Po wielu perturbacjach Lech Poznań dotarł w końcu na Wyspy Owcze na rewanżowe spotkanie w eliminacjach do Ligi Europy z KI Klaksvik. Zaplanowane pierwotnie na czwartek spotkanie zostało przełożone na piątek. Miało to związek z opóźnionym przylotem piłkarzy mistrza Polski.
Pierwsze spotkanie "Kolejorz" wygrał skromnie - 1:0. W związku z tym nie mógł pozwolić sobie na utratę koncentracji, czy rozluźnienie w rewanżu. Zwłaszcza że rywalizacja z Klaksvik odbywała się na sztucznej murawie, co dla nieprzyzwyczajonych do tego zawodników potrafi stanowić spore utrudnienie.
Jagiellonia szaleje. Najpierw upragniony awans w LE, a teraz to. "Przyjeżdża"
Słodko-gorzka połowa Lecha. Gol i kontuzja gwiazdy
Zgodnie z przewidywaniami Lech od pierwszych minut zepchnął Farerów do niskiej defensywy, starając się możliwie jak najszybciej strzelić gola i ustawić nieco rywalizację w rewanżu. I to się udało.
W 20. minucie Walemark dograł w pole karne do Ishaka. Strzał Szweda został zablokowany, ale piłka trafiła pod nogi Sayyadmanesha, który zachował trzeźwość umysłu i z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki obok bezradnego bramkarza.
18 minut później Lech ruszył z groźną kontrą. Piłka trafiła do Luisa Palmy, a ten starał się kończyć akcję indywidualnie. Strzał oddał mocny i groźny, ale golkiper Klaksvik wykazał się refleksem i zdołał sparować uderzenie.
Niestety jeszcze przed końcem pierwszej połowy murawę opóścił Mikael Ishak. Była to konsekwencja urazu mięśniowego Szweda.
Klaksvik rozbite w dwumeczu. Lech z pewnym awansem
Druga połowa rozpoczęła się dla Lecha kapitalnie. Pięć minut po jej rozpoczęciu z piłką w polu karnym zabrał się Pablo Rodriguez, zwiódł defensorów Klaksvik i z dość ostrego kąta mocnym strzałem "pod ladę" pokonał Marka Jensena. Po trafieniu na 2:0 Lech oddał nieco inicjatywę rywalom, nastawiając się na kontrowanie.
Marciniak nie wyrzucił Messiego z boiska. Teraz się tłumaczy. "Pseudoeksperci"
Dopiero w 70. minucie Klaksvik oddał pierwszy celny strzał. Nie sprawił on zbyt wiele problemów Mateuszowi Lisowi. Był to najlepszy dowód tego, jak duża była różnica klas pomiędzy drużynami tego wieczoru.
Dwie minuty po tej akcji Kozubal musiał jednak wyręczyć swojego golkipera. Dobrze się ustawił na linii bramkowej i wybił przy bliższym słupku piłkę, która niechybnie wpadłaby w innej sytuacji do bramki.
Na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu pomyłkę obrońców Klaksvik wykorzystał Antoni Kozubal. Bezradny znów był w tej sytuacji bramkarz ekipy z Wysp Owczych.
W 81. minucie Klaksvik zdobyło bramkę na 1:3, ale sędzia błyskawicznie powstrzymał radość gospodarzy - trafienie nie zostało uznane z powodu spalonego. Odpowiedź Lecha była brutalna - Hakans stanął oko w oko z bramkarzem i się nie pomylił. Zamiast 3:1 było 4:0. A to nie był jeszcze koniec.
W doliczonym czasie gry na odważny strzał zza pola karnego zdecydował się Patrik Walemark. Uderzenie okazało się na tyle mocne i celne, że nie poradził sobie z nim Jensen.
Mistrz Polski dał absolutny pokaz mocy i to pomimo faktu, że przez całą drugą połowę grał bez swojego lidera. Pozostaje mieć nadzieję, że podróż powrotna do Polski przebiegnie już bez żadnych komplikacji.













