Reklama

Reklama

Liga Europy. 22 rzuty karne! Wielkie emocje na Polsat Plus Arenie, Villarreal CF z trofeum

Najpierw spowodowali, że obydwa finały – Ligi Mistrzów i Ligi Europy nie rozgrywają się wewnątrz Anglii – w półfinale wyrzucili za burtę Arsenal. W środę, na Polsat Plus Arenie, Villarreal postarał się o kolejną niespodziankę, pokonując faworyzowany Manchester United 11-10 w rzutach karnych. Jego trener Unai Emery sześć lat temu, z Sevillą, wygrał finał Ligi Europy rozgrywany w Polsce. W środowy wieczór uczynił to z „Żółtą Łodzią Podwodną”!

Kibicowsko to był mecz ponad podziałami. Na trybunach połączył m.in. Hirka Wronę, Marka Sierockiego, Stefana Szczepłka z zagorzałym fanem Lechii "Śledziem", którego przyjaciele w przeddzień urodzin w ramach prezentu posadzili na trybunie przeznaczonej dla fanów Manchesteru.

O ile na trybunach było sprawne zarządzanie wolną przestrzenią (COVID-19 pozwolił na wpuszczenie tylko 10 tys. kibiców), o tyle na murawie obserwowaliśmy do mistrzostwa doprowadzoną grę na małej przestrzeni. I to w wykonaniu obu ekip. "Czerwone Diabły" cieszyły swoich fanów większym posiadaniem piłki, rozgrywaniem jej po obwodzie, wszędobylskim Cavanim i Greenwoodem zakładającym siatki rywalom.

Reklama

"Żółta Łódź Podwodna" - jak sama nazwa wskazuje, czaiła się na odpowiedniej głębokości, dziury w defensywie rywala śledziła przez peryskop i skrzętnie je wykorzystywała. Jak tę po faulu Cavaniego. Parejo posłał dośrodkowanie sprytne, piłka dokręcała się do bramki, co utrzymało w niepewności Davida de Geę. Tylko na to czekał Gerrard Moreno, który nic nie robił sobie z tego, że Lindelof próbuje go łapać za koszulkę i posłał piłkę do siatki!

Moreno, nie dość, że zapewnił Villarealowi prowadzenie, to jeszcze biegał za dwóch - pokonał najwięcej, 5.92 km w I połowie. Prawdziwy koń pociągowy Villareal.

Wśród fanów MU jeszcze w doliczonym czasie do I połowy nadzieję rozpalił Greenwood. Uciekł prawą stroną, nabił Raula Albiola i o mały włos nie doszło do bramki samobójczej. Hiszpanów uratował refleks Rullego.

Drugi gola Cavaniego w Gdańsku

Skoro była nadzieja, to bardzo szybko podążyła za nią radość, a wywołał ją w angielskich sercach niezniszczalny Cavani. Pracowitość Urugwajczyka los nagrodził w prosty sposób: po strzale Rashforda odbita od nóg obrońców piłka trafiła właśnie do Edisona. Jego klasa polegała na tym, że nie spalił akcji, a przede wszystkim trafił w prawy róg. Na tym się jego rola nie skończyła - wyjął piłkę z siatki i w te pędy ustawił ją na środku, dając "Czerwonym Diabłom" jasny sygnał: "Panowie, 1-1 to za mało. Jedziemy dalej!".

To nie pierwsza bramka strzelona przez Cavaniego na stadionie w Gdańsku. 14 listopada 2012 trafił do siatki Polaków, w wygranym przez Urugwaj 3-1 towarzyskim spotkaniu z Polską.

Manchester zasłużył na wyrównującego gola. Pieczołowicie rozgrywał piłkę po obwodzie, zamykał Hiszpanów w polu karnym, regularnie stwarzał zagrożenie, w tym rzuty rożne.  

Na dobrą sprawę w kwadransie między 55. a 70. minutą United mogli rozstrzygnąć sprawę, ale Cavani, po podaniu Shawa, zagłówkował z pięciu metrów wprost w obrońcę, a Rashford, w stuprocentowej sytuacji - idealnie obsłużony przez Bruno Fernandesa - kopnął obok Rullego, ale też obok słupka. Marcus złapał się za głowę, a próbujący go dogonić Foyth odetchnął z ulgą.

Pogba chciał uniknąć dogrywki

Jeszcze przed dogrywką przypomniał o sobie Pogba, który głową strzelił mocno, lecz za wysoko, czego pożałował siedzący z synkiem na trybunie honorowej Wayne Rooney.

Villarreal w drugiej połowie nie miał argumentów. Próbował je znaleźć Pau, który w doliczonym czasie do II połowy strzelił z narożnika pola karnego o metr za wysoko.  

Dowódca Manchesteru - Ole Gunnar Solsjkaer mógłby sobie podać ręce z Franciszkiem Smudą. Nie dokonywał zmian. Dopiero po 100 minutach meczu wpuścił Freda za zmordowanego bieganie Greenwooda. Unai Emery do 88. min wykorzystał pięciu nowych zawodników.

Kontrowersyjna decyzja VAR-u? Nie ma karnego!

W 114. min doszło do sporej kontrowersji. G. Moreno strzelał z pora karnego, a piłkę ręką zablokował Fred. Sędziowie z wozu VAR uznali jednak, że uderzenie było z niewielkiej odległości, a Fred nie miał szans na schowanie ręki.

Alex Ferguson miał marsową minę przed rzutami karnymi

Sir Alex Ferguson, który nie mógł sobie odmówić przyjazdu do Gdańska, markotną minę miał, gdy doszło do rzutów karnych. Dobrze wiedział, że de Gea ostatnią "jedenastkę" obronił Romelowi Lukaku, w czasach, gdy ten występował jeszcze w Evertonie (w czerwcu 2017 r. Lukaku przeszedł do Manchesteru). Chcąc dodać otuchy koledze stojącemu między słupkami, Fred serdecznie go utulił, wywołując uśmiech na twarz Hiszpana.

Karne z bohaterem Rullim

Emery nic nie robił sobie z tego, że akurat się rozpadało. Mobilizował zespół niczym Napoleon.

G. Moreno z karnego trafił w lewy róg. Wyrównał Juan Mata jeszcze bardziej precyzyjnym uderzeniem, w tę samą stronę. Dani Raba również wybrał lewy róg, tak samo jak Telles. Alcacer również kopnął w lewo. De Gea go wyczuł, jednak piłka po jego ręce wpadła do siatki. Bruno Fernandes - tak ramo po ręce Rullego - ulokował piłkę w lewej stronie bramki.

Alberto Moreno strzelił w prawo i Villarreal prowadził 4-3. Ze stoickim spokojem, trochę w stylu Roberta Lewandowskiego, Rashford kopnął w lewo i było po cztery. Parejo huknął w lewo na 5-4, ale wojnę nerwów wytrzymał Cavani uderzeniem w lewą stronę.

Moigomez szóstą serię rozpoczął karnym wykorzystanym strzałem w środek. Fred odpowiedział piekielnie mocnym kopnięciem w prawo - Rulli go wyczuł, ale nie sięgnął piłki.

Raul Albiol zabawił się technicznym uderzeniem w prawo, podobnie jak Daniel James, który wyrównał na 7-7.

Coquelin pokazał nerwy jak ze stali - ulokował piłkę w prawym okienku, a ze stryczka urwał się Shaw - Rulli miał piłkę na rękach, ale była za śliska, więc ją wypuścił.

W środek kopnął Mario Gaspar - lecący w swój prawy róg de Gea nie zdołał dotknąć piłki lewą ręką. Wyrównał Tuanzebe uderzeniem w prawo.

Obrońca Pau, wyceniany na 50 mln euro, pokazał luz i zdmuchnął pajęczynę w lewym okienku. Lindelof wyrównał na 10-10 kopnięciem w lewo.

Bramkarz Rulli huknął de Gei w prawo, a ten chciał się zrewanżować tym samym, tyle że uderzył za lekko i Rulli obronił przesądzając rywalizację!  

David de Gea nie obronił 36 karnych z rzędu w ciągu pięciu lat, a na dodatek w środową noc w Gdańsku jednego nie strzelił.

Finał Ligi Europy

Villareal - Manchester United  1-1 (1-0, dogr. 0-0) karne: 11-10

Bramki:

1-0 Gerrard Moreno (29. Z podania Parejo), 1-1 Edison Cavani (55. Dobitka po strzale Rashforda), 2-1 Rulli (120 decydujący karny)

Villarreal: Rulli - Foyth (88. Mario Gaspar), Albiol, Torres, Pedraza (88. Alberto Moreno) - Parejo, Capoue (120. Raba), Trigueros (77. Moigomez)  - Moreno, Bacca (60. Coquelin), Pino (77. Alcacer)

Manchester United: De Gea - Wan-Bissaka, Lindelof, Bailly (118. Tuanzebe), Shaw - Pogba (118. James), McTominay (118 Telles) - Greenwood (100. Fred), Bruno Fernandes, Rashford  - Cavani.

Żółte kartki: Capoue Foyth oraz Cavani.

Z Polsat Plus Areny Michał Białoński, Maciej Słomiński, Interia



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama