Same przepisy wyglądają interpretacyjnie.
Lech miał dolecieć już w środę
Pierwotny plan zakładał wylot z poznańskiej Ławicy w środę o godzinie 14.30. Lot miał potrwać około trzech godzin, a lądowanie na Wyspach Owczych planowano na 16.30 czasu lokalnego. Następnie zespół miał pojechać autokarem do swojego hotelu. Problemy pojawiły się z powodu gęstej mgły nad portem lotniczym Vagar. Ograniczona widoczność sprawiła, że samolot z drużyną Lecha nie otrzymał zgody na przylot. Klub przez ponad dwie i pół godziny czekał na rozwój sytuacji i analizował różne możliwości.
Lech przekazywał w środę, że pozostaje w stałym kontakcie z UEFA. Europejska federacja była informowana o problemach z podróżą, a klub konsultował możliwe konsekwencje przełożenia wylotu na dzień meczu. Wśród rozważanych wariantów znajdowało się także przeniesienie spotkania na piątek. - Kontaktujemy się teraz z UEFA, żeby sprawdzić, jakie będą konsekwencje takiej decyzji. Może przesuną mecz o jeden dzień, jeżeli polecimy jutro. Jeżeli będziemy lecieć jutro rano i będziemy musieli zagrać jutro, wtedy ruszymy wcześnie rano, żeby mieć jeszcze czas na odpoczynek na miejscu - mówił w środę trener Niels Frederiksen.
Ostatecznie klub zdecydował, że samolot wystartuje ponownie w czwartek rano. Maszyna nie dotarła jednak na Wyspy Owcze i wylądowała w norweskim Bergen. W chwili powstawania tego tekstu Lech nadal nie znajdował się więc w kraju, w którym ma rozegrać spotkanie.
Zobacz również:
Przepisy UEFA nakazują przylecieć dzień wcześniej
Lech Poznań na razie nie komentuje sytuacji, informując nas, że wkrótce zamieści stosowny komunikat w tej sprawie. Nie znamy zatem ustaleń klubu z UEFA oraz spojrzenia władz europejskiej federacji na zaistniałą sytuację. Zerknęliśmy natomiast w regulaminy.
Regulamin UEFA jasno określa, kiedy drużyna przyjezdna powinna pojawić się na miejscu. Artykuł 48.01 stanowi: "Kluby muszą zorganizować przyjazd swoich drużyn na miejsce najpóźniej wieczorem w dniu poprzedzającym dany mecz i w czasie pozwalającym na wypełnienie obowiązków medialnych w przeddzień spotkania". Skoro wyłącznie ze względów pogodowych Lech ruszył w podróż dzień później, można domniemywać, że UEFA zgodziła się na takie rozwiązanie. Pierwotny plan podróży Lecha zakładał bowiem przybycie na Wyspy Owcze około 26 godzin przed rozpoczęciem meczu. Był więc zgodny z minimalnym wymogiem UEFA. Do startu nie doszło z powodu braku możliwości bezpiecznego lądowania na lotnisku Vagar, a podobne problemy miały również inne samoloty podróżujące w kierunku archipelagu.
Kluczowe przy ewentualnym postępowaniu byłoby zatem ustalenie, czy Lech zrobił wszystko, czego można było rozsądnie wymagać, czy też zbyt późno zaplanował podróż do miejsca słynącego z trudnych i gwałtownie zmieniających się warunków pogodowych.
Kiedy UEFA może orzec walkower?
Najważniejszym przepisem jest artykuł 29.01 regulaminu europejskich pucharów:
"Jeżeli klub odmawia gry lub jest odpowiedzialny za to, że mecz nie odbył się albo nie został rozegrany w całości, organy dyscyplinarne UEFA orzekają walkower przeciwko temu klubowi".
Najważniejsze jest użyte w regulaminie słowo "odpowiedzialny". Sam fakt niedotarcia na miejsce nie oznacza walkowera. UEFA musiałaby zbadać wszystkie okoliczności: prognozy pogody, plan podróży, decyzje władz lotniska, dostępne połączenia alternatywne oraz działania podejmowane przez Lecha po odwołaniu pierwszego lotu. To wszystko wydaje się działać na korzyść Lecha - pierwotny lot był w "regulaminowym" terminie, a nie doszedł do skutku przez warunki pogodowe.
Jeżeli europejska federacja uzna, że przyczyną były wyłącznie nadzwyczajne warunki atmosferyczne, na które klub nie miał wpływu, może zdecydować o przełożeniu spotkania. Jeżeli jednak stwierdzi, że Lech przez niewystarczające zabezpieczenie podróży odpowiada za nieodbycie się meczu, regulamin nakazuje orzeczenie walkowera. Teoretycznie furtka jest, lecz raczej mało prawdopodobna.
Mecz może zostać rozegrany następnego dnia
Artykuł 27.01 regulaminu UEFA stanowi, że jeżeli w dniu meczu zostanie podjęta decyzja, iż spotkanie nie może się rozpocząć, co do zasady należy rozegrać je następnego dnia. To oznacza, że pierwszym rozwiązaniem dostępnym dla UEFA jest przeniesienie rewanżu na piątek.
W regulaminie pojawia się również bardzo ważne zastrzeżenie: przełożenie spotkania następuje "bez uszczerbku dla ewentualnych środków dyscyplinarnych". UEFA może więc zgodzić się na rozegranie meczu następnego dnia, a następnie osobno ocenić odpowiedzialność Lecha. Jeżeli uznałaby, że to polski klub odpowiada za zmianę terminu, Lech prawdopodobnie musiałby pokryć nie tylko własne wydatki, ale również dodatkowe koszty podróży, zakwaterowania i wyżywienia poniesione przez przeciwnika, sędziów oraz delegatów UEFA. Jeżeli natomiast zmiana terminu nastąpiłaby bez winy którejkolwiek ze stron, każdy uczestnik ponosiłby własne dodatkowe koszty.
Lugano zdążyło przed mgłą
W ewentualnym sporze z UEFA na niekorzyść Lecha może działać przypadek FC Lugano. Szwajcarski klub również ma w czwartek rozegrać spotkanie na Wyspach Owczych, ale dotarł na archipelag dwa dni wcześniej. Lugano przygotowuje się na miejscu do rewanżu z NSI Runavik i uniknęło problemów, które zatrzymały mistrza Polski.
Postępowanie Szwajcarów pokazuje, że pogodowe ryzyko związane z podróżą na Wyspy Owcze było możliwe do ograniczenia. Archipelag posiada tylko jedno lotnisko, a lądowania na Vagar są uzależnione od zmiennej pogody i wymagają od pilotów specjalnych uprawnień.
Nie przesądza to jednak automatycznie o winie Lecha. Regulamin UEFA nie nakazuje przybycia na miejsce dwa dni przed spotkaniem. Wymaga dotarcia najpóźniej wieczorem w przeddzień meczu, a pierwotny plan poznańskiego klubu spełniał ten warunek. Przypadek Lugano może być natomiast argumentem, że trudności nie były całkowicie nieprzewidywalne i że ostrożniejszym rozwiązaniem byłoby zaplanowanie wcześniejszej podróży. Mówimy tu jednak wyłącznie o interpretacji, a nie o twardych wymogach regulaminu.
Lech ma argumenty na swoją obronę
Sytuacja mistrza Polski jest trudna, ale nie można już teraz stwierdzić, że niedotarcie na mecz automatycznie oznaczałoby porażkę walkowerem. Lech ma kilka istotnych argumentów:
Pierwotnie zaplanował przylot w terminie zgodnym z regulaminem UEFA. Podróżował samolotem czarterowym, a więc rozwiązaniem dającym większą kontrolę nad godziną wylotu niż zwykłe połączenia rejsowe. Klub i załoga pozostawali w gotowości, ale nie otrzymali zgody na lądowanie. Problemy pogodowe dotyczyły także innych samolotów. Lech przez cały czas informował UEFA o sytuacji i konsultował z federacją kolejne decyzje.
Z drugiej strony UEFA może zapytać, czy w przypadku podróży na Wyspy Owcze - przy znanych prognozach i specyfice lotniska Vagar - przylot zaplanowany dopiero na popołudnie poprzedzające spotkanie stanowił wystarczające zabezpieczenie.
Ostateczna decyzja będzie zależeć od tego, czy Lech dotrze na archipelag i czy rozegranie spotkania w czwartek pozostanie możliwe. Jeżeli drużyna nie pojawi się na stadionie, UEFA będzie musiała rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z niezależną od klubu siłą wyższą, czy z sytuacją, za którą - przynajmniej częściowo - odpowiada sam mistrz Polski.












