Reklama

Reklama

Tylko Lech Poznań i Legia Warszawa. Kto pomoże im budować nasz ranking?

Wizja mocnej ligi polskiej, liczącej się w Europie, oddala się coraz bardziej. Po porażkach Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław już w II rundzie el. Ligi Europejskiej, szanse na awans w rankingu krajowym UEFA zmalały niemal do zera. Znów honoru polskiej piłki klubowej bronią Lech Poznań i Legia Warszawa.

UEFA ustalając ranking krajowy patrzy na pięć ostatnich lat. Liczba wygranych spotkań nawet w eliminacjach ma ogromne znaczenie. Każdy punktujący klub wnosi bowiem wartość dodaną do rankingu krajowego. Im więcej punktów, tym wyżej jesteśmy w rankingu. A im wyżej jesteśmy w rankingu, tym łatwiej o awans do kolejnych rund.

Co nam daje 15., a co 17. miejsce w rankingu krajowym?

W tej chwili Polska zajmuje 19. miejsce. I wysoko to, i nisko. Najwyżej byliśmy w... 1970 roku, kiedy zajmowaliśmy siódmą lokatę. Później nasza klubowa piłka staczała się. Od kilku lat jednak systematycznie znów rośniemy w siłę, bo jeszcze w 2010 roku byliśmy na 26. miejscu. Wciąż jednak apetyty są większe.

Reklama

Miejsce, do którego Polacy powinni dążyć to 15. pozycja. Wówczas mistrz Polski rozpocząłby eliminacje do Ligi Mistrzów od trzeciej rundy tzw. mistrzowskiej. Ale uwaga, również wicemistrz Polski wziąłby udział w el. LM od trzeciej rundy tzw. niemistrzowskiej.

Również w Lidze Europejskiej od trzeciej rundy eliminacji rywalizację rozpoczynałby zdobywca Pucharu Polski i drużyna, która w lidze zajęła trzecie miejsce. Inna sprawa, że również czwarty zespół grałaby już od drugiej rundy. W pucharach mielibyśmy wówczas aż pięć drużyn.

Wydaje się jednak, że przynajmniej w najbliższym czasie ta wizja jest nierealna. W tej chwili w europejskich pucharach możemy liczyć już tylko na Legię i Lecha, które prawdopodobnie nie rozbiją banku i nie zdobędą np. 10,500 punktów w rankingu, choć oczywiście cała piłkarska Polska właśnie tego by sobie życzyła.

Wydaje się, że trochę bardziej realne jest 17. miejsce. Ta pozycja też nas trochę ratuje. Co prawda w eliminacjach do Ligi Mistrzów wciąż mielibyśmy jedną drużynę, ale eliminacje do Ligi Europejskiej rozpoczęlibyśmy nieco później. Zdobywca krajowego pucharu rywalizowałby od trzeciej rundy, wicemistrz Polski od drugiej, a jedynie zdobywca trzeciego miejsca zaczynałby od pierwszej.

Co musi się stać, byśmy awansowali na 17. miejsce? Oczywiście, trzeba wygrywać w Europie. Z tego względu, że ranking budowany jest przez pięć ostatnich lat, w przyszłej edycji stracimy 4,500 punktów z sezonu 2010/2011. Warto więc zdobyć w bieżących rozgrywkach przynajmniej tyle samo, by łączny bilans punktowy nie był słabszy niż obecnie.

Kogo musimy wyprzedzić?

W sezonie 2010/2011 bardzo dobrymi występami w Europie zapunktowały federacje Białorusi i Danii, które są bezpośrednio pod Polską. Teraz jednak ten dorobek zostanie skasowany i jest niemal pewne, że nie wyprzedzą nas w rankingu. Stracą odpowiednio aż 5,875 i 6,700 punktów.

My stracimy 4,500 punktów, a federacje zbliżone do Polski, czyli Izrael - 4,625, Cypr - 3,125, Chorwacja - 4,125, Austria - 4,375, Rumunia - 3,166.

Tymczasem Dania, Norwegia, Szwecja i Słowacja już zdobyły więcej punktów od Polski. Nasze cztery eksportowe drużyny uzbierały do tej pory łącznie 2,250 punktów. Na pewno nie wyprzedzą nas już zespoły z Bułgarii i Słowenii, bo te państwa nie mają już reprezentantów w europejskich pucharach.

Z uwagą Polacy muszą spoglądać na kilka drużyn z Cypru, Chorwacji, Austrii i Izraela. Tym większa szkoda, że Jagiellonia uległa Omonii Nikozja i straciła cenne punkty na rzecz tego zespołu.

By polska piłka znaczyła więcej na arenie międzynarodowej w przyszłości, musimy liczyć przede wszystkim na dobre występy Lecha z Basel i Legii z Kukesi. Ważne też będą potknięcia rywali. Austriaków dogonić będzie piekielnie ciężko, bo w tej chwili mają w Europie jeszcze pięć zespołów.

Teoretycznie łatwiej powinno być z Izraelczykami i Chorwatami. Obie federacje mają w tej chwili w europejskich rozgrywkach po dwa zespoły - tyle samo co Polska. Z chorwackich klubów liczą się jeszcze Dinamo Zagrzeb i Hajduk Split. Z izraelskich - Hapoel Kiryat Shmona i Maccabi Tel Awiw.

Gorzej może być ze wspomnianymi Cypryjczykami. Poza Omonią, w Europie rywalizują jeszcze APOEL Nikozja, AEK Larnaka i Apollon Limassol, a więc teoretycznie wszystkie te drużyny mogą nabić więcej punktów do krajowego rankingu niż Polska.

Dwa kluby regularnie w fazie grupowej - bajka?

Optymalnie by było, gdyby powtórzyła się sytuacja z sezonu 2011/2012. Wówczas w fazie grupowej Ligi Europejskiej z powodzeniem występowały dwa polskie kluby - Legia i Wisła. Dzięki temu zyskaliśmy w rankingu aż 6,625 punktów.

Gdybyśmy trochę pofantazjowali i policzyli, że przez pięć kolejnych lat dwa polskie kluby grałyby w fazie grupowej Ligi Europejskiej, w rankingu krajowym mielibyśmy ponad 30 tys. punktów. Wówczas stalibyśmy się 10. lub 11. siłą w Europie.

Do tego wciąż nam jednak daleko. Obecnie nasze możliwości oscylują wokół 20 tys. punktów. Dobrze by więc się stało, gdyby do Legii i Lecha dołączył trzeci polski klub, który coś znaczyłby w Europie. Mogłaby takim stać się Lechia Gdańsk, która ma wszystko do odniesienia sukcesu w Polsce - przyzwoitych piłkarzy, piękny obiekt i zasobny portfel. Kto jeszcze? Śląsk Wrocław nie tak dawno był mistrzem Polski, Jagiellonia Białystok doskonale szkoli młodzież, a Wisła Kraków to ostatni klub, który poza Legią miał w Europie dobre wyniki.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL