Reklama

Reklama

Michał Listkiewicz dla Interii: Kara od UEFA może szokować, ale nie powinna dziwić

- Niewykluczone, że kara dla Ondreja Kudeli jest tak surowa, bo ma zadziałać jak uderzenie pięścią w stół. Ma być o tym głośno. Gdyby zawodnik został zawieszony na trzy mecze, to nikt by na ten temat nie dyskutował. A przy dziesięciu spotkaniach robi się z tego temat publiczny. I może to przyniesie skutek - mówi w rozmowie z Interią były prezes PZPN, Michał Listkiewicz.

Reklama

UEFA nie miała litości dla Ondreja Kudeli. Zawodnik Slavii Praga został ukarany odsunięciem od 10 spotkań pod egidą UEFA za incydent rasistowski, którego był prowodyrem w 1/8 finału Ligi Europy. Nazwał wówczas "pie... małpą" piłkarza Rangers FC, Glena Kamarę.

Reklama

O nieuchwytnej relacji między surowością a nieuchronnością kary rozmawiamy z Michałem Listkiewiczem, który w latach 2016-18 pełnił funkcję szefa czeskich sędziów piłkarskich.

Łukasz Żurek, Interia: Uderzyła pana wysokość kary?

Michał Listkiewicz: - Kara rzeczywiście drakońska, ale UEFA jest bardzo konsekwentna, jeśli chodzi o walkę z rasizmem. Wszyscy powinni już o tym dobrze wiedzieć. Od wielu lat ta kwestia traktowana jest absolutnie priorytetowo. Na każdym meczu obecny jest przedstawiciel organizacji FARE (Football Against Racism in Europe - przyp. red.). Pojawia się na stadionie incognito, nikt nie wie o jego obecności poza delegatem UEFA. To zawsze fachowiec - jest tylko po to, żeby patrzeć, słuchać i dokumentować. Bez wątpienia m.in. na podstawie jego raportu surowo ukarany został Kudela.

Surowo, ale i adekwatnie do winy?

- Nie należy się dziwić tej karze, mimo że jej wysokość może szokować. Mniejsze są kary za uszkodzenie ciała przeciwnika. Ale jeśli chodzi o rasizm, to mamy do czynienia z nieco inny wymiarem - pozasportowym, bardziej ludzkim.

Przez dwa lata dowodził pan czeskimi arbitrami. Dało się w tym czasie zauważyć problem boiskowego rasizmu u naszych sąsiadów?

- Zdarzały się incydenty, ale raczej wśród publiczności. I to w tych wschodnich Czechach, czyli bardziej na Morawach. W samej Pradze nie. To miasto wielokulturowe, bardzo tolerancyjne. Kiedy tam mieszkałem, spotykałem właściwie bez przerwy ludzi różnych kolorów skóry, religii, nacji. To jest taki trochę tygiel. W tamtejszych klubach od dawna gra wielu czarnoskórych piłkarzy - wydaje mi się, że więcej niż u nas. Nie zauważyłem, by zaistniał problem o podłożu rasistowskim. To, co zrobił Kudela w Glasgow, to jakiś indywidualny wybryk.  

Jeden wybryk, zapewnił mu "rozpoznawalność" być może do końca przygody z piłką.

- Dziwię się, że to akurat piłkarz Slavii. Właśnie w tych praskich zespołach - jak Slavia czy Sparta - grywało i gra nadal najwięcej czarnoskórych piłkarzy. Incydenty zdarzały się najczęściej wtedy, kiedy taka drużyna jechała na ligowy mecz gdzieś na prowincję. Wiem, że w szkółce piłkarskiej Sparty trenuje wielu czarnoskórych szesnasto-, siedemnastolatków i nie słyszałem, żeby spotkała ich jakaś przykrość.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Skoro UEFA z rasizmem walczy bezpardonowo od lat, a i tak zdarzają się historie jak ta z Glasgow, może należy poszukać tzw. rozwiązań systemowych?

- Też się nad tym zastanawiam. Na walkę z rasizmem w futbolu przeznaczane są bardzo duże środki - te ludzkie i te finansowe. Może trzeba się zwrócić do socjologów z zapytaniem, jak sobie z tym poradzić? Niewykluczone, że kara dla Kudeli jest tak surowa, bo ma zadziałać jak uderzenie pięścią w stół. Ma być o tym głośno - z takiego założenia mogli wyjść ci, którzy podejmowali decyzję. Gdyby zawodnik został zawieszony na trzy mecze, to nikt by na ten temat nie dyskutował. A przy dziesięciu spotkaniach robi się z tego temat publiczny. I może to przyniesie skutek. Na pewno tak poważnej kary UEFA nie wymierzyła, kierując się emocjami.

Nie było skrupułów, więc musiały być mocne dowody winy.

- Może dodatkowo wydarzyło się coś, o czym nie wiemy. Kiedyś w meczu Turcja - Szwajcaria, w eliminacjach mistrzostw świata, doszło do gorszących scen w tunelu - a nawet już w korytarzu do szatni. Ochroniarz zaatakował szwajcarskiego piłkarza, kopnął go, coś tam uszkodził i tego nie było widać gołym okiem. Byłem zaangażowany w to spotkanie jako delegat UEFA. Sprawa ciągnęła się długi czas i też skończyła się drakońskimi karami. Czasem nie widzimy czegoś na ekranie telewizorów, ale UEFA widzi dzisiaj wszystko. Ma swoich ludzi, którzy za pośrednictwem kamer obserwują cały obiekt już dwie godziny przed meczem. Stadion piłkarski jest dzisiaj jak dom Wielkiego Brata. Nic nie umknie czujnemu oku kamery...

Rozmawiał Łukasz Żurek 

Liga Europy - zobacz stan rywalizacji w 1/4 finału Ligi Europy

Dowiedz się więcej na temat: Michał Listkiewicz | Ondrej Kudela | liga europy | rasizm | UEFA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje