Pietuszewski zachwycił Portugalię, ale w Lidze Europy odstawiony. Trener się tłumaczy
Niespełna 18-letni Oskar Pietuszewski znakomicie odnalazł się w FC Porto. Strzela bramki, asystuje i zachwycił portugalskich kibiców. Nie pomoże jednak drużynie w czwartkowym meczu Ligi Europy z Vfb Stuttgart (godz. 18:45, transmisja Polsat Sport Extra 1). Taką decyzję podjął trener Francesco Farioli i przed spotkaniem w Niemczech musiał się tłumaczyć.

Zimą do FC Porto dołączyło czterech zawodników - oprócz Pietuszewskiego, Thiago Silva, Seko Fofana i Terem Moffi. To był o tyle problem, że w kontekście występów w europejskich pucharach zgodnie z przepisami UEFA do składu można zgłosić tylko trzech zawodników. Włoch musiał więc dokonać wyboru.
Chyba nie spodziewał się, że tak świetnie odnajdzie się w zespole Pietuszewski. Młody Polak od pierwszego meczu pokazuje, że jest znakomitym nabytkiem. W debiucie wypracował rzut karny w spotkaniu z Vitorią Guimares. Kolejną asystę zaliczył z Rio Ave aż w końcu wziął się za strzelanie bramek. Trafił w meczach z Aroucą i Benfiką Lizbona. Ten drugi gol zachwycił piłkarski świat, bo znakomicie ograł Nicolasa Otamendiego. Został wybrany zawodnikiem tygodnia zdaniem oficjalnej strony ligi portugalskiej.
Z nowych piłkarzy zagrał w ośmiu meczach, Thiago i Fofana w sześciu, a Moffi w pięciu. Trener Farioli podjął jednak decyzję, że Polak nie zostanie zgłoszony do rozgrywek Ligi Europy. O to zapytali go portugalscy dziennikarze przed meczem w Stuttgarcie.
- Patrząc wstecz na wszystko, co wydarzyło się z Samu [Aghehowa doznał kontuzji - przyp. red.] jestem zadowolony z decyzji o zarejestrowaniu Moffiego. Nie zgłosiliśmy Oskara, ale to nie znaczy, że mieliśmy wątpliwości. W przeciwnym razie nie zainwestowalibyśmy tak dużo w tak młodego zawodnika. Musieliśmy jednak podjąć decyzję zgodnie z przepisami UEFA - tłumaczył Farioli.
Włoch wyjaśnił też dlaczego zgłoszono Silvę i Fofanę. - Thiago musiał znaleźć się na liście, podobnie jak Seko, ze względu na jego znaczenie w pomocy, a Moffi do tego mógłby grać na kilku pozycjach. Powiedziałem mu nawet dzisiaj, że gdyby Samu był zdrowy, to bardziej pomógłby nam na skrzydłach - mówił Farioli. - Decyzja została podjęta nie bez powodu i niestety miałem rację, ponieważ oczywiście wolelibyśmy mieć Samu, ale tak się po prostu złożyło.














