3., 2., 3., 4., 3., 2. i 6. - to miejsca zespołu Puskas Akademia FC w ostatnich siedmiu sezonach ligowych w węgierskiej ekstraklasie. W przypadku Ferencvarosu rozpisanie takiego zestawienia nie ma większego sensu - ta drużyna sięgnęła po osiem mistrzostw kraju w ostatnich jedenastu kampaniach. Co łączy oba kluby? Powiązania z czołowymi politykami rządzącego w latach 2010-2026 Fideszu. To ich decyzje ukształtowały obecną czołówkę tamtejszego futbolu klubowego, choć oczywiście Ferencvaros ma wielką historię i na koncie 36 tytułów ligowych.
O jakich politykach mowa? O byłym premierze i przewodniczącym partii Viktorze Orbanie oraz wiceprzewodniczącym Gaborze Kubatovie. Ten pierwszy skupił się na rozwoju niemal od podstaw Puskas Akademia. Klub pochodzi z jego rodzinnej miejscowości Felcsut, w 2007 r. zmienił nazwę z klasycznego "FC" na obecną. Wieś jest położona 45 kilometrów na zachód od Budapesztu.
Orban zapewnił klubowi duże finansowanie. Według doniesień, które czytamy w "Guardianie" klub i jego fundacja w latach 2010-2014 miały budżet łączny na poziomie ok. 370 milionów euro. W 2014 r. otwarto Pancho Arenę. Choć malutką - jedynie 3816 miejsc - to bardzo ładną architektonicznie. Obecnie więcej na wynagrodzenia zawodników przeznacza jedynie Ferencvaros.

I tutaj właśnie przechodzimy do krajowego giganta, który stoi na przeszkodzie Górnika Zabrze do Ligi Europy w 3. rundzie eliminacji, a którego potęgę odbudowywał wspomniany Kubatov. "Fradi", którzy co kilka lat meldowali się na czele ligi (mistrzostwa w latach 1992, 1995, 1996, 2001 czy 2004), sezony 2006/07, 2007/08 i 2008/09 rozegrali na zapleczu elity. Dlaczego? Nie spadli w sposób sportowy, lecz instytucjonalny. Krajowy związek odmówił licencji z powodu 10-milionowego długu. Co ciekawe, później ta decyzja została uznana za bezprawną. Mówiły o tym wyroki Sądu Stołecznego z września 2006 r., Stołecznego Sąsu Apelacyjnego z grudnia 2006 r. i Sądu Najwyższego z lipca 2007 r. Jak widać, MLSZ odwoływał się od decyzji, ale przegrywał.
Ważne jest jednak to, że o ile sąd uznał cofnięcie i zabranie licencji za bezprawne, to nie przywrócił Ferencvarosu do ekstraklasy. Drużyna musiała wywalczyć awans na boisku. Zrobiła to dopiero za trzecim podejściem, 22 maja 2009 roku. Po powrocie zajęła 7. miejsce, ale o jej potencjale świadczyło podium w kampanii 2010/11 (3. lokata). I właśnie w wtedy Kubatov już był prezesem. Najpierw przewodził stowarzyszeniu FTC, a następnie 31 marca 2011 r. odkupił od angielskiego biznesmena Kevina McCabe'a spółkę za symboliczne 1 euro, a stadion i tereny wokół niego za ok. 2,5 mln euro. W 2016 r. "Fradi" po 12 latach przerwy sięgnęli po mistrzostwo. Zaczęła się kolejna złota era w ich historii. W ostatnich latach także na arenie międzynarodowej - w ostatnich 7 latach nieprzerwanie grają na jesień w europejskich pucharach - po razie w Lidze Mistrzów i Lidze Konferencji oraz 5 razy w Lidze Europy, o którą teraz walczą z Górnikiem.
- Kubatov ma pełną kontrolę, a sukces "Fradi" ewidentnie służy celom państwa. W pewnym momencie fani protestowali przeciwko niemu, ale teraz nikt nie śmie go krytykować. Kubatov celowo wysyła sygnał: gdyby Fidesz nie rządził, klub miałby kłopoty - mówił w maju 2025 r. Adam Feko, dziennikarz "Magyar Narancs". Gazeta śledcza "Atlatszo" informowała, że w latach 2011-2019 co najmniej 80 procent dochodów klubu pochodziło ze źródeł państwowych.
Puskas Akademia to nowobogacki twór, bezpośrednio odwzierciedlający i powiązany z indywidualną władzą polityczną. Ferencvaros to przejęcie i ponowne wykorzystanie autentycznego, tradycyjnego i nacjonalistycznego dziedzictwa sportowego dla politycznej legitymizacji
Fidesz odszedł, nadeszła Tisza. Finansowanie Ferencvarosu jest prześwietlane
W jaki sposób płynęły pieniądze? Od 2011 r. firmy mogły przekazywać część podatku CIT zamiast do państwa, to na sport, na konkretne kluby. Sąd uznał, że są to środki państwowe. Do tego kontrakty z "Fradi" podpisywały spółki skarbu państwa, np. koncern energetyczny MVM. Nie można zapominać też o klasycznych, bezpośrednich dotacjach rządowych oraz samorządowych. Państwo pomagało także w budowie infrastruktury.
Przypomnijmy jednak, że Fidesz już nie rządzi. 8 maja 2026 r., na kilka dni przed zaprzysiężeniem gabinetu Tiszy, Viktor Orban podpisał ważną decyzję. Polecił przyszłemu ministrowi sportu "rozważyć korzystne rozłożenie w czasie zobowiązań wobec państwa" Ferencvarosu. Mówi się, że sięgają one nawet miliarda. Klub podkreślał, że to wyłącznie kwestia rozliczenia dotacji, a nie jakichś długów. Rząd Petera Magyara na razie przegląda system finansowania, nie zabrał pieniędzy, ale doniesienia medialne sugerują, że może dojść do cięcia przepływu o nawet 80 procent. Najbliższe miesiące pokażą, czy Kubatov miał rację, zapowiadając "kłopoty" w przypadku braku ponownego triumfu jego partii.
Dodajmy, że pozostał prezesem klubu. Kibice na ten moment mogą spać spokojnie, bo Ferencvaros raczej osiągnął status małego dobra narodowego, na którym zależy wszystkim. Regularne występy w Europa League i sobotnia gościna Realu Madryt na sparingu na Groupama Arenie mówią same za siebie. Teraz drogę do LE węgierskiemu gigantowi chce zagrodzić Górnik.












