetny sposób zaczęło 2026 rok - wygrało wszystkie 4 mecze, notując bilans bramkowy 8:2 i zdobywając Superpuchar Turcji po finale z hegemonem krajowej piłki, czyli Galatasaray. Było jednak jasne, że o podtrzymanie zwycięskiej passy może nie być łatwo, bo do Stambułu przyjechał 3. zespół tabeli Premier League oraz zarazem Ligi Europy, czyli Aston Villa. W spotkaniu nie brał udziału już Sebastian Szymański, który potwierdził odejście z klubu.
Z kolei podopieczni Unaia Emery'ego może nie błyszczeli w styczniu aż tak mocno jak wcześniej (do wygranych nad Tottenhamem i Nottingham Forest doszedł remis przeciwko Crystal Palace i przegrana z Evertonem), ale wszyscy pamiętają o imponującej passie kolejnych 11 triumfów od 6 listopada do końcówki grudnia.
Na stadionie Şükrü Saracoğlu jak zawsze panowała świetna atmosfera, co jednak nie przeszkadzało przyjezdnym. Powoli budowali swoją przewagę, "ostrzegawcze" strzały oddali Marco Asensio i Emiliano Buendia, po drugiej stronie boiska na uderzenie zdecydował się Fred.
W 25. minucie wynik został otwarty. "The Villans" ładnie rozegrali piłkę krosowo z linii obrony. Na prawym skrzydle wymienili kilka szybkich podań, aż w końcu Matty Cash zdecydował się na dośrodkowanie, które po delikatnym odbiciu przez jednego z obrońców trafiło do Jadona Sancho. Ten głową dał gościom prowadzenie, to był jego pierwszy gol dla klubu (w 19. meczu, łącznie czekał 757 minut). Z uwagi na interwencję rywala Polakowi nie można było zapisać klasycznej asysty, tylko tę 2. stopnia.
Gospodarze zaczęli grać odważniej, ale brakowało im konkretów w atakującej tercji boiska. Odpuszczali dość mocno grę w defensywie, co mogło się zemścić. W jednej z sytuacji skrzydłowy Villi już ominął bramkarza, trafił do siatki, ale został odgwizdany spalony. Angielski zespół schodził na przerwę ze świadomością, że mógł prowadzić wyżej.
Początek drugiej części nie przyniósł innego obrazu meczu. Goście zamierzali zadać drugi cios. Najpierw obok bramki z woleja uderzył Tyrone Mings, następnie Buendia w dobrej sytuacji się pogubił, a zaraz później Jadon Sancho o pół sekundy za długo zwlekał ze strzałem, przez co został zablokowany. Podwyższenie rezultatu wisiało w powietrzu.
Trener Domenico Tedesco nie zamierzał czekać z założonymi rękami i w 56. minucie dokonał podwójnej zmiany, wprowadzając Demira i Taliscę. Ten drugi bardzo dobrze poczuł się na boisku, w krótkim czasie oddał dwa strzały z daleka, ale najgroźniejszy był ten z pola karnego. Nie wykorzystał jednak świetnego podania prostopadłe i przegrał pojedynek z bramkarzem.
Liga Europy, Fenerbahce - Aston Villa. Matty Cash trafił w obramowanie bramki
Gracze Emery'ego też nie marnowali czasu. Strzał Casha na słupek zbił Ederson, a za chwilę Ismail Yuksek po wrzutce Sancho wpadł z piłką do własnej bramki - gol samobójczy jednak nie został zaliczony, bo Anglik znalazł się na spalonym. Drużyna z Birmingham znajdowała się w specyficznej sytuacji, bo powinna wygrywać wyżej, ale nie mogła być pewna, że wywiezie ze Stambułu zwycięstwo.
W 75. minucie z jej perspektywy fatalny scenariusz mógł się spełnić. Trafienie Akturkoglu było jednak trzecim nieuznanym, bo asystujący mu Jhon Duran został przyłapany na metrowym spalonym. W ostatnim kwadransie było gorąco, grający świetnie Milan Skriniar brutalnie zaatakował kostkę Watkinsa, obejrzał jednak tylko żółtą kartkę. Sędzia doliczył aż 7 minut, ale patrząc na obraz rywalizacji, zwiększało to szansę na 2:0 dla Villi niż 1:1. Goście mieli kolejne rzuty rożne, a gospodarze popełniali błędy indywidualne i nie potrafili nawet wyprowadzić kontrataku.
Mimo wygranej przyjezdni nie awansowali w tabeli, bo wygrały też Midjtylland i Olympique Lyon, ale najważniejsze jest dla nich to, że mają już pewność gry w 1/8 finału. Z kolei Fenerbahce spadło z 12. pozycji na 16., a przecież przed nami jeszcze mecze rozpoczynające się o 21:00.













