Pietuszewski skreślony, Polak na trybunach. Porto zepchnięte do obrony. Dwa gole
FC Porto w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Europy wygrało na wyjeździe z VFB Stuttgart 2:1. Celem było przypieczętowanie awansu przed własnymi kibicami, a pomóc w tym nie mógł Oskar Pietuszewski. Polak bowiem nie został zgłoszony do tych rozgrywek. Porto nie miało jednak większych problemów, choć to goście dominowali. Ataki gospodarzy były bardziej konkretne i pozwoliły zamknąć wynik na stanie 2:0, co daje Porto awans do ćwierćfinału.

FC Porto w tym sezonie jest niesamowicie skuteczne, jeśli chodzi o aspekty defensywne. Ogromną rolę w tej solidności odgrywa polski duet obrońców, a więc ten złożony z Jana Bednarka i Jakuba Kiwiora. Polacy znakomicie zaaklimatyzowali się w nowych okolicznościach przyrody.
Porto brakowało jednak błysku w ofensywie. To zmieniło się wraz z przyjściem Oskara Pietuszewskiego, który zimą zasilił szeregi "Smoków" i właściwie w trybie natychmiastowym sprawił, że kibice Porto go pokochali. Można zastanawiać się, czy nie stał się nawet piłkarzem wyjściowego składu.
FC Porto w ćwierćfinale. Bednarek i Kiwior na boisku
Na pewno nie dotyczy to jednak rozgrywek Ligi Europy. Do tej bowiem nie został zgłoszony zimą. Porto należy do mocnych kandydatów do triumfu w tych rozgrywkach. W pierwszym spotkaniu 1/8 finału "Smoki" wygrały na wyjeździe z VFB Stuttgart 2:1. Na rewanż w składzie Porto mieliśmy tylko Bednarka. Kiwior usiadł na ławce, a Oskar na trybunach.
W pierwszych 20 minutach Porto praktycznie nie istniało. Goście wyszli z nastawieniem ekstremalnie ofensywnym, raz po raz napierało na bramkę Diogo Costy, który musiał kilka razy popisać się swoimi umiejętnościami. Ostatecznie na nic się to zdało, a Porto wystarczył jeden moment dekoncentracji.
Ten nadszedł w 21. minucie. Zrobiło się nieco więcej miejsca za plecami, a sytuację wykorzystał Gomes, który z bliska wbił piłkę do siatki po dobrze wyprowadzonej kontrze. Goście mieli tyle sytuacji, że wydawać by się mogło, że któraś musi skończyć się golem. Tak się jednak nie stało.
Porto schodziło do przerwy z prowadzeniem 1:0 i naprawdę dobrą sytuacją w dwumeczu, choć trener Farioli na pewno mógł mieć zastrzeżenia do gry w defensywie. W drugą połowę ekipa z Niemiec weszła z nieco mniejszym impetem, choć wciąż widać było, że celem jest strzelenie gola.
Do 60 minuty ta sztuka się nie udała, a pomóc w obronie bramki miał Jakub Kiwior, który wszedł na plac gry w 58. minucie. Z każdą kolejną minutą goście zyskiwali przewagę, co skończyło się w dokładnie taki sam sposób, jak w pierwszej połowie. Pierwszy celny strzał na bramkę zakończył się golem.
Było to naprawdę przepiękne trafienie. Popisał się nim wprowadzony z ławki Froholdt w 72. minucie. Ten gol właściwie zamykał jakiekolwiek dywagacje o tym, kto awansuje. Jakby tego było mało od 77. minuty goście grali w dziesiątkę.











