Reklama

Reklama

Maciej Skorża: To dla nas najważniejsze rozgrywki

Sześć dni przerwy pozwoliło piłkarzom Lecha Poznań na tyle dobrze przygotować się do spotkania z węgierskim Videotonem FC, że już na półmetku rywalizacji "Kolejorz" jest o krok od awansu do fazy grupowej. Wtedy aż do grudnia wielokrotnie poznaniacy będą grali co trzy lub cztery dni. – Chcemy tego – zapewnia trener Maciej Skorża.

Od 10 lipca lechici rozegrali już 12 spotkań o stawkę. Dopiero teraz mieli jednak więcej niż cztery dni przerwy między spotkaniami, na co zwrócił uwagę szkoleniowiec drużyny. - To jeden z powodów lepszej gry, bo pierwszy raz w sezonie mieliśmy aż tyle czasu, aby przygotować się do ważnego meczu. A po drugie: wróciło kilku graczy, którzy decydują o naszej sile ofensywnej, a to sprawiło, że mecz wyglądał inaczej niż ostatnio w lidze - mówił Maciej Skorża, mając na myśli powroty Szymona Pawłowskiego, Kaspera Hamalainena, Gergo Lovrencsicsa, ale także i obrońcy Barry’ego Douglasa.

Reklama

Szkot wykonuje bowiem prawie wszystkie stałe fragmenty, a w czwartek zaliczył asystę przy trafieniu Karola Linetty’ego. - Bardzo dobrze rozpoczęliśmy to spotkanie, szybko zdobyliśmy bramkę i wydawało się, że pójdziemy za ciosem. Liczyliśmy, że Videoton się otworzy i dostaniemy kilka okazji. Tyle że oni byli zespołem bardzo zdyscyplinowanym i nie otworzyli się przez cały mecz, zostaliśmy zmuszeni do akcji pozycyjnych. Cieszą trzy bramki, to dobry wynik, ale nie powiem, że sprawa awansu została już przesądzona. Będziemy się bić o niego na wyjeździe - opowiada trener mistrza Polski.

Mistrz Węgier nie zaprezentował się w Poznaniu zbyt dobrze - ten zespół dotknął w ostatnich tygodniach spory kryzys, znacznie głębszy niż Lecha. Tuż przed spotkaniem w Poznaniu pracę w Videotonie stracili trener z dyrektorem sportowym, ale efekt nowej miotły nie przyszedł. W Poznaniu Węgrzy nawet nie próbowali przejąć inicjatywy, trudno więc im dawać jakieś szanse w rewanżu. Wówczas same kontrataki i stałe fragmenty nie wystarczą do odrobienia sporych strat. Lechowi będzie o tyle trudniej, że w Szekesfehervarze nie zagra Karol Linetty, po raz trzeci ukarany już żółtą kartką.

- W ostatnim okresie spadło na nas wiele nieszczęść, nawet ja sam robiłem jeszcze w środę dobrą minę, bo nie wiedziałem, jak będzie wyglądał powrót do gry tylu kontuzjowanych piłkarzy. Na szczęście odnieśliśmy zwycięstwo, które powinno nas podbudować, złe wspomnienia w głowach zawodników odejdą na bok. Będziemy tym żyli, na zwycięstwie zrobimy fajną atmosferę przed spotkaniem z liderem (Lech zagra w niedzielę z Piastem Gliwice - red.) - twierdzi Skorża, który nie boi się sześciu kolejnych spotkań w fazie grupowej Ligi Europy.

- Przychodząc do Lecha prawie rok temu mówiłem otwarcie, że najważniejsze dla mnie są trofea krajowe, ale przede wszystkim gra w Europie. Jesteśmy bardzo blisko tego, marzymy o kilku wieczorach, gdy zespoły postawią nam na tym stadionie wysoko poprzeczkę. Nie chcę narzekać, snuć czarnych scenariuszy o zmęczeniu, ale mówię, że choć to trudne łączyć ligę z pucharami, to chcemy się z tym zmierzyć - przyznaje Skorża.

Prawdopodobnie zdarzy się tak, że w podobnej sytuacji będą oba polskie eksportowe kluby - Lech i Legia. - Legia ma tę jedną przewagę, że gra w fazie grupowej od czterech czy trzech lat, to dla niej chleb powszedni. Nas pewne rzeczy może zaskoczą, ale chcemy być w tych rozgrywkach, są dla nas najważniejsze - kończy trener Lecha.

Andrzej Grupa

Lech Poznań blisko Ligi Europejskiej! Dyskutuj!

Wyniki pierwszych meczów 4. rundy eliminacji Ligi Europejskiej



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje