Przez lata niedoścignionym i wymarzonym miejscem dla polskich klubów było piętnaste - to właśnie wskutek jego zajęcia na koniec sezonu 2024/25, w Europie reprezentowało nas teraz pięć drużyn, w tym dwie w eliminacjach Ligi Mistrzów. Poprzedni sezon skończyliśmy już na miejscu dwunastym, dzięki czemu za rok aż dwie polskie ekipy już na starcie eliminacji będą pewne miejsc w fazie ligowej pucharów (mistrz zacznie od ostatniej rundy eliminacji Ligi Mistrzów, więc alternatywy będą tylko dwie: awans do tych rozgrywek lub "spadek" do Ligi Europy; natomiast zdobywcę Pucharu Polski czeka podobny los, tylko piętro niżej - zacznie od ostatniej rundy eliminacji Ligi Europy, więc w najgorszym wypadku spadnie bezpośrednio do Ligi Konferencji). Po występach polskich klubów w pucharach w ubiegłym tygodniu stało się jednak coś absolutnie historycznego - Polska w rankingu wylądowała na 10. miejscu - to nie zdarzyło się nigdy wcześniej. Takie miejsce w ostatecznym rozrachunku sprawi, że mistrz Polski 2027/28 zagrałby z urzędu w Lidze Mistrzów.
Czym innym jest jednak być tymczasowo w dziesiątce, a czym innym zajmować tę pozycję na koniec sezonu. A dla podziału miejsc w pucharach istotny jest ranking po zakończeniu rozgrywek. Na dziś - wbrew rankingowej sytuacji - na pewno nie jesteśmy faworytami. Nad Czechami, które pewne są udziału co najmniej trzech klubów w głównej fazie pucharów, a w skrajnym przypadku mogą mieć aż pięć, mamy zaledwie 0,1 punktu przewagi - coś, co można z nawiązką odrobić pojedynczym remisem w fazie ligowej. Nad Grecją nasza przewaga wynosi około trzy punkty, z tym, że Grecy również mają pewne już trzy miejsca w pucharach oraz podobnie jak Czesi walczą o pięć. W Polsce tymczasem wiemy, że jesienią na pewno zobaczymy Lecha Poznań i Jagiellonię Białystok (walczą o Ligę Europy, ale w najgorszym przypadku znajdą się w Lidze Konferencji), ale losy pozostałych naszych reprezentantów są albo niepewne (Raków Częstochowa), albo mówilibyśmy o gigantycznej sensacji, gdyby misja wejścia do fazy ligowej Ligi Konferencji skończyła się sukcesem (Górnik Zabrze).
Utrzymanie dziesiątki będzie zatem zadaniem dużo trudniejszym, niż tymczasowy awans do niej w ubiegłym tygodniu. Trudniejszym, lecz nie nierealnym. Tu dochodzimy do momentu, o którym pisaliśmy na początku, wspominając o absolutnie kluczowych dniach. Ostatnia runda eliminacji pucharów zaczynająca się w dzisiejszy czwartek i kończąca w następny, da nam odpowiedzi, ile klubów wprowadzimy do fazy ligowej my, a ile nasi rywale. Śledząc poczynania Lecha, Jagiellonii, Rakowa i Górnika, warto wiedzieć, na co jeszcze zwracać uwagę wieczorem. Przeanalizujmy ranking i spotkania naszych rywali.
10. Polska - 44,325 punktów, aktualnie 4/5 zespołów w pucharach
Lech i Jagiellonia grają o Ligę Europy, a ich rywalami będzie odpowiednio szwajcarski Thun oraz gruzińska Iberia. Teoretycznie "czysto rankingowo" ich mecze nie mają aż tak wielkiego znaczenia, bo z pucharów ich wyeliminować się nie da, ale praktycznie awans do Ligi Europy rysuje się korzystniej - po pierwsze oznaczałoby to zapunktowanie już w eliminacjach, a po drugie wyjątkowo w obecnym sezonie "rozstrzał" sił pomiędzy LE, a LK wcale nie jest tak duży, jak w poprzednich. Do tego Liga Europy, otwiera się w nowym oknie gwarantuje swoim uczestnikom przynajmniej osiem meczów, zamiast sześciu "piętro" niżej, oraz wyższe bonusy za zajęte miejsca na koniec fazy ligowej.
Raków i Górnik nie mają komfortu - jeśli odpadną odpowiednio z Hajdukiem i AS Monaco, jesienią nie zobaczymy ich w pucharach. Pozostanie wyłącznie z dwoma zespołami definitywnie zamknie nam marzenia o dziesiątce. Z trzema da szansę. Z czterema - bardzo szeroko otworzy bramy. Patrząc na klasę rywali, realnie możemy myśleć o trzech, jednak z obecną formą Rakowa obawa o awans wydaje się uzasadniona. Górnik na boisku wygląda nieporównywalnie lepiej, jednak AS Monaco to najmocniejsza marka z wszystkich, z jakimi wszystkie polskie ekipy zetknęły się w bieżących eliminacjach. Awans Rakowa należy więc brać w ciemno, a awans Górnika totalnie odmieniłby nasze spojrzenie na szanse na Ligę Mistrzów bez eliminacji.
11. Czechy - 44,225 punktów, aktualnie 5/5 zespołów w pucharach
Trzy czeskie kluby są już pewne udziału w pucharach - Slavia zagra w Lidze Mistrzów (doliczamy Czechom minimalny bonus za ten awans - 1,2 punktu, który UEFA doliczy oficjalnie dopiero po fazie ligowej), Sparta w Lidze Europy, a Viktoria Pilzno jest w identycznej sytuacji jak Lech i Jagiellonia, choć rywala ma mocniejszego (Crvenza zvezda Belgrad). Do tego Jablonec i Hradec Kralove grają o Ligę Konferencji. Paradoks polega na tym, że o ile w starciu z pierwszą z tych drużyn zdecydowanie trzeba trzymać kciuki za Glasgow Rangers, o tyle prawdopodobnie należy... kibicować ekipie z miasta nad Łabą. Wszystko dlatego, że Hradec Kralove zmierzy się z greckim Panathinaikosem i dużo korzystniejszym rozstrzygnięciem z polskiego punktu widzenia, byłoby wprowadzenie czterech czeskich i maksymalnie czterech greckich zespołów do fazy ligowej - tym bardziej, że potencjał Hradca jest na tyle ograniczony, że trudno spodziewać się, by zawojował Ligę Konferencji. W starciu Viktorii Pilzno z Crveną zvezdą oczywiście lepszym rezultatem jest wygrana Serbów - Viktoria wówczas nie zapunktuje w eliminacjach, a do tego wyląduje w rozgrywkach o niższych bonusach punktowych (na koniec fazy ligowej) oraz z zaledwie sześcioma meczami w głównej rundzie.
12. Grecja - 41,612 punktów, aktualnie 5/5 zespołów w pucharach
Trzy greckie zespoły - AEK, Olympiakos i OFI Kreta - są już pewne miejsca w pucharach. PAOK i wspomniany Panathinaikos walczą o Ligę Konferencji. Każda porażka greckiej drużyny jest dla nas korzystna (ewentualnie z jednym wyjątkiem - o tym niżej), bo mimo straty punktowej, perspektywa odrabiania przy ewentualnym komplecie ekip w pucharach, rysuje się dla Greków jako coś nadzwyczaj prostego.
Można się zastanawiać, czy korzystniejszy jest awans AEK do Ligi Mistrzów, czy spadek do Ligi Europy, bo wiadomo, gdzie o kolejne punkty trudniej - i nawet minimalny bonus 1,2 punktu za awans do LM może okazać się z polskiej perspektywy czymś lepszym, niż regularne punktowanie w LE oraz zgarnięcie tam później innego bonusu za miejsce.
Olympiakos swoje eliminacje już zakończył - zagra w Lidze Europy. OFI Kreta walczy o te rozgrywki z CSKA Sofia - warto trzymać kciuki za Bułgarów. Najbardziej kluczowe są jednak starcia PAOK z Brann Bergen oraz Panathinaikosu z Hradec Kralove - każde definitywne odpadnięcie greckiej drużyny z pucharów wzmacnia naszą pozycję.
Co dalej?
W rankingu teoretycznie groźni są jeszcze Duńczycy, którzy mają jednak poważną punktową stratę do Polski - przekraczającą siedem "oczek". Wiele wskazuje jednak, że skończą z kompletem czterech drużyn w Lidze Konferencji, więc niewykluczony jest ich rajd punktowy porównywalny z naszym sprzed roku (rekordowy sezon - 15,750 pkt). Jeśli jednak analizujemy ranking z perspektywy walki o dziesiąte miejsce, zakładamy regularne punktowanie polskich ekip - na tyle, że Duńczycy mogą się zbliżyć, ale nie wyprzedzić. Gdybyśmy jednak szybko odpadli z walki o dziesiątkę, zacznie się oglądanie za siebie.
Rok ma 52 tygodnie, ale dla polskiej piłki klubowej te zbliżające się kilka dni znaczą więcej, niż przeciętny kibic przypuszcza. Być może dosłownie teraz waży się kwestia awansu do Ligi Mistrzów.













