Kuriozum w Rzymie, trzy rzuty karne obronione. Kibice kipieli ze złości
Kuriozalne sceny miały miejsce w starciu AS Romy z OSC Lille w ramach 2. kolejki fazy ligowej Ligi Europy. Francuski zespół szybko objął prowadzenie, lecz gospodarze mieli okazję do wyrównania. Włosi zaprezentowali jednak pokaz wyjątkowej indolencji strzeleckiej, nie strzelając trzech następujących po sobie rzutów karnych. W każdym wypadku intencje strzelców w znakomity sposób wyczuwał bramkarz Lille Berke Ozer.

AS Roma, do której pod koniec okienka transferowego z Legii Warszawa trafił Jan Ziółkowski, na start zmagań w fazie ligowej Ligi Europy zmierzył się z francuską Niceą. Przedstawiciel Serie A na wyjeździe zaprezentował się bez zarzutu, pokonując drużynę z Ligue 1 2:1.
W kolejnej serii spotkań Włosi ponownie musieli zmierzyć się z francuskim zespołem. Tym razem przyszła pora na Lille, którego piłkarze w pierwszej kolejce po wyrównanym pojedynku pokonali na swoim terenie 2:1 norweski Brann.
Na Stadio Olimpico w Rzymie zanosiło się więc na atrakcyjny mecz dwóch drużyn, które w tej edycji Ligi Europy mogą sporo namieszać. Dodatkowo pojawił się również polski akcent. Na ławce Romy spotkanie rozpoczął Ziółkowski. Polski defensor w miniony weekend zadebiutował w barwach Romy w Serie A, lecz w spotkaniu z Lille nie otrzymał swojej szansy.
Kuriozum w Rzymie. Nie potrafili strzelić trzech kolejnych rzutów karnych. Bramkarz ich upokorzył
Francuski zespół w najlepszy możliwy sposób rozpoczął to spotkanie. Na bardzo trudnym terenie, przy głośnym dopingu miejscowych Lille wyszło na prowadzenie już w 6. minucie spotkania. Hakon Haraldsson wykorzystał niefrasobliwość defensywy gospodarzy i mocnym strzałem przy bliższym słupku pokonał Mile Svilara. Reprezentant Islandii postawił swój zespół w wyjątkowo korzystnym położeniu.
Rzymianie nie mieli innego wyjścia - szybko stracona bramka nakazywała nagłą zmianę planu taktycznego na to spotkanie. Trzeba było mocniej zaatakować. Szło im z tym różnie, a w najważniejszej ze statystyk wciąż widniało zero. Wiele wskazywało na to, że ulegnie to zmianie po zagraniu ręką Aissy Mandiego z 80. minuty.
Prowadzący ten mecz Belg Eric Lambrechts posiłkował się systemem VAR dyktując rzut karny dla Romy. Do piłki podszedł Artem Dovbyk, Ukrainiec jednak zawiódł, strzelając bardzo lekko i czytelnie. Berke Ozer nie miał problemów z rozczytaniem interwencji przeciwnika i sparował ten strzał na rzut rożny.
Radość tureckiego golkipera przerwał skład sędziowski, który dostrzegł, że Ozer zbyt szybko oderwał nogę z linii bramkowej, co w świetle obecnie obowiązujących przepisów jest niedozwolone. Do powtórki po raz drugi podszedł Dovbyk. Ukrainiec zachował się kuriozalnie, oddając bliźniaczo podobny strzał. I ponownie Ozer wyszedł zwycięsko z tego pojedynku.
To nie był jednak koniec - tym razem zbyt wcześniej w pole karne wbiegł jeden z zawodników Lille. Dovbyk zdecydował się nie przechodzić do historii i nie podszedł po raz trzeci do "jedenastki". Podmienił go Matias Soule, który wyciągnął wnioski z błędów kolegi z zespołu i oddał strzał w odmiennym kierunku. Tylko co z tego, skoro Ozer dokonał niebywałej sztuki i w przeciągu zaledwie kilku minut obronił trzeci rzut karny z rzędu. Turek został bohaterem Lille, które "dowiozło" prowadzenie 1:0 do ostatniego gwizdka i zanotowało drugie zwycięstwo w tej edycji Ligi Europy.














