Reklama

Reklama

Szachtar Donieck - Sevilla 2-2 w półfinale Ligi Europejskiej

Sevilla zremisowała na wyjeździe z Szachtarem Donieck 2-2 w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Europejskiej. Cały mecz w barwach hiszpańskiego zespołu rozegrał niezwykle waleczny Grzegorz Krychowiak, który został ukarany żółtą kartką.

Szachtar - Sevilla. Zobacz zapis relacji na żywo - kliknij!

Szachtar - Sevilla. Zobacz zapis relacji mobilnej - kliknij!

Początek spotkania z Szachtarem Donieck był w wykonaniu Sevilli piorunujący. Już w 6. minucie Ever Banega zagrał do Kevina Gameiro, ten uruchomił Vitolo, który ograł obrońcę i posłał piłkę do siatki gospodarzy.

Reklama

Gracze Szachtara długo nie mogli się otrząsnąć, ale z czasem nabierali animuszu, a Sevilla wyraźnie traciła rozpęd. W 23. minucie Jarosław Rakicki wykorzystał błąd obrońców gości i posłał piłkę do wybiegającego na wolne pole Marlosa, który doprowadził do wyrównania.

Brazylijczyk wystąpił w głównej roli także niespełna kwadrans później. Znalazł sobie trochę miejsca na lewej stronie boiska i dośrodkował w pole karne idealnie na głowę Tarasa Stiepanienki. Reprezentant Ukrainy skierował piłkę do siatki, a kibice zgromadzeni na Arenie Lwów mieli powody do radości. 

Drugą połowę oba zespoły rozpoczęły niemrawo, a pierwszą groźną okazję stworzyła Sevilla 10 minut po przerwie. Po ciekawie rozegranym rzucie rożnym piłka spadła pod nogi Daniela Carrico, który uderzył, ale z jego strzałem poradził sobie Andrij Pjatow.

Szachtar nie atakował w drugiej połowie z taką determinacją jak w pierwszej odsłonie, a Sevilli długo również brakowało pomysłu na zaskoczenie defensywy gospodarzy.

Szyki obrońcom trofeum pokrzyżowała dodatkowo kontuzja Michaela Krohna-Dehli, który został wprowadzony w drugiej połowie meczu. Duńczyk doznał poważnego urazu kolana i po ledwie 14 minutach gry opuścił boisko na noszach.

Tempo meczu skoczyło w ostatnim kwadransie, a w roli głównej wystąpił napastnik Sevilli Kevin Gameiro. Najpierw Francuz skierował piłkę do siatki Szachtara, ale sędzia odgwizdał spalonego. Potem zmarnował dwie znakomite okazje i wydawało się, że to nie jest jego dzień.

Wreszcie w 82. minucie w polu karnym Szachtara Facundo Ferreyra podciął Vitolo, a sędzia wskazał na jedenasty metr. Z "wapna" pewnie uderzył Gameiro i doprowadził do wyrównania.

Szachtar w ostatnich minutach rzucił się do ataku, ale nie zdołał rozstrzygnąć losów meczu na swoją korzyść i przed rewanżem w lepszej sytuacji jest Sevilla, która zdobyła na wyjeździe dwie bramki. 

Rewanż na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan odbędzie się 5 maja.

Szachtar Donieck - Sevilla 2-2 (2-1)

Bramki:

0-1 Vitolo (6.)

1-1 Marlos (23.)

2-1 Stiepanienko (36.)

2-2 Gameiro (83. karny)

Szachtar: Pjatow - Srna, Kuczer, Rakicki, Ismaily - Marlos (90. Bernard), Małyszew, Kowalenko, Stepanenko, Taison (90. Wellington) - Ferreyra (90. Eduardo).

Sevilla: Soria - Mariano, Rami, Carrico, Escudero - Vitolo, Krychowiak, Banega, N’Zonzi, Konoplianka (59. Krohn-Dehli, 73. Coke) - Gameiro.

Żółte kartki: Małyszew, Srna - Escudero, Carrico, Krychowiak.

Sędzia: Szymon Marciniak

CZYTAJ DALEJ. LIVERPOOL PRZEGRAŁ Z VILLARREALEM - KLIKNIJ!

Sevilla zremisowała na wyjeździe z Szachtarem Donieck 2-2 w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Europejskiej. W drugim rozegranym dzisiaj półfinale Villarreal pokonał na swoim stadionie Liverpool 1-0 po golu w doliczonym czasie gry.

Po tym, co Liverpool pokazał w meczu z Borussią Dortmund, kibice spodziewali się, że do finału Ligi Europejskiej będzie już z górki. Bo po fantastycznym spotkaniu przed tygodniem apetyty zostały rozbudzone do tego stopnia, że w Anglii przeciwnika pokroju Villarealu przestano się obawiać.

Hiszpanie natomiast spokojnie realizują przedsezonowe założenia. I to z nadwyżką, bo nikt w 50-tysięcznym mieście nie spodziewał się, że Villareal dojdzie do półfinału Ligi Europejskiej. Ale skoro po drodze czwarta obecnie drużyna w Primera Division trafiła m.in. na Spartę Praga, to prezent od losu trzeba było wykorzystać.

Półfinał Ligi Europejskiej to już jednak nie przelewki. Trafiły na siebie dwie drużyny, które prezentują podobną piłkę - szybką, ofensywną, z wysokim pressingiem. Zapowiadało się więc ciekawe widowisko, które... w pierwszej połowie rozczarowało.

Goście ograniczali się do strzałów z dystansu. Próbowali m.in. Joe Allen czy Coutinho, ale nie potrafili się wstrzelić. Gospodarze natomiast prezentowali ciekawszą piłkę, ale byli nieskuteczni.

Najlepsze okazje miał Roberto Soldado, który najpierw z ostrego kąta minimalnie chybił, a potem jego strzał z 16 metrów minął słupek bramki Simona Mignoleta o centymetry. Próbował też Pina, którego dwa uderzenia zostały zablokowane.

W drugiej części zrobiło się ciekawiej, ale nie na tyle, by kibice raz po raz podnosili się z miejsc. Od mocnego uderzenia zaczęli gospodarze, a Cedric Bakambu trafił w słupek. Później Villareal oddał inicjatywę i częściej próbowali goście. Przed znakomitą szansą stanął Roberto Firmino, ale jego strzał z bliskiej odległości wybronił Sergio Asenjo, a po interwencji piłka jeszcze odbiła się od słupka.

W 64. minucie chwile grozy przeżył Jaume Costa, który został trafiony łokciem. Hiszpan zalał się krwią i był długo opatrywany przy bocznej linii. Nic groźnego się jednak nie stało.

Trener Marcelino widział, że gra jego piłkarzy powinna być lepsza i pomiędzy 73. a 77. minutą przeprowadził trzy zmiany, które przyniosły znakomite efekty.

Gdy Cedric Bakambu pomknął na bramkę Liverpoolu wydawało się, że będzie 1-0. Reprezentant DR Konga strzelił precyzyjnie, ale ogromnym kunsztem popisał się Mignolet. Zaraz po tej akcji urwał się Alberto Moreno, który przebiegł niemal całe boisko, był sam na sam z Asenjo, ale uderzył niecelnie.

Gdy zegar wybił 90. minutę, a sędzia doliczył trzy, kibice już pogodzili się z remisem 0-0. Gospodarze jednak przeprowadzili podręcznikowy kontratak, który wykończył Adrian Lopez. Rezerwowy został bohaterem Villareal i chwilę potem utonął w objęciach kolegów.

Estadio El Madrigal eksplodował. Co ciekawe, na obiekcie pojawiło się w czwartek 24,5 tys. kibiców. To połowa populacji miasta, bo w Villareal mieszka nieco ponad 50 tys. ludzi.

Rewanż za tydzień w Liverpoolu. Mecz zapowiada się pasjonująco, bo dzięki zaliczce z pierwszego spotkania, w tej chwili bliżej finału są Hiszpanie. Jak jednak wiemy, piłkarze Juergena Kloppa nie poddają się łatwo.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama