Bezwzględna riposta "Smoków". Bednarek rozwścieczył kibiców. Potem gol za golem
FC Porto w 1/8 finału Ligi Europy. Drużyna Polaków pokonała 3:1 Rangers FC w ostatniej kolejce fazy zasadniczej i wchodzi do play-offów z piątego miejsca w tabeli. Goście objęli prowadzenie już w 6. minucie po kuriozalnym błędzie Jana Bednarka. Odwet "Smoków" był jednak bezwzględny - rezultat spotkania został ustalony jeszcze przed przerwą. Solidne 90 minut w ekipie zwycięzców rozegrał drugi z naszych reprezentacyjnych stoperów, Jakub Kiwior.

Piłkarze FC Porto wygrali 10 z 11 wcześniejszych meczów. W siedmiu z nich zachowali czyste konto bramkowe. W potyczce z Rangers FC pytanie o faworyta uchodziło za nietaktowne.
W wyjściowej jedenastce gospodarzy nie mogło zabraknąć polskiego duetu stoperów - Jakuba Kiwiora u boku Jana Bednarka. Ich zespół nie był jeszcze pewien awansu do 1/8 finału i potrzebował triumfu. Szkoci na fazę pucharową nie mieli już szans.
Bednarek winowajcą, "Smoki" muszą odrabiać straty. Potrójna riposta na Estadio do Dragao
Grający już tylko o honor goście czuli się na obiekcie rywala na tyle swobodnie, że... już w 6. minucie objęli prowadzenie. Po centrze z prawego skrzydła głową uderzał Djeidi Gassama. Był w pobliżu Jan Bednarek, ale próba interwencji skończyła się tym, że nawet nie zdołał dotknąć piłki, a ta po chwili była już w siatce.
Na Stadionie Smoka zapanowała konsternacja. To Porto miało w tym spotkaniu dyktować warunki gry. A żelazna defensywa - stanowić klucz do zgarnięcia pełnej puli.
Odpowiedź gospodarzy była jednak bezwzględna. Jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie 3:1. Za każdym razem futbolówka trafiała do bramki przy wydatnej pomocy zagubionych w defensywie Rangersów.
Przy dwóch pierwszych golach rywale asystowali, co było skutkiem ich nieudolnej gry w destrukcji. Z prezentu skorzystał najpierw Rodrigo Mora, a wkrótce potem Francisco Moura. Tak rozpoczął się demontaż Wyspiarzy.
Przy trzeciej bramce dla Porto solidną robotę wykonał Bednarek. Po centrze z kornera wyskoczył do powietrznego pojedynku, zmuszając Emmanuela Fernandeza do błędu. Akcja zakończyła się golem samobójczym.
Po zmianie stron gospodarze mocno zredukowali tempo gry. Pilnowali już tylko korzystnego rezultatu, konsekwentnie wybijając przeciwnika z uderzenia. To przyniosło efekt - rywale nie byli w stanie odwrócić losów spotkania.
Z piątego miejsca w tabeli FC Porto melduje się bezpośrednio w 1/8 finału Ligi Europy.












