Górnik Zabrze na start kolejnej przygody w Europie spadł z wysokiego konia. Wicemistrz Polski po zaciętej rywalizacji odpadł w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów z tureckim Fenerbahce. Polski zespół nie był faworytem, lecz w spotkaniu z zespołem dysponującym prawdziwym gwiazdozbiorem zaprezentował się z przyzwoitej strony.
Kolejnym krokiem dla podopiecznych Michala Gasparika jest trzecia runda eliminacji Ligi Europy. Ich rywalem w tej fazie rozgrywek jest węgierski Ferencvaros. Stołeczny klub w dwóch poprzednich rundach był lepszy od serbskiej Vojvodiny Nowy Sad i holenderskiego Twente.
Dwumecz ten rozgrywa się o niezwykle wysoką stawkę. Triumfator ma zapewniony awans do fazy ligowej Ligi Konferencji i co najmniej 3 miliony euro przelewu od UEFA. Przegrany natomiast trafi na najgorszego możliwego rywala, jakim jest AS Monaco. Triumfator dwumeczu z kolej w IV rundzie LE zagra z Trabzonsporem.
Trudne 45 minut Górnika Zabrze. Węgrzy zmarnowali "setkę"
Już pierwsze minuty spotkania jasno pokazały, że dla Zabrzan ten dwumecz będzie wyjątkowo wymagającym zadaniem. Wicemistrz Polski rozpoczął od groźnego dośrodkowania Erika Janży z rzutu wolnego. Po dograniu Słoweńca żaden z piłkarzy nie zdołał trącić piłki głową w kierunku bramki rywala.
W kolejnych fragmentach inicjatywa była już zdecydowanie po stronie gospodarzy. Sygnał ostrzegawczy mocnym, aczkolwiek niecelnym uderzeniem z ostrego kąta dał Yusuf Bamidele. Ten sam zawodnik w 14. minucie po wrzutce w pole karne skierował futbolówkę głową na poprzeczkę.
Kolejne problemy Górnik miał w 17. minucie spotkania. Na lewej flance Janża nie nadążył za Kristofferem Zachariassenem. Norweg wyłożył futbolówkę Gabiemu Kanichowsky'emu, lecz zawodnik z Izraela uderzył niecelnie.
Najlepszą możliwą okazję zmarnował w 23. minucie Lenny Joseph. Pochodzący z Haiti napastnik otrzymał znakomite podanie wzdłuż pola karnego od Attili Osvatha. Zawodnik Ferencvarosu stał dosłownie metr od linii bramkowej, lecz w takiej sytuacji fatalnie skiksował, uderzając futbolówkę obok bramki Górnika.
Siedem minut później swoją szansę miał Górnik. Z prawej strony boiska Taofeek Ismaheel przytomnie zauważył niepilnowanego po drugiej stronie pola karnego partnera z zespołu. Yvan Ikia Dimi odebrał podanie i miał na tyle dużo miejsca, by przygotować precyzyjny strzał. Ostatecznie jednak przeniósł futbolówkę wysoko nad poprzeczką.
W 38. minucie w pole karne przedostał się Erik Prekop, lecz jego strzał finalnie zablokował jeden z rywali. Chwilę później Prekop znów sprawił problemy przeciwników. Tym razem po jego zagraniu strzał oddał Kacper Urbański. Wicemistrz Węgier ponownie go zablokował, dając Zabrzanom kolejny rzut rożny.
Czarne chmury nad PZPN, kluczowa współpraca zakończona. Media: Milionowe straty
Węgrom wystarczył jeden moment dekoncentracji. Problem Górnika przed rewanżem
Impet Węgrów z początku spotkania wraz z jego rozwojem opadł. Gra się bardziej wyrównała, a Górnik zaczął dochodzić do głosu. W pierwszych minutach po przerwie obserwowaliśmy właśnie taki scenariusz.
W 63. minucie dużo miejsce na prawej stronie boiska otrzymał Ismaheel. Nigeryjczyk zszedł z futbolówką do środka i pokusił się o strzał. Piłka nabrała obiecującej rotacji, lecz finalnie minęła bramkę strzeżoną przez Dibusza.
Niewykorzystane minuty zemściły się w 65. minucie. Ferencvaros cierpliwie rozgrywał akcję, aż wreszcie piłka trafiła pod nogi Marius Corbu. Rumuński pomocnik pozostawiony bez opieki przez Urbańskiego zdołał sobie przełożyć futbolówkę na prawą nogę i mierzonym strzałem pokonał Philippa Schulze.
Miejscowi po strzeleniu gola znajdowali się w zdecydowanie bardziej komfortowym położeniu. Górnik starał się prowadzić grę, lecz cały czas musiał uważać na groźne kontrataki Ferencvarosu. W 78. minucie znów z dystansu próbował Urbański. Tym razem piłka po jego strzale poszybowała nad bramką.
W odpowiedzi Corbu z łatwością minął dwóch zawodników Górnika, lecz tym razem spudłował z okolic 16 metra. Chwilę później Schulze zachował przytomność po rykoszecie poprzedzonym strzałem Kanichowsky'ego. Podobnie niemiecki golkiper zachował się przy uderzeniu z ostrego kąta Josepha.
Naprawdę niewiele zabrakło, by w 89. minucie wprowadzony z ławki Peter Gonzalez został bohaterem Górnika. Zawodnik z przeszłością w Realu Madryt odważnie poszedł w kierunku bramki i oddał strzał przy bliższym słupku, który był minimalnie niecelny. Reprezentant Dominikany jeszcze raz spróbował już w doliczonym czasie gry. Dibusz popisał się jednak refleksem.
Ostatecznie Górnik nie zdołał odwrócić losów spotkania i za tydzień na swojej ziemi będzie musiał odrobić jednobramkową stratę. Rewanżowy mecz zostanie rozegrany w czwartek 13 sierpnia o godz. 19:00 w Zabrzu.











