Rangers FC - Standard Liege 3-2 w meczu 5. kolejki Ligi Europy, awans Szkotów
Rangers FC po widowiskowym meczu pokonali na Ibrox Stadium 3-2 Standard Liege i na kolejkę przed końcem zmagań w grupie D zapewnili sobie awans do kolejnej fazy Ligi Europy. Rozmiary zwycięstwa byłyby dużo bardziej okazałe, gdyby nie dzień konia bramkarza gości 22-letniego Arnauda Bodarta, który zwłaszcza w drugiej połowie dokonywał cudów między słupkami. Zespołowi z Belgii, podobnie jak grającemu w tej samej grupie Lechowi Poznań, w ostatniej kolejce pozostaje już tylko gra o honor.

W czterech poprzednich meczach "Rangersi" nie zaznali goryczy porażki. Mieli na koncie osiem punktów, na które złożyły się dwa zwycięstwa oraz dwa remisy. W starciu ze Standardem byli zdecydowanym faworytem i po trzymającym w napięciu meczu dołożyli kolejną wygraną. Czwartkowe zwycięstwo nie przyszło jednak łatwo, bo faworyt szybko musiał zacząć odrabiać straty.
Mecz fantastycznie rozpoczął się dla gości z Belgii już w 6. minucie. Precyzyjnym podaniem z lewej flanki popisał się Duje Cop, a znakomicie w tempo wbiegł w pole karne Maxime Lestienne. 28-latek uprzedził obrońców i pewnym strzałem z bliskiej odległości wyprowadził Standard na niespodziewane prowadzenie. Dla Lestienne'a był to drugi gol w tej edycji Ligi Europy.
Objęcia prowadzenia nie sprawiło, by goście mieli się cofnąć. Wkrótce w dość dobrej sytuacji znalazł się Samuel Bastien, ale nieczysto trafił w piłkę i nawet nie zmusił do wykazania się Allana McGregora.
Gospodarze groźną akcją odpowiedzieli w 13. minucie. Prostopadłe zagranie w "16" posłał Glen Kamara, Ryan Kent ruszył z piłką i szukał strzału, ale w ostatniej chwili bardzo dobrze interweniował Merveille Bope Bokadi, czystym wślizgiem wybijając futbolówkę.
Szybki gol dla Belgów sprawił, że mecz od razu zaczął nabierać rumieńców. A Standard cały czas poczynał sobie z dużym animuszem, parokrotnie odbierając faworytom piłkę w środku pola. Gospodarze momentami nieco się frustrowali, o czym świadczył faul napastnika Alfredo Morelosa, a w walce wręcz ucierpiał Collins Fai.
Po dwóch kwadransach podopieczni Gerrarda w końcu podkręcili tempo i parokrotnie, w odstępie kilku minut, zagrozili bramce Arnauda Bodarta. Generalnie zaczęła się coraz wyraźniej zarysowywać przewaga Szkotów, którzy zamknęli gości na ich połowie i długo rozgrywali piłkę, szukając momentu "uśpienia".I szybko dopięli swego! W 39. minucie Connor Goldson udowodnił, że jest specjalistą od bramek zdobywanych głową. Oddał w polu karnym bardzo mocny, pewny strzał, a duża w tym zasługa Borny Barisicia, etatowego "asystenta", który posłał koledze wypieszczone podanie.
Niesamowite, co stało się po upływie dwóch minut! Standard odpowiedział golem Copa, który wspaniale zamykał akcję po dośrodkowaniu z prawej strony. Niestety w tej sytuacji Chorwat zaliczył bardzo bolesne uderzenie kroczem w słupek, wpadając w niego z całym impetem.
To nie było koniec emocji, bo w doliczonym czasie gry gospodarze wywalczyli rzut karny. A konkretnie Kemar Roofe. To po jego strzale przypadkowo piłkę ręką zagarnął Lestienne. James Tavernier ustawił futbolówkę na "wapnie" i pewnym strzałem nie dał szans golkiperowi.
Druga połowa od razu rozpoczęła się od groźnej sytuacji w wykonaniu Belgów. Zamykający akcję Lestienne w trudnej sytuacji, już niemal z zerowego kąta, trafił piłką w słupek. Domagał się jeszcze rzutu rożnego, ale sędzia nie uznał, by jako ostatni piłkę dotknął Tavernier.
Drużyna z Liege miała bardzo dobrą okazję w 56. minucie, by po raz trzeci objąć prowadzenie. Wypuszczony w uliczkę Abdoul Tapsoba miał przed sobą tylko bramkarza, ale kunszt pokazał McGregor, który nie dał się zaskoczyć, a w dodatku rozpędzony napastnik przeleciał przez okalającą płytę boiska bandę.
Znakomitą akcją, najlepszą w tym meczu, w końcu błysnęli "Rangersi" w 63. minucie. Szybką wymianę podań, która zupełnie wymanewrowała gości, strzałem z pola karnego wykończył Scott Arfield. Ogromny udział przy tej bramce miał Kent, który posłał świetne podanie do nabiegającego kolegi.
Siedem minut później Szkoci byli o włos, by podwyższyć prowadzenie. Morelos wychodził jeden na jeden z bramkarzem, ale zabrakło mu ułamka sekundy, by zdążyć "dzióbnąć" piłkę. Szybszy okazał się Badart, który bardzo odważnie rzucił mu się pod nogi.Bramkarz Standardu pokazał najwyższy kunszt również kilkadziesiąt sekund później, gdy znakomitą paradą obronił szybującą przy słupku piłkę po strzale z rzutu wolnego Taverniera.
Bodart tak naprawdę pokazał, na co go stać, dopiero w 80. minucie. Strzałem najwyższej próby z rzutu wolnego popisał się Barisić, mocno uderzona piłka leciała pod poprzeczkę, a mimo to 22-letni golkiper zdołał ją sięgnąć i sparować na poprzeczkę. Wielka klasa, którą jeszcze raz potwierdził dwie minuty później, przenosząc nad bramką strzał z kilku metrów głową Goldsona.
Spektakl w wykonaniu Bodarta trwał w najlepsze, bo w 85. minucie zatrzymał kolejną szarżę, tym razem samotną pogoń na bramkę w wykonaniu Roofe'a.
AG
Rangers FC - Standard Liege 3-2 (2-2)
Bramki: 0-1 Lestienne (6.), 1-1 Goldson (39.), 1-2 Cop (41.), 2-2 Tavernier (45+1 z karnego), 3-2 Arfield (63.).








